Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dual coil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dual coil. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Orchid (klon)

Parownik/atomizer Orchid - w świecie roślin orchidea jest jedną z najwdzięczniejszych - posiada przepiękne kwiaty, ma bardzo skromne wymagania - znajduje na całym świecie wielu entuzjastów (heh sam jestem jednym z nich i mam ich w domu całe parapety).

Czy tak samo jest w przypadku tego parownika? - Wg mnie i muszę to stwierdzić z całą stanowczością - tak!

Orchid z Fasttech


Orchid w linii prostej wywodzi się z Kayfuna. Można by rzec że jest to taki Kayfun w którym powiększono kilka rzeczy głównie po to by można było zamontować dwie grzałki. Od strony technicznej jest to w zasadzie to samo - ale na tym podobieństwa się kończą bo "pali" się to jednak zupełnie inaczej a porównanie to wypada zdecydowanie na korzyść Orchida.

W porównaniu do "Kajtka" ma on dwa otwory powietrzne - po jednym dla każdej z grzałek - które są znacznie poszerzone - czy dostatecznie to sprawa jak zwykle dyskusyjna - mnie osobiście ich rozmiar wystarczy i absolutnie nie brakuje mi tutaj braku regulacji przepływu.

Podobnie jest z kanałami którymi płynie płyn na grzałki - jest ich dwa razy więcej czyli cztery i są one znacznie szersze.

Także dek na którym montujemy grzałki jest trochę szerszy. Twórcy parownika musieli go nieco powiększyć - tak by swobodnie zmieściły się tam dwie dość duże grzałki. Sam zbiornik jest dokładnie takich samych wymiarów - szeroki na 23 mm - standard. Nie sprawdzałem tego ale jestem prawie pewny że jest to dokładnie ten sam komplet trzech pierścieni co w Kayfunie - oczywiście dek i górny cap są już nieco inne.

Szerszy dek montażowy oznacza także szerszy komin który zakrywa grzałki i oddziela je od płynu. Szczelina pomiędzy tym kominem a wewnętrzną ścianą zbiornika jest przez to bardzo mała - na tyle mała że płyn 50/50 GP/VG z pewnym oporem przemieszcza się w zbiorniku - jest to szczególnie zauważalne podczas napełniania - problem zgłaszany przez wiele osób. Zjawisko potęguje chybiona wg mnie konstrukcja komina. Nie wiedzieć czemu - może chcieli być oryginalni a może chcieli odzyskać ciut miejsca na liquid - projektanci parownika postanowili że komin będzie po pierwsze jednoczęściowy (a nie jak w Kayfunie dwuczęściowy - rozkręcany) a po drugie z kątem prostym w miejscu łączenia elementów o różnej średnicy. Przy napełnianiu - gdy parownik jest do góry nogami, w tym miejscu zbiera się powietrze, tworząc duży bąbel - taką poduszkę powietrza na której zatrzymuje się cały lany z góry płyn. Oczywiście problem jest tym większy im gęstszy jest płyn ale czy to jest rzeczywiście jakiś problem? - Wg mnie nie, wystarczy przechylić parownik podczas napełniania - albo używać butelek z igłą, żeby dostarczać płyn możliwie nisko i tyle. Bardziej irytuje mnie brak możliwości rozkręcenia tego komina - w celach diagnostycznych albo żeby coś delikatnie poprawić - no trudno - może któraś kolejna wersja to zmieni albo pewnie na rynku pojawią się zamienniki kominów.

To o czym trzeba wspomnieć a co ma ogromne znaczenie jest ilość pinów montażowych. Chodzi o to że dla każdej "nóżki" grzałki przewidziano jej własne miejsce montażowe i śrubę. To olbrzymie ułatwienie bo w wielu parownikach dwu grzałkowych tych pinów jest zaledwie dwa lub trzy a to oznacza że przy dokręcaniu śruby trzeba pilnować więcej niż jednej grzałki na raz. Pamiętam jaką upierdliwością było kręcenie grzałek na Foggerze v4 (po fotach w necie widzę że dopiero w wersji 6 Fogger doczekał się rozwiązania bliźniaczo podobnego jak w Orchidzie).

Orchid - jak robić grzałki?

Jeśli chodzi o kręcenie grzałek to wydaje mi się że są dwie podstawowe metody.

Pierwsza to klasyczna, czyli tak samo jak robiło się to w Kayfunie - typowy microcoil/macrocoil tyle że zamiast jednej grzałki robimy dwie. Watę stosunkowo lekko zbitą przewijam przez grzałki i tyle. Z uwagi na bardzo duże kanały dla płynu ja osobiście zawsze wpuszczam w nie odrobinę waty (dosłownie około 1 mm w głąb - luźno watki daję) - zaznaczam, że nigdy nie robiłem tego w Kayfunie - tam wata była na płasko na kanał, ale tutaj bez tego zabiegu często mam wycieki z otworów powietrznych.  Dzięki temu jest też znacznie mniejsza szansa na to, że podczas nakręcania komina wata się przemieści. Jak wspomniałem wyżej - komina nie da się rozkręcić więc nie można sprawdzić czy przy zakręcaniu wata się nie poruszyła i nie odsłoniła całkowicie któregoś z kanałów - a w takiej sytuacji wyciek jest bardzo prawdopodobny.

W internecie często można spotkać osoby które skarżą się że Orchid cieknie. Nie wiem - może jeśli używa się płynu bardzo lejącego np w proporcji PG/VG 20/80 takie rzeczy mogą się dziać - ale wydaje mi się że jest to tylko i wyłącznie wina złego "setupu" - no chyba że ktoś ma uszkodzone uszczelki i zbiornik nie trzyma ciśnienia.

W Kayfunie moją preferowaną średnicą grzałek było 2,2-2,5 mm. Tutaj zdecydowanie wolę średnicę 3 mm. Wg mnie taka konstrukcja nie ma żadnych wad, ma natomiast kilka zalet:

  • Po pierwsze, grzałka jest węższa - otwór powietrzny pokrywa ją w 80% - innymi słowy, bardzo mały odcinek grzałki nie jest w bezpośrednim strumieniu powietrza lecącego z otworów, większa ilość waty pozostaje poza grzałką i nie jest przez nią "duszona"
  • Po drugie, grzałka ma bardzo duży bufor liquidu między drutami (także obok), dzięki czemu znacznie trudniej jest doprowadzić ją do wysuszenia w porównaniu do średnicy typu 2 mm. Oczywiście większa średnica grzałki oznacza dla mnie zawsze mniejszą liczbę zwojów - tak by finalnie opór i ilość drutu do rozgrzania była porównywalna.
  • Po trzecie wreszcie, dzięki tak dużej szerokości znacznie łatwiej jest przez grzałkę przewlec watę a po bokach grzałki zostaje jej bardzo dużo dzięki czemu grzałka z watą wypełnia nam idealnie praktycznie cały dek.

Odnośnie waty skoro już o tym zacząłem...
Ostatnio używam tylko bawełny japońskiej "MUJI" - nie dlatego ze jest jakaś o wiele lepsza od zwykłej waty tylko dlatego że znacznie łatwiej się ją obrabia, łatwiej o powtarzalność. Wycinam na oko pasek o szerokości 3 mm, potem stosuję sztuczkę podpatrzoną u kogoś na Youtube (chętnie bym go tu oficjalnie wspomniał ale nie pamiętam już kto to był, obiecuję ze jak go znowu trafię to zamieszczę tu link). Sztuczka polega na tym by złapać za oba końce tego odciętego odcinka a następnie skręcać delikatnie w palcach w przeciwnych kierunkach. Gdy to robimy, wata skręca się i rozkręca, końcówki się ugniatają (to one będą wkładane w "oczko" grzałki) a wata pomiędzy - na całej długości - robi się bardzo puszysta. Wystarczy przeciąć potem na pół i przewinąć grzałki a następnie obciąć nadmiar waty. Ja staram się obcinać dokładnie do szerokości deku montażowego. Bezpośrednio po obcięciu zawsze mam wrażenie że "tym razem przesadziłem" - tak mało jej tam zostaje ale nigdy nie jest źle. Wiem że część osób obcina na szerokość całego zbiornika ale wg mnie nadmiar waty wewnątrz komina robi więcej złego niż dobrego a poza tym potem jest jakaś mordęga żeby to złożyć do kupy. W ogóle z moich doświadczeń z Orchidem (i nie tylko) wynika że za płaski smak prawie zawsze odpowiada zły transport liquidu na druty - czyli albo zbyt dużo waty wewnątrz pomiędzy zwojami, albo wokół niej, albo zbyt zapchane kanały. Gdy waty jest zbyt dużo zamiast transportować płyn zwyczajnie go blokuje. To nie jest tak, że trzeba zrobić 20 grzałek zanim się uda. Jeśli nie przesadzi się z ilością waty - tak by po przewinięciu dawała się ona z lekkim oporem przesuwać między zwojami, nie zbije waty z boków i wpuści jej nieco w kanały to praktycznie nie ma takiej możliwości żeby było źle. Może być tylko dobrze lub lepiej. Swojego Orchida używam od około miesiąca. Wycieki (zresztą drobne - początkowo myślałem  że to może skropliny z ustnika wracają do otworów powietrznych) tylko wtedy gdy w ogóle nie wkładałem waty w kanały.

Orchid - wstępnie złożone grzałki po przewinięciu watą - drut Kanthal 0,4 @ 3mm x 6 zwojów (edit -lepiej zrobić 5 zwojów)
w taki sposób obcinam watę by pozbyć się jej nadmiaru
Do produkcji mojej ulubionej obecnie grzałki (no tutaj grzałek) używam tylko drutu Kanthal 0,4 (w ogóle od jakiegoś czasu nie bawię się już w żadne nawet testy na mniejszych średnicach, wręcz odwrotnie, ciekawi mnie jak by było z drutem 0,5). Niby lepszy jest Kanthal w wersji "A" niż "D" (bo wytrzymuje wyższe temperatury) ale czy są to różnice w jakiś sposób odczuwalne dla e-palacza? - Nie potrafię tego stwierdzić ale chyba nie.

Grzałki nawijam bezpośrednio na parowniku. Biorę długi kawałek drutu (czasem całą rolkę) i zaczynam od przykręcenia pierwszego końca do pina plusowego (w dolny otwór środkowego pina), tak by nie trzeba było potem obcinać nadmiaru drutu w tym miejscu. Następnie przykładam specjalnie do tego celu zakupiony gwoźdź (średnica 3 mm) i nawijam 5-6 zwojów. Staram się by zwoje były możliwie blisko siebie, nieco je poprawiam już na tym etapie. Naciągnięty drut - czyli górną końcówkę grzałki zakręcam na śrubie (pod jej "główką"). Trzymając jednocześnie gwoźdź (żeby grzałka nie tańczyła przy skręcaniu), dokręcam wszystko dość mocno. Trzeba uważać by nie przesadzić z przykręcaniem drutów które idą do dziur, bo śruby dokręcające potrafią te druty obcinać i wbrew pozorom wcale nie jest trudno do tego doprowadzić. To między innymi dlatego drugą "nóżkę" grzałki montuję pod główką śruby a nie w otwór pinu, choć tam jest mi także po prostu wygodniej. Następnie wyciągam gwóźdź i zanim jeszcze obetnę nadmiar drutu rozgrzewam grzałkę do czerwoności by z pomocą szczypczyków zbliżyć do siebie zwoje. Po tym jak zwoje są już dość blisko, ponownie wkładam gwoźdź między zwoje, poprawiam je i ostatecznie centruję grzałkę nad otworem powietrznym. Jeśli grzałka jest skręcona zbyt mocno i nie da się jej odpowiednio ustawić - np oddalić od pinów to wówczas luzuję nieco tę drugą śrubę przy której nadal mam nie obcięty drut i ponownie "naciągam" grzałkę na właściwe miejsce pchając za gwoźdź. Gdy grzałka wyląduje tam gdzie chce ponownie dokręcam, a potem obcinam nadmiar drutu. Następnie w ten sam sposób robię kolejną grzałkę.

Jeśli wszystko poszło dobrze, to powinny wyjść dwie niemal identyczne grzałki.
Grzałki po podaniu napięcia powinny się rozgrzewać równomiernie i od środka. Jeśli któraś z nich rozgrzewa się szybciej, albo świeci intensywniej należy się nad tymi grzałkami raz jeszcze pochylić. One muszą pracować możliwie jednakowo!

Co robić gdy jedna z nich nie "świeci" tak dobrze jak druga? Przyczyn może być kilka. Najczęstsze to:
  • grzałka bardziej ściśnięta rozgrzewa się szybciej - po rozgrzaniu trzeba więc ściskać ponownie gorszą grzałkę,
  • grzałką która lepiej przewodzi prąd rozgrzewa się szybciej - sprawdzić czy gorsza grzałka jest dobrze dokręcona do pinów - delikatnie dokręcić gorszą grzałkę,
  • jedna z grzałek ma więcej zwojów niż druga albo ma dłuższe "nóżki". Jest to sytuacja niedopuszczalna bo taka grzałka zawsze będzie rozgrzewać się wolniej z uwagi na większy opór. Policzyć zwoje w gotowej grzałce micro/macrocoil jest bardzo trudno gołym okiem. Ja gdy mam jakieś wątpliwości po prostu robię zdjęcie telefonem a następnie powiększam fotkę, bo lupą nie dysponuję :)

Przy wygrzewaniu grzałek na parowniku trzeba mieć na uwadze izolator pina plusowego. Dwie rozgrzane do czerwoności grzałki bardzo szybko rozgrzewają też korpus parownika a izolator jest z jakiegoś plastiku który dość szybko się od tej temperatury topi, trzeba więc to wszystko robić z głową. Większość osób nawet nie zauważa momentu kiedy doszło do nadtopienia tego elementu.

Gdy grzałki są gotowe, trzeba je przewijam je watą (o czym pisałem powyżej) a następnie obficie je nasączam - tj. jeszcze zanim założę komin. Sprawdzam też czy grzałki pracują zgodnie z oczekiwaniem i dopiero wtedy zakręcam komin. Gdy komin jest na miejscu zaciągam się raz lub dwa razy bezpośrednio z komina - to taki przedsmak który mówi mi o tym co dana grzałka potrafi gdy jest prawidłowo nawilżona. Pozostało już tylko założyć zbiornik i zalać go. Przy zalewaniu - zawsze należy zostawić trochę pustego zbiornika. Ja zwykle napełniam go do górnej krawędzi przeźroczystego pierścienia - czyli tak długo jak długo widzę płyn który wlewam. Jeśli naleje się płynu "pod korek" to w zbiorniku nie będzie miejsca na wytworzenie się podciśnienia i nadmiar tego płynu opuści nasz atomizer gdy tylko postawimy go do pionu - ucieknie pewnie około 0,5 ml płynu i sytuacja się ustabilizuje.

Po zalaniu dobrze jest też zrobić kilka głębszych zaciągnięć bez podawania prądu na grzałki i w zasadzie można już palić choć ja zwykle daje parownikowi jeszcze kilka minut ekstra w spokoju po to by płyn nasączył watę we wszelkich zakamarkach.

Druga popularna metoda robienia tu grzałek polega na zrobieniu ich w układzie pionowym.
Z angielskiego"vertical coils" - pod tym hasłem znajdziecie w sieci więcej. Robi się to tak, że w otwory powietrzne wkłada się pręty i to na nich nawija się grzałki. Grzałki nawija się w ten sposób bardzo łatwo, szybko i wychodzą one bardzo równe. Z tym nie ma żadnego problemu. Trochę gorzej jest z układaniem w okół tych grzałek waty. Trzeba ją owinąć wokół tak by wszystkie druty były tą watą "opatulone".

Orchid - nawijanie grzałki pionowej

Orchid - rozgrzewanie gotowych grzałek



Orchid - gotowa grzałka w układzie pionowym (Vertical Coils)

Jak to wygląda możecie także zobaczyć sobie np tu (to nie są moje fotki): http://imgur.com/a/pp2RZ/

Prawdę mówiąc mam małą wprawę w tego typu konstrukcjach. Moje dotychczasowe próby zakończyły się umiarkowanym sukcesem. Miałem problemy z watą która gdy puchła zapychała wlot lub wylot grzałki co prowadziło wcześniej czy później do wycieków. Miałem tez pewne problemy z dostatecznie dobrym transportem co skutkowało oczywiście płaskim smakiem i wyraźnie gorszą "chmurką" po którymś z kolei zaciągnięciu. Jeśli mam być szczery, to jestem tak bardzo zadowolony z obecnie działających w moim Orchidzie grzałek klasycznych, że trochę odechciało mi się sprawdzać jak może działać "idealny" komplet grzałek pionowych. W każdym razie, nawet pomijając te różne trudności nie zauważyłem by paliło się to jakoś lepiej więc albo ja jeszcze nie umiem tego zrobić jak należy albo jest to po prostu kolejne zawracanie głowy - przerost formy nad treść.

Ok ale jak to się pali na tym Orchidzie?
- Wg mnie SUPER! Dobry setup odwdzięcza się wspaniałą chmurą która jest ciężka, mięsista, ciepła (ale nie jest zbyt gorąca) i słodka. Chmury te powstają w relatywnie krótkim czasie, tj 2-3 sekundy (duży stosunkowo szybki i mocny wdech). Ilość dymu jest tak duża że gdy prowadzę auto muszę dmuchać na boki, bo powstałe kłęby zasłaniają mi kompletnie pole widzenia. Ja nie notuję w tym parowniku żadnych wycieków, żadnych przypaleń itp. Parownik ten jest o wiele jest mniej wymagający niż np Big Dripper którego wcześniej używałem a oferuje na prawdę bardzo przyzwoity poziom palenia na zwykłym mechanicznym modzie. Domyślam się że gdyby podać mu więcej mocy mogło by być tylko jeszcze lepiej :)

Jeśli wcześniej paliło się tylko powszechnie dostępne w sklepach e-papierosy, ewentualnie Kayfuna to chmura z dwugrzałkowca o dużym przeciągu może przytłoczyć. Tzw "kop" i wielkość chmury jest nieporównywalna. Pamiętać jednak należy że parowniki z dużymi otworami powietrznymi żeby pokazały co potrafią należy palić inaczej, tzn zaciągać się głęboko, zdecydowanie i bezpośrednio do płuc - zatem inaczej niż wspomniane wcześniej parowniki z małym przepływem powietrza. Tam zaciągamy się raczej najpierw do ust a dopiero potem do płuc. To jest coś do czego się trzeba przyzwyczaić, trzeba się z tym oswoić. Zwykle potrzeba na to mniej niż jednego dnia, ale pierwsze wrażenia mogą być bardzo negatywne. Kiedy prezentowałem Orchida swoim znajomym mimo że każdy z nich pali "jakieś" powszechnie dostępne e-papierosy każdy z nich po zaciągnięciu zachowywał się tak jakby pierwszy raz w życiu zaciągnął się dymem z papierosa. Kasłali, dusiło ich, patrzyli na mnie z niedowierzaniem i pytali - "jak ty to możesz palić", "o matko jakie to mocne", "zabierz to" itp - a ja nie bardzo rozumiałem jak oni nie mogą. Jeśli obawiasz się że taki dual coil może być dla Ciebie zbyt mocny, zawsze możesz nawinąć 1-2 zwoje więcej (czyli 7-8), zwiększając w ten sposób oporność grzałki i jej bezwładność termiczną ograniczysz także jej moc ale wg mnie  kluczem tutaj i tak pozostanie "siła strumienia" przepływającego przez grzałki powietrza, bo to ono chłodzi ten układ.

Jeden z kolegów nabył swój własny egzemplarz, złożyliśmy go do kupy. Mimo tych pierwszych negatywnych wrażeń - kiedy już prawie chciał mi go oddać - bo przecież "to nie dla niego" przekonałem go by jednak zabrał go ze sobą do domu, sprawdził sobie na spokojnie. Następnego dnia był już odmienionym człowiekiem :) - "Już nie jest tak ostro", "już nie drapie", "jest bardzo fajnie".
Nie jestem do końca pewny, czy to kwestia tego jak się zaciągamy, kwestia "ułożenia się grzałki" czy jeszcze czegoś innego ale w moim przypadku było bardzo podobnie. Jako palacz "analogów" nigdy nie zaciągałem się bezpośrednio do płuc, nie mogłem zrozumieć jak w ogóle w ten sposób można było palić a teraz palenie techniką "usta - płuca" po prostu mnie już nie satysfakcjonuje - choć jak się nie da inaczej - bo w ręku tylko jakiś Volimizer - to trudno - można i tak.

Jeśli chodzi o płyn którym lubię zalewać swoje parowniki to w zasadzie nie ma tu żadnej zmainy. Nadal moim ulubionym jest Cuban Cigar (e-Dym) o mocy 18 mg. Oprócz dobrego smaku (subiektywne raczej odczucie) bardzo powoli zanieczyszcza grzałki dzięki czemu nie trzeba ich tak szybko przewijać. Polecam :)

Aha, pamiętać należy o tym że grzałki jak te opisywane powyżej mają bardzo mały opor tj. < 0,5 oma. Do takich grzałek trzeba mieć odpowiednią baterię. Ja używam Akumulatora EFEST IMR 18650 2500mAh LiMN flat top 35A (do nabycia w wielu sklepach za około 35 zł) i nigdy nie zauważyłem by się ona grzała więc dla mnie jest OK choć wielu e-palaczy woli np Sony VTC-4.

Pamiętajcie też że e-palenie nie koniecznie jest zdrowe i bezpieczne, że wszystko co robicie, robicie tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

No to chyba z grubsza tyle. Wyszło trochę długo... przepraszam. Może komuś się to do czegoś przyda :)

PS: Jak zwykle bardzo mile widziane komentarze w których piszecie jak Wy robicie swoje "setupy", piszcie proszę również jakie płyny uważacie za najciekawsze.

[EDIT] Chciałem tylko napisać, że obecnie moim ulubionym setupem do Orchida jest zwykły
dual coil na średnicy 3 mm, 5 zwojów z drutu 0,4 Kanthal (a więc o jeden zwój na grzałkę mniej niż na powyższych fotach).

wtorek, 25 listopada 2014

Parallel coil

Na fali eksperymentów :)

Nie wiem kto wymyśla ten nazwy dla grzałek ale są całkiem fajne i będę się ich trzymał bo tylko w ten sposób można potem w necie coś poczytać na dany temat.

Co to takiego ten Parallel coil? - Jest to kolejna odmiana grzałki typu "microcoil" - w zasadzie jest to jedna grzałka zbudowana ze złączenia dwóch lub większej liczby grzałek połączonych ze sobą z punktu widzenia logiki zasilania w sposób równoległy. Innymi słowy na pierwszy rzut oka grzałka taka wygląda jak każda inna pojedyncza grzałka jednak znacznie się od niej różni.

Grzałkę taką robi się stosunkowo prosto. Bierzemy dwa jednakowej długości druty zbliżamy je do siebie równolegle i zaczynamy nawijać. Cała filozofia polega na tym by nie dopuścić podczas nawijania na wiertło/śrubokręt do zakręcenia jednego z drutów na drugi (w sumie jest to jedyna różnica w stosunku do grzałki typu "twisted coil") - żeby druty nie krosowały się ze sobą. Reszta standardowo, zwoje do siebie, rozgrzać - ściskać, powtórzyć i tak do skutku. Tyle teorii. 

Tak wyglądała jedna z moich grzałek tego typu. Poniższa konstrukcja jest jednak wg mnie zbyt szeroka dla Kayfuna a jednocześnie ma zbyt małą średnicę.



"Parallel coil" - Kayfun



Do nawijania tego rodzaju grzałki świetnie nadaje się małe narzędzie które nam to ułatwi a które samodzielnie każdy może sobie wykonać z jakiegoś kawałka klocka drewna czy nawet twardszego styropianu choć oczywiście można to też zrobić tradycyjnie "w łapkach".
Mała dygresja - gotowe urządzenia do nawijania grzałek można także kupić w necie - szukać tego można pod hasłem "jig tool"  - gdzie? - np na fasttechu.

To co w tego typu grzałkach jest najciekawsze to możliwość zwiększenia ilości zwojów bez zwiększania oporności grzałki.

Co to znaczy?

Załóżmy że mamy w dłoni drut Kanthal A1 o średnicy 0,25 mm. Jego oporność to 29,5 oma na 1 metr.

Załóżmy teraz że będziemy robili grzałkę o średnicy 2 mm.

Oznacza to że dla klasycznej grzałki microcoil będziemy musieli nawinąć  4 zwoje bo tyle właśnie zwojów na takiej średnicy da nam opór grzałki w granicy 1 oma.

4 zwoje po 0,25 mm oznacza że wynikowo powstanie nam grzałka o długości/szerokości 1 mm. Miejsca w parowniku jest na ogół znacznie więcej, więc chętnie byśmy tę grzałkę zrobili 2-3 lub nawet 4x szerszą bo zgodnie z logiką - im większa powierzchnia grzałki tym teoretycznie powinno być lepiej - tak?

Jeśli więc przy pomocy tego drutu nawiniemy go 2 x tyle zwojów czyli 8 to nasza oporność wyniesie już około 2 omy (no nieco mniej ale nie czepiajmy się detali).

Czyli 8 zwojów grzałka single (pojedyńcza) = 2 omy i 2 mm szerokości.

A co się stanie kiedy zbudujemy tę grzałkę właśnie jako paraller?
Oznacza to że będziemy łączyli ze sobą dwie grzałki o połowę krótsze czyli po 4 zwoje. Każda z nich będzie miała oporność 1 oma a więc po połączaniu razem będą miały oporność 0,5 oma. Oznacza to więc, że grzałka powstała w ten sposób mimo że ma tyle samo zwojów co poprzednia (single - 8 zwojów) ma od niej 4x mniejszy opór.

Niestety, oporność grzałki, ilość zwojów, grubość zastosowanego drutu to nie są jedyne parametry jakie mają realny wpływ na grzałkę - wynikowo na to jak się nam chmurzy. Do powyższych należy jeszcze wspomnieć o zjawisku spadku napięć na drutach, masy całkowitej tej grzałki a co za tym idzie jej bezwładności termicznej - prędkości nagrzewania itd. Póki co temat dla mnie nie do ogarnięcia mimo że od mądrzejszych od siebie mam na to wszystko teoretycznie wzory i można by się niby pokusić o jakąś głębszą matematyczną analizę - na tym etapie wolę chyba jednak metodę "prób i błędów" ale niewątpliwe ten sposób łączenia drutów ma duży potencjał.

- Czy sam robię i używam takich grzałek? - Nie. Po pierwsze grzałki z drutu poniżej 0,3 deformują mi się szybko podczas wymiany waty bo drut jest zbyt miękki a po drugie, na chwilę gdy piszę ten post zwyczajnie wolę tradycyjną "pojedyńczą" grzałkę z drutu 0,35 Kanthal - 7-8 zwojów na 2,5mm średnicy  (przynajmniej jeśli chodzi o Kayfuna). Wg mnie grzałka taka jest bardzo skuteczna i nie mam osobiście potrzeby kombinować z parallelem. Trzeba pamiętac o tym że grzałki typu parallel wymagają doskonałego transportu liquidu!

Chciałem tu zaznaczyć że dla mnie "Paraller coil" to nie jest to samo co "Dual Coil". Paraller to fizycznie 1 grzałka a dual - jak wiadomo - dwie (1/2 mniejsze). Oczywiście nie będzie tutaj żadnych różnic - bo ta sama ilość zwojów da taką samą oporność - skoro są tak samo podłączone równolegle - ale jest duża różnica w transporcie - przy dualu jest dwa razy więcej knota - każda grzałka ma swój, ponadto paraller inaczej się rozgrzewa/stygnie.

Wg mnie paraller coil nada nam się gdy mamy nadmiar drutów o zbyt dużej oporności a nasz parownik nie jest przystosowany pod konstrukcje typu "dual coil" czyli nie ma dwóch otworów powietrznych pod każdą z grzałek. Wydaje mi się że robiąc taką grzałkę warto jednak nieco zwiększyć średnicę - np do 3 mm - właśnie po to by grzałka miała większy bufor liquidu "pod ręką" w porównaniu do zwykłej single czy też duali.

PS: Nie robiłem jeszcze grzałek z drutu 0,4 ale wcale się nie zdziwię jak drut ten okaże się jeszcze lepszy (dla mnie) niż 0,35.






wtorek, 18 listopada 2014

Big Dripper klon (v2)

Wreszcie mam. Pierwsza konstrukcja tego typu na moim stanie.

Zakupiony na Fasttech'u za 13$ z przesyłką 14$.

Czym jest Big Dripper przeczytać możesz w poprzednim moim poście tutaj:

Na początek kilka zdjęć...

zdjęcie na szybko wykonane jeszcze w aucie, pod pocztą :)

Grzałki nawinięte również na szybko, na fotce 2x10 @ 0,3 Kanthal A1 (1,7 oma każda) - pręt 2,5 mm średnicy

Big Dripper + Nemesis (klony) z baterią 18350


Big Dripper + Nemesis (klony) z baterią 18350

Big Dripper + Nemesis (klony) z baterią 18350

porównanie z SVD+Kayfun
a tak wygląda z baterią 18650 i plastikowym dripem


Pierwsze wrażenia:
Absolutnie oszałamiający efekt czystego smaku, ciepłej ale nie duszącej czy drapiącej, nie wymuszonej, gęstej i słodkiej chmury. Jestem zszkokowany, wręcz zakochany w tym smaku - nie spodziewałem się że będzie aż tak dobrze!

Moj pierwszy setup zalałem płynem o mocy 18 mg i juz po 5 zaciągnięciach musiałem odstawić zabawkę bo poczułem ze już przedawkowałem nikotynę.

Regulacja przepływu powietrza działa doskonale.  Można ją maksymalnie otworzyć by zaciągać się "do płuc" albo niemal całkiem zamknąć by palić w stylu "usta-płuca" (co kto lubi) i wówczas opór ciągu można bez problemu ustawić taki jak np w Kayfunie. Regulacja ta działa stosunkowo ciężko, nie ma więc mowy by samo się coś przedstawiło.

Sam mechanizm pompki również działa dobrze i jak na razie nie mogę mu nic zarzucić.

Przy pierwszym napełnianiu odnotowałem mały wyciek płynu przez otwory powietrzne. Nie pomyślałem i nie zamknąłem ich podczas napełniania i to był mój błąd. Przy drugim napełnianiu nie było już takiego problemu. 

Na obecną chwilę używam go dopiero jeden dzień, na pierwszym setupie grzałkowym opisanym powyżej ale nie czuje specjalnej potrzeby by już teraz majstrować przy grzałkach. W komplecie z nemesisem oraz baterią 18650 (największą) tworzy doskonały duet. 

Kładę go normalnie na blacie w pozycji poziomej, nic nie cieknie - ani z pod pinu, ani z otworów. 

- Ok a jakie widzę już teraz wady tego parownika?

Ustnik w dolnej części jest wilgotny - to wynik tego że pełni funkcję dźwigni tej pompki, przez to jego fragment podczas pompowania wchodzi do komory parownika. Nie wiem jak innym ale mi osobiście to nie przeszkadza.


Ponadto, nieco nie przemyślane zostało napełnianie tego urządzenia. Brakuje gdzieś śrubki jak w Kayfunie. Napełniam go więc poprzez odkręcenie górnego dekielka. Pojemność parownika jest zmarnowana bo napełnić go w ten sposób można tylko do wysokości szybki, tak więc nawet po zalaniu w ten sposób na full po skręceniu i tak mamy raptem pół bańki wypełnione. Zakładam że kolejne odsłony tego parownika rozwiążą ten problem.

[edit - po 24h od pierwszego zalania]
W opisie na fasttechu podane jest że parownik ma pojemność 5 ml. To fikcja. Przy użyciu najcieńszej igły jaka jest dostępna na rynku (wg informacji z apteki) czyli "0,45 x 16" udało mi się napełnić zbiornik przez otwór którym płyn kapie na grzałki.

Wygląda to tak:



napełniony praktycznie pod korek - 2,5 ml

Napełnianie w ten sposób jest czasochłonne bo przez tak małą igłę gęsty liquid cieknie bardzo powoli, właściwie to szybko kapiące malutkie kropelki. Napełnienie zajęło około 2 minut.

Ta mała pojemność to wg mnie jest jakiś problem w tym parowniku bo te 2,5 ml bardzo szybko schodzi. Zapewne w moim przypadku w ciągu dnia będzie wymagane uzupełnienie. No cóż, trudno - i tak warto :)

Jeszcze jedna uwaga odnośnie mniejszych ustników. Próbowałem ale efekt jest taki że ustami dotyka się tej wilgotnej od płynu części co zwyczajnie szczypie/piecze i nie należy do przyjemności.

A tak wygląda wata po całym dniu użytkowania czyli po jakiś około 4 ml liquidu. Zdjęcie pewnie tego nie oddaje ale jest ona niemal biała, bardzo czysta - w zasadzie wygląda prawie tak jak po zalaniu. Na tym etapie nie wiem jeszcze czy to fakt że w dripperach odkłada się mniej syfu czy po prostu samego użytego płynu (Cuban Cigar - Blue Mist 18 mg).



Wszelkie uwagi na temat tego jak robić podwójne grzałki w dripperach, jakie są wasze ulubione sprawdzone setupy w tego typu parownikach bardzo mile widziane :)

[Edit 2 dni później - Kayfun nadal mieszka w szufladzie]
Zauważyłem że są pewne problemy z prawidłowym nawilżaniem waty (nie zawsze, czasem). Jest mi czasem ciężko wyczuć jak często i ile razy przyciskać ustnik bo to czy płyn leci do komory czy nie zależy trochę mam wrażenie od dwóch rzeczy. Po pierwsze - od wypełnienia zbiornika - czego jednak nie jestem pewny to bardziej przeczucie. Po prostu gdy tank jest pełny, mam wrażenie że guzik pompki pompuje więcej płynu. Po drugie, żeby dobrze pompowało płyn na grzałki trzeba - co jest dla mnie dziwne - parownik pochylić niemal do poziomu. Gdy jest w pionie często prawie nic nie leci przez tę maleńką dziurkę, gdy się go pochyli leci na raz kilka kropli. Powyższe spostrzeżenia chętnie bym skonsultował z kimś kto również posiada taki parownik.

Kolejna sprawa to rozmiar tej dziruki którą spływa płyn. Ona jest bardzo malutka, skoro wchodzi tam dość ciasno igła 0,45 to zakładam że jej średnica jest tutaj około 0,5 mm, ale nie mam jak tego obecnie udowodnić. Mam jednak wrażenie że w oryginale jest ona większa.

oryginał - fot ze strony http://vapinggriffin.com/shop/atomizers/big-dripper-atty-rdta/
a tak wygląda ten otwór w klonie:

klon
Zastanawiam się czy nie powiększyć tego otworu, ale na to jeszcze przyjdzie czas.
- Może ktoś wie jaki w oryginale jest rozmiar? Zyskać można lepsze nawilżanie, łatwiejsze napełnianie metodą strzykawkową ale wiadomo - wiąże się to z ryzykiem uzyskania wodospadu :P

Jest jeszcze jeden problem z tym parownikiem, mianowicie śrubki. Na powyższym zdjęciu widać obok otworu owietrznego obrysowany pierścień, to są slady po śrubach które nie były dokręcone na max do pinów. Jednak po dokręceniu tych śrubek do oporu bez większego problemu można uciąć nimi drut! Problem nie jest jakiś bardzo poważny - ale jest. Na internetach wyczytałem że dobrym pomysłem jest używanie w tym przypadku śrubek bez "łba", na klucz imbusowy.



[Edit 27-12-2014]
Big Dripper jest nadal moim faworytem a Kayfuna nie używam już wcale - to nie ta liga :)
Próbowałem ze słabszymi liquidami, konkretniej z mocą 12 mg bo z początku ta 18 wydawała mi się zdecydowanie zbyt mocna. Nic z tych rzeczy. Obecnie pale tylko 18. Zbyt mocny smak zbyt ostry czy drapiący to prawie zawsze wina "gołego" drutu - tzn gdzieś jakiś kawałek drutu nie styka nigdzie z watą, delikatne poprawki igłą i jest bajecznie.
Nie modyfikowałem też otworu którym płynie płyn na grzalki. Jest maleńki i to bardzo utrudnia napełnianie ale jakoś się do tego przyzwyczaiłem. Wiem też już teraz że gdy parownik jest pełny jedno nacisniecię dosłownie zalewa grzałki gdy płynu jest zaś mało, trzeba go pochylać poziomo i pompowac nawet 3 razy ale to daje się tez wyczuć w smaku.

Obecnie palę na następującym setupie:
2 x 7 zwojów z Kanthal 0,4 na średnicy 2,5 mm.
Ta konstrukcja bardzo dobrze mi się sprawdza - jest moją ulubioną kombinacją na tę chwilę, chcę także sprawdzić jak wyjdzie 2 x 6 zwojów z Kanthal 0,4 na średnicy 3,0 mm - długość drutu niemal identyczna (35 mm vs 36) jednak grzałki zupełnie różne choćby z uwagi na ilość waty/płynu w pobliżu zwojów.
W każdym razie opór wychodzi tu łącznie około 0,4 oma.

Palę tak na całkowicie otwartych otworach powietrznych.

W międzyczasie dałem się naciągnąć na kolejny parownik - Aspire Atlantis - o którym w kolejnym poście jednak już teraz mogę zdradzić że choć parownik jest fajny to jednak satysfakcja z palenia na dwu grzałkowym Big Dripperze jest znacznie większa w mojej skromnej opinii :)

[EDIT 28-12-2014]
Chciałem się także pochwalić ustnikiem jaki nabyłem do tego zestawu:


Ustnik pochodzi z FastTech, kosztował 2,53$ - jest idelnie zlicowany, ma duży otwór co pozwala mocniej się zaciągać. Zdecydowanie polecam.





poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Fogger V 4.1 - pierwsza realna konkurencja dla Kayfuna?

- NIC Z TYCH RZECZY! Przynajmniej nie bez własnych modyfikacji.

Poniższy post to trochę taki dziennik mojej przygody dotyczącej tego parownika. To dlatego poszczególne wpisy mogą być skrajnie różne od euforii po całkowitą depresję :)

Początki:
Nie mogłem sobie odmówić zakupu tego parownika - cena bardzo przystępna bo raptem 89 zł. Ja swój zakupiłem w e-dymie, na opakowaniu widnieje napis "Fogger 4.0" produkcji Yi Loong (Chińczyk)

Z wyglądu wg mnie znacznie ładniejszy od Kayfuna (czy tam innego ruska), szklana bańka to zupełnie inna jakość niż plastikowe tuby choć wiadomo jakie się z tym wiąże ryzyko. Jeśli chodzi o spasowanie gwintów i ogólnie wykończenie to muszę powiedzieć że byłem nieco rozczarowany. Niby wszystko jest dobrze i trochę się tu czepiam ale to jednak nie ta jakość co np Magoo. Gwinty chodzą trochę ciężko, poszczególne elementy blokują się - ciężko je od siebie odkręcić (to zapewne wina także temperatury i samego liquidu). Regulacja powietrza nie jest może tak bajeczna jak w Nautilus Aspire - ale jest i da się z niej korzystać - choć ja i tak zwykle palę na pełnym otwarciu. Oprócz tego warto wspomnieć o małych luzach ustnika (są one bardzo małe i zupełnie w niczym to nie przeszkadza, może tylko trochę irytować). Pojemność tego atomizera to wg różnych źródeł 5-6 ml (przy okazji wezmę strzykawkę i sprawdzę to zaktualizuję info).

Parownik mam od około tygodnia. Wiem - to nie jest dostateczny czas by wyrobić sobie o danym parowniku opinię - niemniej jestem teraz jak to się mówi "na gorąco" z tematem robienia do tego grzałek więc napiszę to wszystko co mi chodzi po głowie. Obecnie jestem po około 8 takich próbach. 

Po pierwsze, nie jest to parownik tak banalnie prosty i wdzięczny jak Kayfun. Jest to konstrukcja dość kapryśna. Kayfuna można złożyć w dosłownie kilka minut - nie uwzględniając przygotowania grzałki, przekładka waty z napełnieniem to maks 5 min roboty i rezultat za każdym razem jest niemal identyczny. Są oczywiście drobne różnice, bo raz waty damy mniej raz więcej i gdzieś na koniec jest to odczuwalne - łatwiej/trudniej się zaciąga i smak jest nieco gorszy/lepszy to jednak różnice te są dość przewidywalne i nie mają aż tak dużego wpływu na końcowy wynik. Innymi słowy rezultat zawsze jest przynajmniej "dobry" i da się "palić" i fajnie - za to kocham ten parownik.

Podobnie jak w Kayfunie najważniejszą kwestią tutaj jest odpowiednio przygotowana grzałka (w tym przypadku zbudowana z dwóch grzałek połączonych równolegle. Raz starannie przygotowane posłużą nam całe miesiące dlatego warto się do tego przyłożyć i nie robić tego w pół do drugiej w nocy :) albo po całym dniu pracy...

Do konstrukcji grzałek (testy) używałem różnych drutów. Wg mnie optimum to druty grubsze Kanthal 0,25 do 0,3 z tej prostej przyczyny, że są one bardzo sztywne, nie deformują się, nie przepalają oraz łatwiej przekładać przez nie watę (od dawna nie bawię się w sznurki). Wadą oczywiście jest większa ilość zwojów - czyli sam rozmiar grzałki (w stosunku do cieńszych drutów) a co za tym idzie znacznie większa bezwładność grzałki. Oznacza to że trzeba dłużej zaczekać żeby rozgrzać grzałkę (zwłaszcza przy pierwszym zaciągnięciu), grzałka dłużej stygnie więc nawet jak już nie podajemy napięcia to nadal trochę "pracuje". Są to jednak wady do zaakceptowania, zwłaszcza że dzięki temu nie musimy przy wymianie waty (lub ewentualnych poprawkach) bawić się w nawijanie grzałek od nowa co w tym przypadku (dual coil) jest dość uciążliwe. Nie dość że musimy zrobić dwie grzałki, to jeszcze mają one wspólne mocowanie co skutkuje przesunięciami na grzałkach podczas procesu dokręcania śrubek. Ciężko jest samemu zapanować nad prawidłową pozycją obu grzałek i jednocześnie dokręcać śruby ale daje się to zrobić.

Dobrym patentem na robienie grzałek do tego parownika jest metoda polegająca na przykręceniu drutu do jednego mocowania, wetknięcia pręta (wiertła?) o średnicy około 2-2,2 mm (ja używałem do tego celu śrubokrętu zegarmistrzowskiego) w otwór powietrzny - tj. pionowo - a następnie nakręcanie drutu na ten pręt ale obracając parownik (z przykręconą baterią jest łatwiej) a nie kręcąc samym drutem. Różnica jest taka że nie dochodzi do skręcania drutu wokół własnej osi a co za tym idzie tak nawinięta grzałka praktycznie nie sprężynuje. Po nawinięciu 9-12 zwojów (trzeba je liczyć żeby wiedzieć ile potem zwojów będzie miała druga grzałka) ale nie obcinając jeszcze drutu, przykręcamy go do drugiego mocowania. W tym momencie wyciągamy nasz pręt/drut/śrubokręt i sprawdzamy jaki przy tylu zwojach wyszedł nam opór (jeśli nie wyciągniemy prętu opór będzie zerowy bo sam pręt doskonale przewodzi). Ponieważ mój mod Innokin SVD nie pracuje z grzałkami poniżej 0,8 oma pojedyńcza grzałka musiała być minimalnie 1,7 oma. Wynika to ze wzoru na oporność grzałek pracujących w układzie równoległym. Oporność całkowita R = R1*R2/ (R1+R2) gdzie R1 to opór grzałki nr 1 a R2 to opór grzałki nr 2. Przy 9 zwojach drutu Kanthal 0,3 wyszła mi oporność 1,8 oma (dla pojedynczej grzałki). Wiedziałem już więc że te 9 zwojów wystarczy ale gdyby oporność wyszła zbyt niska np 1,5 oma to odkręcił bym z drugiego mocowania drut i po prostu dokręcił jeszcze jeden zwój. Następnie w drugi otwór powietrzny przekładamy nasz pręt i nawijamy dokładnie taką samą ilość zwojów jak dla pierwszej grzałki. Pozostało nam dokręcić przewód do pierwszego mocowania oraz przekręcić grzałki do pozycji poziomej. 
Kolejny krok to przewinięcie grzałki watą. Tu jest chyba najwięcej problemów bo jeśli zrobimy to źle mamy albo wycieki przez otwory powietrzne albo zbyt płaski smak lub co gorsza palenie na wpół sucho czyli tzw. "bobra".

Jeśli chodzi o watę - obecnie robię to dokładnie tak samo jak pokazano na tym filmie (od 28 minuty) choć oczywiście próbowałem także innych sposobów.



Od siebie dodaję tylko jedną małą modyfikację - mianowicie, pomiędzy grzałki oraz na druty między grzałkami a mocowaniami daję niewielką ilość waty. Wg mnie dzięki temu żadna część druta nie nagrzewa się "na sucho" (dym nie drapie tak w gardło! i nie ma efektu duszenia) i poprawia się nieco (tzn. zmniejsza) przepływ powietrza a co za tym idzie smak jest bardziej intensywny. Są też osoby które kładą wąskie wałki waty na same grzałki wzdłuż, tak by ich końce łączyły się z watą normalnie wychodzącą z grzałki - ponoć to dodatkowo "zmiękcza" i schładza dym - osobiście jeszcze nie próbowałem bo nie czułem takiej potrzeby.

Finalnie grzałka wyszła mi 0,9 oma i palę to na 12-15W (15 to maks mojego sprzętu dlatego zależało mi na stosunkowo niskiej oporności by było czym regulować)

Co mogę powiedzieć o samym paleniu. Jest zdecydowanie inaczej niż na Kayfunie, tutaj przynajmniej przy obecnych ogromnych otworach powietrznych i otwartej na full regulacji powietrza trzeba się zaciągać "do płuc" - inaczej nie wytwarza się dostateczny cug powietrza by całość "zagrała" na grzałce jak trzeba dając dobrą - gęstą i smaczną chmurkę i jednocześnie wytwarzając podciśnienie nasączające odpowiednio watę. Ciągnąc bezpośrednio do płuc cug jest już dobry - to się daje wyczuć choć bardzo ciężko to opisać.
Ten rodzaj palenia jest zupełnie inny niż tradycyjny czyli sytuacja w której zaciągamy się do ust a następnie dopiero do płuc. Kombinując z średnicą otworu powietrznego daje się w dużej mierze ograniczyć ten ciąg ale nadal jest nieco inaczej/gorzej niż w obecnie najlepszym na rynku (wg mnie) Kayfunie. Dzieje się tak chyba dlatego że usta muszą wyssać powietrze z parownika przez dwie grzałki jednocześnie, przez znacznie większą ilość waty i drutów a to stanowi już jakieś wyzwanie - niemniej smak jest wówczas baaaaaardzo ale to bardzo intensywny, znacznie bardziej intensywny niż w poprzednio wspomnianym Kajtku mimo że optycznie dymu jest trochę jakby mniej. Dla mnie jest to całkiem dziwne i nowe doznanie.

Na forach czytałem że ludzie kombinują z wkładaniem w otwory powietrzne wewnątrz podstawy metalowe (dokładniej mosiężne) rurki które zmniejszają średnicę z 2,5 na 1,6 mm i jednocześnie podnoszą te otwory wyżej. Wydaje mi się że jest to bardzo dobry pomysł, dzięki czemu strumień wsysanego powietrza będzie bardziej skupiony i przez to silniejszy punktowo na grzałkę podobnie jak to jest zorganizowane w Kayfunie. Rureczki już zamówiłem, czekam teraz na dostawę i będę się dalej bawił.

Podsumowując: Parownik zdecydowanie trudniejszy od Kayfuna ale do opanowania przy odrobinie chęci i czasu. Daje znacznie bardziej intensywny smak kiedy już go okiełznamy i absolutnie nie dusi, nie drapie/parzy (pierwsze próby także moje kończyły się własnie w ten sposób). Za tę kwotę godny polecenia każdemu bardziej zaawansowanemu użytkownikowi. Na obecną chwilę palę go naprzemiennie z Kajtkiem i nie potrafię się zdecydować co bardziej mi odpowiada (no może trochę bardziej Kayfun jednak ale to może być wynik kilkumiesięcznego przyzwyczajenia) a to już wielki sukces tego parownika (!) - zważywszy na to że mój obecny setup nie jest jeszcze pewnie idealny oraz na ilość różnych parowników które przewinęły mi się przez ręce - dotąd Kayfun był bezkonkurencyjny.

[edit 1 dzień później i jakieś dwa tankowania]
Jeszcze nie doatrały do mnie rurki do modyfikacji otworów powietrznych ale już teraz mogę stwierdzić że surowa i świeża grzałka "dotarła się" - zebrał się na niej mały "nagar" dzięki czemu dym stał się delikatniejszy i jednocześnie można było podnieść napięcie do 12,5-13 W. Przy połowicznie przymkniętych otworach powietrznych trzeba się nadal dość mocno zaciągać - metodą raczej do płuc ale ... ilość dymu i jego jakość sprawiają że do Kayfuna wracam teraz tylko na kilka tzw. "buchów" bo po nich mam nie odparte uczucie że czegoś mi jednak brakuje, tej intensywności, tego smaku (!) sama ilość dymu jest teraz bardzo zbliżona - chyba nawet większa od Kayfuna (nie umiem tego obiektywnie porównać przez zupełnie inny rodzaj zaciągania) ale to na prawdę w moim odczuciu nie jest już teraz nawet istotne. Generalnie po prostu wolę na dzień dzisiejszy palić na Foggerze i jeśli ta tendencja się utrzyma to Kayfun za kilka dni opuści mój podręczny bagaż i zamieszka na stałe w szufladzie, bo nie widzę sensu noszenia go przy sobie skoro Fogger jest niezawodny - tzn. nie ma żadncyh wycieków, pali jednostajnie bez żadnych cyrków. Jest świetnie :) Wygląda więc na to że tak jak Kayfun wyparł Magoo, tak Fogger wyprze Kayfuna - zobaczymy :)

[edit 8 dni później i jakieś 5 kolejnych wersji setupu]
Poprzedni edit to była jednak chwilowa euforia. Prysła niemal tak samo szybko jak przyszła... Szkoda.
Rurki dotarły, zamontowałem, żadnej wyraźnej różnicy nie odczułem. Szybko je więc wyjąłem bo tylko świstało (między rurkami a otworem w capie jest jednak zawsze jakiś maleńki luz i tamtędy powietrze sobie hulało).
Zauważyłem natomiast dwie rzeczy. Po pierwsze im grzałka wyżej w stosunku do otworu tym gorzej. Po prostu powietrze rozkłada się jakoś inaczej wewnątrz tej komory z grzałkami i jest dupa a nie palenie. Grzałki muszą być nisko! To niestety generuje problem - ciężko jest ułożyć tak grzałki - zwłaszcza ich podłączenie do pinów plus/minus i zmniejsza się ilość waty w grzałce/do podstawy.
Druga sprawa to same dość długie w porównaniu do Kayufna "wąsy" przyłączeniowe. To chbya największa bolączka tego parownika. Jest ich w sumie 4 bo po dwa na każdą grzałkę. Każdy ma kilka mm długośći więc razem robi się z tego kawał drutu. Jeśli zostawi się je nie osłonięte watą to dają bardzo paskudny smak, wg mnie jest to już "futrzak" lub "bóbr" - jak kto woli. Czasem jest to mniej odczuwalne, czasem bardziej ale jednak zawsze jest i założę się że nie jest to także zdrowe. Tak więc, oprócz waty normalnie do grzałki i do kanałów trzeba wg mnie ładować watę także pomiędzy grzałki - na tyle dużo by żaden drut doprowadzający prąd do skręconych zwojów nie był na wierzchu. To też nie jest wcale łatwe zadanie - nadmiar waty wydatnie zmniejsza przepływ powietrza przez cały układ. Durna dłubanina, mokre łapy, stracony czas. Nie daj boże przyjdzie do głowy jakaś modyfikacja i całość trzeba robić od nowa... no dramat.
Nawet jeśli dobrze wszystko oblepimy watą i uzyskamy dobry (satysfakcjonujący) efekt to wata między grzałkami bardzo szybko robi się "brudna" - no zanieczyszczona, bardzo szybko zaczyna się psuć smak. Wg mnie dzieje się tak dlatego że duża część tak przez nas pożądanego gotowego "dmyku" zamiast trafić do płuc trafia właśnie na tę watę, która robi chcąc nie chcąc za filtr, jednocześnie ograniczając dopływ powietrza do grzałki co wyraźnie negatywnie wpływa na jej skuteczność. Innymi słowy bez waty w środku pomiędzy grzałkami cała konstrukcja dymi dużo lepiej ale co z tego skoro nie da się tego palić?

Zastanawiałem się jak to jest że jest w necie jednak tyle osób które wolą ten parownik od Kajtka? Wg mnie by parownik ten miał szanse działać prawidłwo potrzebne jest zupełnie inne mocowanie. Dlaczego nie zrobili tak jak w Kayfunie x 2? Szukałem więc w necie w różnych zakamarkach i natknąłem się przypadkiem na taki oto wynalazek :



no i tutaj mocowanie jest jak potrzeba - widać od razu że nie będzie problemu z drutami zasilającymi a otowory powietrzne wypadną centralnie pod grzałką bez żadnego cudaczenia. Genialne w swojej prostocie wydawać by się mogło :) Ciekawe tylko czy taki "mały" bo raptem podwójny kanał dla płynu wystarczy?

W każdym razie, na dziś jestem bardzo zniechęcony do Foggera i nikomu go nie polecam, mam poczucie że i tak dostał już zbyt wiele szans ciągle mnie rozczarowując.


[edit - dzień później]
trafiłem na fajny tekst opisujacy typowe dla mnie problemy z tym atomizerem oraz pomysł jak temu zaradzić - czyli jak skrócić piny zasilania. Chyba spróbuję - co mam do stracenia?
art. tutaj, swobodnie można przwinąć tekst do obrazków:

http://www.fasttech.com/forums/1670700/t/1266538/review-3-parts-the-fogger-v4-fogging-like-a-fogger

[edit - kolejny dzień]
Jak pisałem powyżej tak też zrobiłem. Wychodząc z założenia że winą za ogólnie zły smak/jakość dymu ponoszą zbyt długie "wąsy" grzałki postanowiłem zmienić nieco wewnętrzną konstrukcję. Pin plusowy (ten krótszy) ucięty został brzeszczotem do metalu - poszło o dziwo dość łatwo i bez żadnych komplikacji. Po ucięciu bez trudu wkręciła się w niego śrubka mocująca drut. Drugi pin - ten dłuższy - nie miał już tyle szczęścia. Po ucięciu okazało się że śrubka "nie chwyta". Nieco go zgniotłem kombinerkami starając się ponownie srubką wyrzeźbić gwint wewnętrzny ale niestety operacja ta się nie powiodła. Pin w ogóle zaczął latać i szbyko okazało się że jest w pełni wykręcalny. Po wykręceniu go bez problemu znalazłem 3 inne srubki które pasowały gwintem (gdyby ktoś się zastanawiał były to śruby z dysku hdd, jakieś od laptopa i inne z tego typu urządzeń które szlajały się w mojej kuwecie z śrubkami). Gwint musi być dość standardowy, podobnie jak i sama średnica otworu. Problemem okazała się natomiast główka śrubki bo niemal wszystkie były zbyt duże by po wkręceniu w podstawkę nie stykały się z biegunem dodatnim. Ostatecznie jedna z śrubek jest niemal na styk - gołym okiem wygląda to tak jakby jednak się stykała. Na szybko przykręciłem luzem kawałek drutu i jasne było że zwracia jednak nie ma. Miałem nawet delikatnie przyszlifować tę głowkę ale koniec końcow po prostu zostawiłem to jak jest wkręcając srube bezpośrednio do samego dołu podstawki. Dzięki temu 2 z 4 doprowadzeń mogłem położyć zupełnie na podstawce - podnosząc je dopiero przy samej grzałce. Tak samo robiło się w przypadku parowników typu mesh - więc bardziej zaawansowani użytkownicy zapewne domyślą się na czym polegała koncepcja.

i tak w oryginale wygląda to tak:

a tak wygląda po modyfikacji:



Na powyższych fotach widać grzałki o średnicy około 2,2 (śrubokręt zegarmistrzowski) -10 zwojów Kanthal D 0,3 oporność w granicy 1 oma. Drut bardzo sztywny, mało plastyczny przez co ciężko go układać. Jest to chyba jednak nieco zbyt duża średnica bo grzałkę ciężko ułożyć tak by nie stykała z pinem plusowym lub obudową komory no ale w zamian do środka wchodzi pokaźna ilość waty. Następnym razem na pewno zrobię je na średnicy 2,0 mm.
A jak się pali? Noo jest na prawde dobrze, duużo dużo lepiej niż było. Tym razem nie upychłem już dodatkowej waty w środek, pomiędzy grzałki. Zobaczymy...

[Edit kolejny dzień]
Zmieniłem grzałkę na mniejszą. Tym razem drut 0,25 również 10 zwojów na grzałkę oporność wyszła 1,2 oma - drut znacznie bardziej miękki, grzałka wyszła nieco mniejsza i węższa, lepiej pasuje nad otwór powietrzny, łatwiej mieści się w kubek, szybciej się rozgrzewa i stygnie. Pale na tym setupie, napięcie małe, zaczynam od 7,5W zobaczymy co będzie dalej. Mam wrażenie że delikatnie jeszcze "bobrzy" ale może to zbyt świeża grzałka - liczę na to że po kilku godzinach nagar na grzałkach pozwoli podnieść także moc i poprawi ogólną jakość chmurki.

[Edit - 4 dni później]
Nic już nie grzebałem przy grzałkach. Zmieniłem natomiast kilkukrotnie watę raz dając jej mniej raz więcej. Obecnie dałem jej bardzo mało i dość luźno. Przy zakręconych prawie całkowicie otworach powietrznych (tak 70-75% mniej w stosunku do pełnej dziury) okropne świstanie podczas zaciągania praktycznie ustało a opór zaciąganego powietrza stał się zbliżony do Kayfuna. Moc obecnie 9,5W wydaje się w sam raz (grzałka wynikowo jest 1,2 oma). Dymek jest słodki i nie drapie choć mogłoby go być więcej. Próby powrotu na Kayfuna kończą się od kilku dni porażką - po prostu przy tym samym płynie którego używam o mocy 12 mg/ml kayfunem nie idzie się napalić, smak i kop jest odczuwalnie mniejszy. Innymi słowy na dziś wole tego zmodyfikowanego Foggera, mimo upierdliwości jakie są z nim związane. Ciągle myślę o zakupie nowego parownika tj. Big Buddah tyle że jest to bardzo szeroki parownik do którego nie mam zasilania :)

[Edit kolejny dzień]
Nie pisałem o tym wcześniej - temat odpowietrzenia. W tym parowniku z uwagi na ilość i wielkość tych kanałów którymi wpływa płyn na watę żeby uniknąć wycieków najlepiej jest watkę włożyć minimalnie - dosłownie odrobinkę rzędu około 1 mm w kanały - nie więcej bo może blokować dopływ płynu. (trzeba także pamiętać o tym by wata w grzałce nie była zbita i by nie była zbyt ciasno). W Kayfunie nigdy tak nie robię, tam po prostu kładę watę na płasko pod kątem 90 stopni i praktycznie nigdy nie mam żadnych wycieków. Tutaj w Foggerze jest o dziwo inaczej i przy tak ułożonej jak w Kayfunie wacie wyciek jest prawie zawsze. Zauważyłem jednak że tak skonstruowany "setup" wymaga odpowietrzenia. Nie wystarczy po prostu zalać i cieszyć się chmurką. Odkryłem to w sumie przypadkiem, testując palenie przy mocno zamkniętych otworach powietrznych a jednocześnie dość mocno ciągnąc powietrze przez ustnik. W pewnym momencie coś się wydarzyło - ciężko to bardzo opisać - spadł przepływ powietrza a pojawiła się słodycz i intensywność - coś "zaskoczyło". Od tej chwili bąbelki zaczeły ładnie wypływać z dolnych otworów niemal po każdym zaciągnięciu. Jestem prawie pewny że oprócz tego że uleciało powietrze nastąpiło coś w rodzaju wyrównania ciśnień. Wydaje mi się że teraz płyn sam pcha się na grzałkę w chwili gdy zostaje z niej odparowany - takie auto uzupełnienie. Obecnie ciągle palę tylko i wyłacznie na Foggerze. Smak i jego intensywność - już się do niego przyzwyczaiłem do tego stopnia, że gdy przesiadam się na Kayfuna zaczynam się zastanawiać co jest nie tak! Przwinąłem nawet nową grzałkę i nabiłem nową watą i poszedłem na długi spacer w miasto i ... wtedy uświadomiłem sobie po prostu że teraz na Kayfunie już nic nie będzie takie jak przed Foggerem. Dym z jednej grzałki nie da takiego efektu jaki potrafią dać dwie dobrze wentylowane grzałki - ot cała filozofia. Apetyt rośnie w miarę jedzenia a człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do lepszego :D
Mój zmodyfikowany Fogger "daje rade" choć muszę przyznać że nie lubię się w nim grzebać. Nadal sądzę że Big Buddah pobije go na głowę i to nie tylko prostotą obsługi i pojemnością. Jeśli więc masz Kayfuna i chcesz/rozważasz zakup Foggera - odradzam, lepiej chwilę poczekać i kupić Buddę.

[Edit kilka dni później]
Jestem zmęczony i znudzony. Rożnego rodzaju problemy techniczne i nie kończące się eksperymenty  z tym parownikiem, sposób w jaki podgrzewa chmurkę (co by nie robić nie jest on tak subtelna, tak delikatna), sposób w jaki trzeba się zaciągać (siła wkładana w to zaciąganie żeby wytworzyć podciśnienie oraz sposób - tj. bardziej bezpośrednio do płuc) - to wszystko sprawia że zatęskniłem po kilku dniach do prostoty życia  e-palacza jakie wiodłem z Kayfunem. Od dwóch dni na powrót palę znowu tylko na nim. W Foggerze używałem płynów o mocy 12 mg, w Kayfunie jest to już 18 mg by "kop" był podobny. Dzięki temu jednym i drugim bez problemu mogę się "napalić" i mimo że chmurka z Kayfuna nie jest tak smaczna/intensywna i że trochę mi tu czegoś brakuje to jest jakby większa (w każdym razie duża) bez jakiegoś specjalnego wysiłku. Fogger póki co leci do szuflady ale nie wykluczam że jeszcze do niego wrócę.

[Edit 11.2014]
Widziałem że na jednym z forów ktoś się wypowiedział, że spieprzyłem setup zbyt wąskim drutem. Cytując całe zdanie: "Przeczytałem link podesłany przez kolegę - IMO - gość spitolił foggera i to konkretnie. Wcale nie trzeba nic modyfikować, pali dużo lepiej od kayfuna - tyle że drut 0,35 lub 0,4 lub 0,5 i jest gitarka - ja sprzedaje głównie dlatego że jednak smakiem nic nie przebije dobrego gienka na meshu"

- Dzięki za uwagę. Może komuś się przyda. Szkoda że kolega nie napisał do mnie wcześniej - chętnie bym sobie to sprawdził, podyskutował... - wtedy.

Nadal nie bardzo widzę ukręcanie do tego dwóch grzałek na drucie 0,35 lub tym bardziej 0,4 a następnie zawijanie ich na tych maleńkich śrubkach bo drut będzie uciekał przy dokręcaniu. Pomijam też kwestie oporności powstałego w ten sposób setupu... 2x6 zwojów drutu 0,35 na 2 mm średnicy (żeby się zmieściło w tej małej komorze) to mi wychodzi że opór finalny wyjdzie około 0,4 oma. Na moim SVD które to wówczas posiadałem nie miało to szans wystartować, teraz gdy posiadam Nemesisa (dla tych co nie wiedzą - mod mechaniczny) zapewne by to ruszyło i kto wie - może nawet dobrze by się paliło?

Teraz... mam Big Drippera (klon) w którym jest znacznie więcej miejsca na grzałki i watę i nie ma takich problemów technicznych z jakimi walczyłem z Foggerem. Ok może to ja jestem ułomny i po prostu mam do niego dwie lewe ręce? W każdym razie ten spieprzony Fogger v4 nie bardzo mnie już interesuje. Ten konkretnie parownik nie budzi dziś we mnie żadnych pozytywnych uczuć i nadal nie zamierzam go nikomu polecać. Jak już ma być coś w tym stylu to może jednak parownik ORCHID V4 - tam drut można grubszy bez większego problemu dokręcić, komora jest ciut większa więc grzałki powinny się łatwiej miescić a i waty więcej wejdzie no i co bardzo przydatne mamy aż cztery piny do montażu grzałek - w Fogerze tylko dwa piny to jakaś pomyłka (teraz dopiero to rozumiem) bo przy dokręcaniu zawsze któraś grzałka ucieka na boki.

Czekam na Wasze pomysły i setupy, może macie jakiś inny "złoty środek" ?

czwartek, 22 maja 2014

Aspire Nautilus

Coś mnie podkusiło ... i kupiłem sobie taki własnie wynalazek.

poniżej zdjęcia ze strony producenta: http://www.aspirecig.com


Aspire - Nautilus

Aspire Nautilus - wymienna grzałka
Aspire - Nautilus - szklany zbiornik
Aspire - Nautilus - regulacja przepływu powietrza
Kupiłem ten parownik bo szukałem czegoś co po pierwsze będzie dolnogrzałkowcem po drugie będzie pasowało do zasilania typu mod i po trzecie chciałem by miało sprawną regulację przepływu powietrza.

Fabryczna grzałka jest podwójna, oporność 1,8 oma. Nic nie cieknie, nic nie bulgocze, dymi bardzo przyjemnie (tak smak jak i chmura jest przyzwoicie ale ... zawsze pozostaje jakieś ale hehe). Wielki plus dla regulacji przepływu powietrza, mechanizm działa wzorcowo - najlepszy mechanizm z jakim dotąd miałem do czynienia. Wygląd nawet nawet, szklany zbiornik, wszystko ładnie spasowane - jest OK.

To co mnie wkurza w tej zabawce to konstrukcja grzałki. Żeby zrobić w tym swoją grzałkę trzeba się mocno napocić. Wewnątrz tej metalowej tubki w jej dolnej części są cztery małe otworki (wielkości igły) którymi płyn wcieka na - uwaga - wg. mnie bawełnianą szmatkę która wyściela ścianki wewnątrz dolnej części tej tubki i dopiero wewnątrz tej otuliny jest osadzona normalna grzałka sznurkowa typu dual-coil stykająca się bardzo krótkimi standardowymi sznurkami z tym właśnie bawełnianym kołnierzem. Tam jest na prawdę bardzo ciasno i ledwo można zobaczyć jak to jest zrobione. Żeby tego było mało, wewnątrz tej tulejki metalowej jest jakoś osadzona druga. Ta wspomniana wyżej bawełniana otulina jest osadzona pomiędzy ściankę wewnętrzną i zewnętrzną. Jeśli się ją wyjmie to jest potem problem by osadzić ją ponownie - mi się to nie udało - choć zapewne dla bardziej ambitnych i zdeterminowanych osób zadanie będzie wykonalne. W każdym razie ja już byłem mocno wkurzony bo nie mogłem się oprzeć wrażeniu że cała ta konstrukcja zrobiona jest tak a nie inaczej specjalnie po to by utrudnić robienie własnych grzałek czyli zmusić użytkownika do kupowania nowych grzałek u producenta pozbawiając jednocześnie użytkownika możliwości kontroli nad chmurką - czyli bierz to co jest, ciesz się człowieku a potem nam płać (za nowe grzałki) albo spadaj. 

Podejrzewam że nie prędko jeśli w ogóle pojawią się zamienniki tych grzałek bo jest to rozwiązanie raczej niszowe - to nie jest standard jak np Vivi.

Moja pierwsza próba zrobienia grzałki do tego (standard microcoil + wata) zakończyła się całkowitą porażką (wyjąłem tę bawełnianą otulinę) i po prostu zalało parownik. Wyczyszczenie i osuszenie papierowym ręcznikiem dolnej podstawy parownika też nie jest proste z uwagi na wewnętrzne krawędzie. Pozalewałem blat liquidem, łapy mokre, perspektywy na to że tego konkretnego wieczoru zrobię do tego jakąś grzałkę - żadnej. Przyszła mi wtedy do głowy taka refleksja... jak proste i przyjemne to było w poprzednim parowniku dolnogrzałkowym którego dotąd używałem - Protanku i co mi w tym atomizerze nie pasowało... Nie pasowało mi kilka rzeczy - rozmiar, brak regulacji przepływu powietrza, brak wymiennych ustników. 

Obecnie pale na Kayfun - pojedyncza mikrogrzałka 1,6 om (10x0,30 Kanthal) + wata i jest to zestaw który bije ten parownik na głowę pod względem smaku i chmury. No niestety :) - prawda jest taka że zmarnowałem 100 zł heh.

Chyba czas poszukać czegoś nowego :)

- Może Fogger V2?

Czy używam Aspire - Nautilus - obecnie nie, bo fabryczne grzałki jakoś mi nie leżą. Pobawię się jeszcze być może z własnymi grzałkami do tego bo przecież na YouTube są ludzie którym się udało... tyle że aktualnie nie chce mi się z tym walczyć, zmęczony i zirytowany kończę z tym "cudem" na dziś.

czwartek, 8 maja 2014

Kayfun - jak robić grzałki?

Na dzień dzisiejszy gdy piszę ten post, próbowałem kilku różnych setupów. Większość z nich zbudowana była w oparciu o tzw mikrocoils. Dla tych którzy nie znają tematu gorąco polecam ten wątek microcoils na "zielonym forum" - kopalnia wiedzy :) 

Sprawdzony wielokrotnie opisywany setup z pojedynczą grzałką to drut 0,25 - 0,3 mm Kanthal, nawijany 8-10 x (zwojów) na pręcie o średnicy 2-2,2 mm. Mnie wyszło oczekiwane 1,7 om oporności. Zamiast sznurka stosuję obecnie tylko i wyłącznie watę ale jak słusznie na jakimś forum ktoś napisał - w zasadzie im jest jej mniej tym lepiej! Wata absolutnie nie może być mocno zrolowana, ugnieciona i powinna być puszysta, tak jak widać to np na tym zdjęciu :
(zdjęcie z forum użytkownika pol )

Zrobiłem także bez żadnych problemów bardzo ładną i sprawną grzałkę typu dual (dual microcoil) tak jak zaprezentowane to zostało w tym filmie:


Badałem - właściwie ciągle to robię -  różne druty/ilości zwojów w układzie grzałek podwójnych lub pojedynczych (nie bawiłem się jeszcze w quady). 

Obecnie stoję na stanowisku że średnica grzałki wcale nie musi być bardzo niska typu 1-1,2 mm. Nie zauważyłem by w jakiś pozytywny sposób wpływało to na "chmurzenie". Domyślam się że chodzi o to że wynikowo mniejsze średnice dają mniejsze grzałki, szybciej nagrzewające się i stygnące (zwyczajnie mniej żelastwa) czyli ogólnie o mniejszej bezwładności.

Przez takie małe średnice jest jednak bardzo trudno potem przełożyć watę (bez wcześniejszego zrolowania tej waty w cienki knot) a sama ilość "knota" nie jest wg mnie wystarczająca. Wata "w grzałce" (ta wewnątrz zwojów) jest bezpośrednim magazynem z którego druty "piją" liquid w trakcie pracy grzałki. Według mnie przy dłuższych zaciągnięciach płyn nie nadąża z przesiąkaniem z bocznych obszarów knota i podstawy bezpośrednio pod gorący drut .Może nie daje to jeszcze "bobra" ale wydatnie zmniejsza ilość dymu i smak, po prostu po 2-3 sekundach grzałka nie jest już mokra a jedynie "wilgotna". Po kilku zaciągnięciach zwyczajnie daje się odczuć że w komorze grzałki jest zbyt sucho.

Obecnie robię więc grzałki tylko na średnicy około 2 mm z drutu Kanthal 0.30 lub 0,25 bo łatwiej go modelować i można zrobić większą liczbę zwojów. Grzałka taka lepiej znosi także przepalania i nie deformuje się (np podczas wymiany waty). Gdy chcę taką grzałkę wymienić po prostu wykręcam śruby i zakładam inną. Wyeksploatowane grzałki przepalam palnikiem, myje i suszę - bardzo rzadko zdejmuje je do tego celu z atomizera.


Polecam lekturę mikrocoils na forum

[EDIT 10.2014] - zapraszam na lekture postu w którym opisałem nieco bardziej skomplikowane grzałki jakie można zamontowac w tym parowniku - Grzałka typu Claption Coil, Twisted Coil - dla Kayfuna

[EDIT 11.2014] - polecam wszystkim próby na grubszych drutach, 0,35 0,38 a nawet 0,4. Liczbą zwojów dopasujecie sobie oporność tak by wasz mod - elektroniczny to udźwignął (no chyba że macie już mechanika, wtedy ten problem Was nie dotyczy). Ja na obecną chwilę przestałem robić grzałki z drutu poniżej średnicy 0,35. Co dla mnie dość dziwne - nie widzę żadnych wad w stosunku do mniejszych średnic drutów a wręcz odwrotnie, jakoś lepiej mi to wszystko smakuje a i sama grzałka trudna jest potem do uszkodzenia. Polecam sprawdzić sobie setup 8-9 zwojów na średnicy 2,5 mm z drutu 0,35. Dla mnie osobiście - bardzo fajna konstrukcja. Chętnie natomiast poczytam jakie są Wasze ulubione "setupy"!

[EDIT 03.2016] - setupy grzałek dość szybko się dezaktualizują. Dzieje się tak bo coraz to nowsze parowniki mają coraz większe otwory powietrzne co przekłada się na prędkość i ilość zaciąganego do płuc powietrza. Oczywiście to sprawdza się tylko w metodzie palenia bezpośrednio do płuc. Chodzi o to że przy dużym przeciągu, można nawet ogromną grzałkę rozgrzewać do bardzo wysokiej temperatury w bardzo krótkim czasie a i tak nie dojdzie do jej (oraz liquidu) przegrzania, bo własnie to powietrze owiewa nam tę grzałkę skutecznie ją chłodząc. Obecnie robię już tylko na drucie 0,5 SS316L który świetnie nadaje się do obsługi trybu Temp we współczesnych modach.