Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wata. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Orchid (klon)

Parownik/atomizer Orchid - w świecie roślin orchidea jest jedną z najwdzięczniejszych - posiada przepiękne kwiaty, ma bardzo skromne wymagania - znajduje na całym świecie wielu entuzjastów (heh sam jestem jednym z nich i mam ich w domu całe parapety).

Czy tak samo jest w przypadku tego parownika? - Wg mnie i muszę to stwierdzić z całą stanowczością - tak!

Orchid z Fasttech


Orchid w linii prostej wywodzi się z Kayfuna. Można by rzec że jest to taki Kayfun w którym powiększono kilka rzeczy głównie po to by można było zamontować dwie grzałki. Od strony technicznej jest to w zasadzie to samo - ale na tym podobieństwa się kończą bo "pali" się to jednak zupełnie inaczej a porównanie to wypada zdecydowanie na korzyść Orchida.

W porównaniu do "Kajtka" ma on dwa otwory powietrzne - po jednym dla każdej z grzałek - które są znacznie poszerzone - czy dostatecznie to sprawa jak zwykle dyskusyjna - mnie osobiście ich rozmiar wystarczy i absolutnie nie brakuje mi tutaj braku regulacji przepływu.

Podobnie jest z kanałami którymi płynie płyn na grzałki - jest ich dwa razy więcej czyli cztery i są one znacznie szersze.

Także dek na którym montujemy grzałki jest trochę szerszy. Twórcy parownika musieli go nieco powiększyć - tak by swobodnie zmieściły się tam dwie dość duże grzałki. Sam zbiornik jest dokładnie takich samych wymiarów - szeroki na 23 mm - standard. Nie sprawdzałem tego ale jestem prawie pewny że jest to dokładnie ten sam komplet trzech pierścieni co w Kayfunie - oczywiście dek i górny cap są już nieco inne.

Szerszy dek montażowy oznacza także szerszy komin który zakrywa grzałki i oddziela je od płynu. Szczelina pomiędzy tym kominem a wewnętrzną ścianą zbiornika jest przez to bardzo mała - na tyle mała że płyn 50/50 GP/VG z pewnym oporem przemieszcza się w zbiorniku - jest to szczególnie zauważalne podczas napełniania - problem zgłaszany przez wiele osób. Zjawisko potęguje chybiona wg mnie konstrukcja komina. Nie wiedzieć czemu - może chcieli być oryginalni a może chcieli odzyskać ciut miejsca na liquid - projektanci parownika postanowili że komin będzie po pierwsze jednoczęściowy (a nie jak w Kayfunie dwuczęściowy - rozkręcany) a po drugie z kątem prostym w miejscu łączenia elementów o różnej średnicy. Przy napełnianiu - gdy parownik jest do góry nogami, w tym miejscu zbiera się powietrze, tworząc duży bąbel - taką poduszkę powietrza na której zatrzymuje się cały lany z góry płyn. Oczywiście problem jest tym większy im gęstszy jest płyn ale czy to jest rzeczywiście jakiś problem? - Wg mnie nie, wystarczy przechylić parownik podczas napełniania - albo używać butelek z igłą, żeby dostarczać płyn możliwie nisko i tyle. Bardziej irytuje mnie brak możliwości rozkręcenia tego komina - w celach diagnostycznych albo żeby coś delikatnie poprawić - no trudno - może któraś kolejna wersja to zmieni albo pewnie na rynku pojawią się zamienniki kominów.

To o czym trzeba wspomnieć a co ma ogromne znaczenie jest ilość pinów montażowych. Chodzi o to że dla każdej "nóżki" grzałki przewidziano jej własne miejsce montażowe i śrubę. To olbrzymie ułatwienie bo w wielu parownikach dwu grzałkowych tych pinów jest zaledwie dwa lub trzy a to oznacza że przy dokręcaniu śruby trzeba pilnować więcej niż jednej grzałki na raz. Pamiętam jaką upierdliwością było kręcenie grzałek na Foggerze v4 (po fotach w necie widzę że dopiero w wersji 6 Fogger doczekał się rozwiązania bliźniaczo podobnego jak w Orchidzie).

Orchid - jak robić grzałki?

Jeśli chodzi o kręcenie grzałek to wydaje mi się że są dwie podstawowe metody.

Pierwsza to klasyczna, czyli tak samo jak robiło się to w Kayfunie - typowy microcoil/macrocoil tyle że zamiast jednej grzałki robimy dwie. Watę stosunkowo lekko zbitą przewijam przez grzałki i tyle. Z uwagi na bardzo duże kanały dla płynu ja osobiście zawsze wpuszczam w nie odrobinę waty (dosłownie około 1 mm w głąb - luźno watki daję) - zaznaczam, że nigdy nie robiłem tego w Kayfunie - tam wata była na płasko na kanał, ale tutaj bez tego zabiegu często mam wycieki z otworów powietrznych.  Dzięki temu jest też znacznie mniejsza szansa na to, że podczas nakręcania komina wata się przemieści. Jak wspomniałem wyżej - komina nie da się rozkręcić więc nie można sprawdzić czy przy zakręcaniu wata się nie poruszyła i nie odsłoniła całkowicie któregoś z kanałów - a w takiej sytuacji wyciek jest bardzo prawdopodobny.

W internecie często można spotkać osoby które skarżą się że Orchid cieknie. Nie wiem - może jeśli używa się płynu bardzo lejącego np w proporcji PG/VG 20/80 takie rzeczy mogą się dziać - ale wydaje mi się że jest to tylko i wyłącznie wina złego "setupu" - no chyba że ktoś ma uszkodzone uszczelki i zbiornik nie trzyma ciśnienia.

W Kayfunie moją preferowaną średnicą grzałek było 2,2-2,5 mm. Tutaj zdecydowanie wolę średnicę 3 mm. Wg mnie taka konstrukcja nie ma żadnych wad, ma natomiast kilka zalet:

  • Po pierwsze, grzałka jest węższa - otwór powietrzny pokrywa ją w 80% - innymi słowy, bardzo mały odcinek grzałki nie jest w bezpośrednim strumieniu powietrza lecącego z otworów, większa ilość waty pozostaje poza grzałką i nie jest przez nią "duszona"
  • Po drugie, grzałka ma bardzo duży bufor liquidu między drutami (także obok), dzięki czemu znacznie trudniej jest doprowadzić ją do wysuszenia w porównaniu do średnicy typu 2 mm. Oczywiście większa średnica grzałki oznacza dla mnie zawsze mniejszą liczbę zwojów - tak by finalnie opór i ilość drutu do rozgrzania była porównywalna.
  • Po trzecie wreszcie, dzięki tak dużej szerokości znacznie łatwiej jest przez grzałkę przewlec watę a po bokach grzałki zostaje jej bardzo dużo dzięki czemu grzałka z watą wypełnia nam idealnie praktycznie cały dek.

Odnośnie waty skoro już o tym zacząłem...
Ostatnio używam tylko bawełny japońskiej "MUJI" - nie dlatego ze jest jakaś o wiele lepsza od zwykłej waty tylko dlatego że znacznie łatwiej się ją obrabia, łatwiej o powtarzalność. Wycinam na oko pasek o szerokości 3 mm, potem stosuję sztuczkę podpatrzoną u kogoś na Youtube (chętnie bym go tu oficjalnie wspomniał ale nie pamiętam już kto to był, obiecuję ze jak go znowu trafię to zamieszczę tu link). Sztuczka polega na tym by złapać za oba końce tego odciętego odcinka a następnie skręcać delikatnie w palcach w przeciwnych kierunkach. Gdy to robimy, wata skręca się i rozkręca, końcówki się ugniatają (to one będą wkładane w "oczko" grzałki) a wata pomiędzy - na całej długości - robi się bardzo puszysta. Wystarczy przeciąć potem na pół i przewinąć grzałki a następnie obciąć nadmiar waty. Ja staram się obcinać dokładnie do szerokości deku montażowego. Bezpośrednio po obcięciu zawsze mam wrażenie że "tym razem przesadziłem" - tak mało jej tam zostaje ale nigdy nie jest źle. Wiem że część osób obcina na szerokość całego zbiornika ale wg mnie nadmiar waty wewnątrz komina robi więcej złego niż dobrego a poza tym potem jest jakaś mordęga żeby to złożyć do kupy. W ogóle z moich doświadczeń z Orchidem (i nie tylko) wynika że za płaski smak prawie zawsze odpowiada zły transport liquidu na druty - czyli albo zbyt dużo waty wewnątrz pomiędzy zwojami, albo wokół niej, albo zbyt zapchane kanały. Gdy waty jest zbyt dużo zamiast transportować płyn zwyczajnie go blokuje. To nie jest tak, że trzeba zrobić 20 grzałek zanim się uda. Jeśli nie przesadzi się z ilością waty - tak by po przewinięciu dawała się ona z lekkim oporem przesuwać między zwojami, nie zbije waty z boków i wpuści jej nieco w kanały to praktycznie nie ma takiej możliwości żeby było źle. Może być tylko dobrze lub lepiej. Swojego Orchida używam od około miesiąca. Wycieki (zresztą drobne - początkowo myślałem  że to może skropliny z ustnika wracają do otworów powietrznych) tylko wtedy gdy w ogóle nie wkładałem waty w kanały.

Orchid - wstępnie złożone grzałki po przewinięciu watą - drut Kanthal 0,4 @ 3mm x 6 zwojów (edit -lepiej zrobić 5 zwojów)
w taki sposób obcinam watę by pozbyć się jej nadmiaru
Do produkcji mojej ulubionej obecnie grzałki (no tutaj grzałek) używam tylko drutu Kanthal 0,4 (w ogóle od jakiegoś czasu nie bawię się już w żadne nawet testy na mniejszych średnicach, wręcz odwrotnie, ciekawi mnie jak by było z drutem 0,5). Niby lepszy jest Kanthal w wersji "A" niż "D" (bo wytrzymuje wyższe temperatury) ale czy są to różnice w jakiś sposób odczuwalne dla e-palacza? - Nie potrafię tego stwierdzić ale chyba nie.

Grzałki nawijam bezpośrednio na parowniku. Biorę długi kawałek drutu (czasem całą rolkę) i zaczynam od przykręcenia pierwszego końca do pina plusowego (w dolny otwór środkowego pina), tak by nie trzeba było potem obcinać nadmiaru drutu w tym miejscu. Następnie przykładam specjalnie do tego celu zakupiony gwoźdź (średnica 3 mm) i nawijam 5-6 zwojów. Staram się by zwoje były możliwie blisko siebie, nieco je poprawiam już na tym etapie. Naciągnięty drut - czyli górną końcówkę grzałki zakręcam na śrubie (pod jej "główką"). Trzymając jednocześnie gwoźdź (żeby grzałka nie tańczyła przy skręcaniu), dokręcam wszystko dość mocno. Trzeba uważać by nie przesadzić z przykręcaniem drutów które idą do dziur, bo śruby dokręcające potrafią te druty obcinać i wbrew pozorom wcale nie jest trudno do tego doprowadzić. To między innymi dlatego drugą "nóżkę" grzałki montuję pod główką śruby a nie w otwór pinu, choć tam jest mi także po prostu wygodniej. Następnie wyciągam gwóźdź i zanim jeszcze obetnę nadmiar drutu rozgrzewam grzałkę do czerwoności by z pomocą szczypczyków zbliżyć do siebie zwoje. Po tym jak zwoje są już dość blisko, ponownie wkładam gwoźdź między zwoje, poprawiam je i ostatecznie centruję grzałkę nad otworem powietrznym. Jeśli grzałka jest skręcona zbyt mocno i nie da się jej odpowiednio ustawić - np oddalić od pinów to wówczas luzuję nieco tę drugą śrubę przy której nadal mam nie obcięty drut i ponownie "naciągam" grzałkę na właściwe miejsce pchając za gwoźdź. Gdy grzałka wyląduje tam gdzie chce ponownie dokręcam, a potem obcinam nadmiar drutu. Następnie w ten sam sposób robię kolejną grzałkę.

Jeśli wszystko poszło dobrze, to powinny wyjść dwie niemal identyczne grzałki.
Grzałki po podaniu napięcia powinny się rozgrzewać równomiernie i od środka. Jeśli któraś z nich rozgrzewa się szybciej, albo świeci intensywniej należy się nad tymi grzałkami raz jeszcze pochylić. One muszą pracować możliwie jednakowo!

Co robić gdy jedna z nich nie "świeci" tak dobrze jak druga? Przyczyn może być kilka. Najczęstsze to:
  • grzałka bardziej ściśnięta rozgrzewa się szybciej - po rozgrzaniu trzeba więc ściskać ponownie gorszą grzałkę,
  • grzałką która lepiej przewodzi prąd rozgrzewa się szybciej - sprawdzić czy gorsza grzałka jest dobrze dokręcona do pinów - delikatnie dokręcić gorszą grzałkę,
  • jedna z grzałek ma więcej zwojów niż druga albo ma dłuższe "nóżki". Jest to sytuacja niedopuszczalna bo taka grzałka zawsze będzie rozgrzewać się wolniej z uwagi na większy opór. Policzyć zwoje w gotowej grzałce micro/macrocoil jest bardzo trudno gołym okiem. Ja gdy mam jakieś wątpliwości po prostu robię zdjęcie telefonem a następnie powiększam fotkę, bo lupą nie dysponuję :)

Przy wygrzewaniu grzałek na parowniku trzeba mieć na uwadze izolator pina plusowego. Dwie rozgrzane do czerwoności grzałki bardzo szybko rozgrzewają też korpus parownika a izolator jest z jakiegoś plastiku który dość szybko się od tej temperatury topi, trzeba więc to wszystko robić z głową. Większość osób nawet nie zauważa momentu kiedy doszło do nadtopienia tego elementu.

Gdy grzałki są gotowe, trzeba je przewijam je watą (o czym pisałem powyżej) a następnie obficie je nasączam - tj. jeszcze zanim założę komin. Sprawdzam też czy grzałki pracują zgodnie z oczekiwaniem i dopiero wtedy zakręcam komin. Gdy komin jest na miejscu zaciągam się raz lub dwa razy bezpośrednio z komina - to taki przedsmak który mówi mi o tym co dana grzałka potrafi gdy jest prawidłowo nawilżona. Pozostało już tylko założyć zbiornik i zalać go. Przy zalewaniu - zawsze należy zostawić trochę pustego zbiornika. Ja zwykle napełniam go do górnej krawędzi przeźroczystego pierścienia - czyli tak długo jak długo widzę płyn który wlewam. Jeśli naleje się płynu "pod korek" to w zbiorniku nie będzie miejsca na wytworzenie się podciśnienia i nadmiar tego płynu opuści nasz atomizer gdy tylko postawimy go do pionu - ucieknie pewnie około 0,5 ml płynu i sytuacja się ustabilizuje.

Po zalaniu dobrze jest też zrobić kilka głębszych zaciągnięć bez podawania prądu na grzałki i w zasadzie można już palić choć ja zwykle daje parownikowi jeszcze kilka minut ekstra w spokoju po to by płyn nasączył watę we wszelkich zakamarkach.

Druga popularna metoda robienia tu grzałek polega na zrobieniu ich w układzie pionowym.
Z angielskiego"vertical coils" - pod tym hasłem znajdziecie w sieci więcej. Robi się to tak, że w otwory powietrzne wkłada się pręty i to na nich nawija się grzałki. Grzałki nawija się w ten sposób bardzo łatwo, szybko i wychodzą one bardzo równe. Z tym nie ma żadnego problemu. Trochę gorzej jest z układaniem w okół tych grzałek waty. Trzeba ją owinąć wokół tak by wszystkie druty były tą watą "opatulone".

Orchid - nawijanie grzałki pionowej

Orchid - rozgrzewanie gotowych grzałek



Orchid - gotowa grzałka w układzie pionowym (Vertical Coils)

Jak to wygląda możecie także zobaczyć sobie np tu (to nie są moje fotki): http://imgur.com/a/pp2RZ/

Prawdę mówiąc mam małą wprawę w tego typu konstrukcjach. Moje dotychczasowe próby zakończyły się umiarkowanym sukcesem. Miałem problemy z watą która gdy puchła zapychała wlot lub wylot grzałki co prowadziło wcześniej czy później do wycieków. Miałem tez pewne problemy z dostatecznie dobrym transportem co skutkowało oczywiście płaskim smakiem i wyraźnie gorszą "chmurką" po którymś z kolei zaciągnięciu. Jeśli mam być szczery, to jestem tak bardzo zadowolony z obecnie działających w moim Orchidzie grzałek klasycznych, że trochę odechciało mi się sprawdzać jak może działać "idealny" komplet grzałek pionowych. W każdym razie, nawet pomijając te różne trudności nie zauważyłem by paliło się to jakoś lepiej więc albo ja jeszcze nie umiem tego zrobić jak należy albo jest to po prostu kolejne zawracanie głowy - przerost formy nad treść.

Ok ale jak to się pali na tym Orchidzie?
- Wg mnie SUPER! Dobry setup odwdzięcza się wspaniałą chmurą która jest ciężka, mięsista, ciepła (ale nie jest zbyt gorąca) i słodka. Chmury te powstają w relatywnie krótkim czasie, tj 2-3 sekundy (duży stosunkowo szybki i mocny wdech). Ilość dymu jest tak duża że gdy prowadzę auto muszę dmuchać na boki, bo powstałe kłęby zasłaniają mi kompletnie pole widzenia. Ja nie notuję w tym parowniku żadnych wycieków, żadnych przypaleń itp. Parownik ten jest o wiele jest mniej wymagający niż np Big Dripper którego wcześniej używałem a oferuje na prawdę bardzo przyzwoity poziom palenia na zwykłym mechanicznym modzie. Domyślam się że gdyby podać mu więcej mocy mogło by być tylko jeszcze lepiej :)

Jeśli wcześniej paliło się tylko powszechnie dostępne w sklepach e-papierosy, ewentualnie Kayfuna to chmura z dwugrzałkowca o dużym przeciągu może przytłoczyć. Tzw "kop" i wielkość chmury jest nieporównywalna. Pamiętać jednak należy że parowniki z dużymi otworami powietrznymi żeby pokazały co potrafią należy palić inaczej, tzn zaciągać się głęboko, zdecydowanie i bezpośrednio do płuc - zatem inaczej niż wspomniane wcześniej parowniki z małym przepływem powietrza. Tam zaciągamy się raczej najpierw do ust a dopiero potem do płuc. To jest coś do czego się trzeba przyzwyczaić, trzeba się z tym oswoić. Zwykle potrzeba na to mniej niż jednego dnia, ale pierwsze wrażenia mogą być bardzo negatywne. Kiedy prezentowałem Orchida swoim znajomym mimo że każdy z nich pali "jakieś" powszechnie dostępne e-papierosy każdy z nich po zaciągnięciu zachowywał się tak jakby pierwszy raz w życiu zaciągnął się dymem z papierosa. Kasłali, dusiło ich, patrzyli na mnie z niedowierzaniem i pytali - "jak ty to możesz palić", "o matko jakie to mocne", "zabierz to" itp - a ja nie bardzo rozumiałem jak oni nie mogą. Jeśli obawiasz się że taki dual coil może być dla Ciebie zbyt mocny, zawsze możesz nawinąć 1-2 zwoje więcej (czyli 7-8), zwiększając w ten sposób oporność grzałki i jej bezwładność termiczną ograniczysz także jej moc ale wg mnie  kluczem tutaj i tak pozostanie "siła strumienia" przepływającego przez grzałki powietrza, bo to ono chłodzi ten układ.

Jeden z kolegów nabył swój własny egzemplarz, złożyliśmy go do kupy. Mimo tych pierwszych negatywnych wrażeń - kiedy już prawie chciał mi go oddać - bo przecież "to nie dla niego" przekonałem go by jednak zabrał go ze sobą do domu, sprawdził sobie na spokojnie. Następnego dnia był już odmienionym człowiekiem :) - "Już nie jest tak ostro", "już nie drapie", "jest bardzo fajnie".
Nie jestem do końca pewny, czy to kwestia tego jak się zaciągamy, kwestia "ułożenia się grzałki" czy jeszcze czegoś innego ale w moim przypadku było bardzo podobnie. Jako palacz "analogów" nigdy nie zaciągałem się bezpośrednio do płuc, nie mogłem zrozumieć jak w ogóle w ten sposób można było palić a teraz palenie techniką "usta - płuca" po prostu mnie już nie satysfakcjonuje - choć jak się nie da inaczej - bo w ręku tylko jakiś Volimizer - to trudno - można i tak.

Jeśli chodzi o płyn którym lubię zalewać swoje parowniki to w zasadzie nie ma tu żadnej zmainy. Nadal moim ulubionym jest Cuban Cigar (e-Dym) o mocy 18 mg. Oprócz dobrego smaku (subiektywne raczej odczucie) bardzo powoli zanieczyszcza grzałki dzięki czemu nie trzeba ich tak szybko przewijać. Polecam :)

Aha, pamiętać należy o tym że grzałki jak te opisywane powyżej mają bardzo mały opor tj. < 0,5 oma. Do takich grzałek trzeba mieć odpowiednią baterię. Ja używam Akumulatora EFEST IMR 18650 2500mAh LiMN flat top 35A (do nabycia w wielu sklepach za około 35 zł) i nigdy nie zauważyłem by się ona grzała więc dla mnie jest OK choć wielu e-palaczy woli np Sony VTC-4.

Pamiętajcie też że e-palenie nie koniecznie jest zdrowe i bezpieczne, że wszystko co robicie, robicie tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

No to chyba z grubsza tyle. Wyszło trochę długo... przepraszam. Może komuś się to do czegoś przyda :)

PS: Jak zwykle bardzo mile widziane komentarze w których piszecie jak Wy robicie swoje "setupy", piszcie proszę również jakie płyny uważacie za najciekawsze.

[EDIT] Chciałem tylko napisać, że obecnie moim ulubionym setupem do Orchida jest zwykły
dual coil na średnicy 3 mm, 5 zwojów z drutu 0,4 Kanthal (a więc o jeden zwój na grzałkę mniej niż na powyższych fotach).

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Fogger V 4.1 - pierwsza realna konkurencja dla Kayfuna?

- NIC Z TYCH RZECZY! Przynajmniej nie bez własnych modyfikacji.

Poniższy post to trochę taki dziennik mojej przygody dotyczącej tego parownika. To dlatego poszczególne wpisy mogą być skrajnie różne od euforii po całkowitą depresję :)

Początki:
Nie mogłem sobie odmówić zakupu tego parownika - cena bardzo przystępna bo raptem 89 zł. Ja swój zakupiłem w e-dymie, na opakowaniu widnieje napis "Fogger 4.0" produkcji Yi Loong (Chińczyk)

Z wyglądu wg mnie znacznie ładniejszy od Kayfuna (czy tam innego ruska), szklana bańka to zupełnie inna jakość niż plastikowe tuby choć wiadomo jakie się z tym wiąże ryzyko. Jeśli chodzi o spasowanie gwintów i ogólnie wykończenie to muszę powiedzieć że byłem nieco rozczarowany. Niby wszystko jest dobrze i trochę się tu czepiam ale to jednak nie ta jakość co np Magoo. Gwinty chodzą trochę ciężko, poszczególne elementy blokują się - ciężko je od siebie odkręcić (to zapewne wina także temperatury i samego liquidu). Regulacja powietrza nie jest może tak bajeczna jak w Nautilus Aspire - ale jest i da się z niej korzystać - choć ja i tak zwykle palę na pełnym otwarciu. Oprócz tego warto wspomnieć o małych luzach ustnika (są one bardzo małe i zupełnie w niczym to nie przeszkadza, może tylko trochę irytować). Pojemność tego atomizera to wg różnych źródeł 5-6 ml (przy okazji wezmę strzykawkę i sprawdzę to zaktualizuję info).

Parownik mam od około tygodnia. Wiem - to nie jest dostateczny czas by wyrobić sobie o danym parowniku opinię - niemniej jestem teraz jak to się mówi "na gorąco" z tematem robienia do tego grzałek więc napiszę to wszystko co mi chodzi po głowie. Obecnie jestem po około 8 takich próbach. 

Po pierwsze, nie jest to parownik tak banalnie prosty i wdzięczny jak Kayfun. Jest to konstrukcja dość kapryśna. Kayfuna można złożyć w dosłownie kilka minut - nie uwzględniając przygotowania grzałki, przekładka waty z napełnieniem to maks 5 min roboty i rezultat za każdym razem jest niemal identyczny. Są oczywiście drobne różnice, bo raz waty damy mniej raz więcej i gdzieś na koniec jest to odczuwalne - łatwiej/trudniej się zaciąga i smak jest nieco gorszy/lepszy to jednak różnice te są dość przewidywalne i nie mają aż tak dużego wpływu na końcowy wynik. Innymi słowy rezultat zawsze jest przynajmniej "dobry" i da się "palić" i fajnie - za to kocham ten parownik.

Podobnie jak w Kayfunie najważniejszą kwestią tutaj jest odpowiednio przygotowana grzałka (w tym przypadku zbudowana z dwóch grzałek połączonych równolegle. Raz starannie przygotowane posłużą nam całe miesiące dlatego warto się do tego przyłożyć i nie robić tego w pół do drugiej w nocy :) albo po całym dniu pracy...

Do konstrukcji grzałek (testy) używałem różnych drutów. Wg mnie optimum to druty grubsze Kanthal 0,25 do 0,3 z tej prostej przyczyny, że są one bardzo sztywne, nie deformują się, nie przepalają oraz łatwiej przekładać przez nie watę (od dawna nie bawię się w sznurki). Wadą oczywiście jest większa ilość zwojów - czyli sam rozmiar grzałki (w stosunku do cieńszych drutów) a co za tym idzie znacznie większa bezwładność grzałki. Oznacza to że trzeba dłużej zaczekać żeby rozgrzać grzałkę (zwłaszcza przy pierwszym zaciągnięciu), grzałka dłużej stygnie więc nawet jak już nie podajemy napięcia to nadal trochę "pracuje". Są to jednak wady do zaakceptowania, zwłaszcza że dzięki temu nie musimy przy wymianie waty (lub ewentualnych poprawkach) bawić się w nawijanie grzałek od nowa co w tym przypadku (dual coil) jest dość uciążliwe. Nie dość że musimy zrobić dwie grzałki, to jeszcze mają one wspólne mocowanie co skutkuje przesunięciami na grzałkach podczas procesu dokręcania śrubek. Ciężko jest samemu zapanować nad prawidłową pozycją obu grzałek i jednocześnie dokręcać śruby ale daje się to zrobić.

Dobrym patentem na robienie grzałek do tego parownika jest metoda polegająca na przykręceniu drutu do jednego mocowania, wetknięcia pręta (wiertła?) o średnicy około 2-2,2 mm (ja używałem do tego celu śrubokrętu zegarmistrzowskiego) w otwór powietrzny - tj. pionowo - a następnie nakręcanie drutu na ten pręt ale obracając parownik (z przykręconą baterią jest łatwiej) a nie kręcąc samym drutem. Różnica jest taka że nie dochodzi do skręcania drutu wokół własnej osi a co za tym idzie tak nawinięta grzałka praktycznie nie sprężynuje. Po nawinięciu 9-12 zwojów (trzeba je liczyć żeby wiedzieć ile potem zwojów będzie miała druga grzałka) ale nie obcinając jeszcze drutu, przykręcamy go do drugiego mocowania. W tym momencie wyciągamy nasz pręt/drut/śrubokręt i sprawdzamy jaki przy tylu zwojach wyszedł nam opór (jeśli nie wyciągniemy prętu opór będzie zerowy bo sam pręt doskonale przewodzi). Ponieważ mój mod Innokin SVD nie pracuje z grzałkami poniżej 0,8 oma pojedyńcza grzałka musiała być minimalnie 1,7 oma. Wynika to ze wzoru na oporność grzałek pracujących w układzie równoległym. Oporność całkowita R = R1*R2/ (R1+R2) gdzie R1 to opór grzałki nr 1 a R2 to opór grzałki nr 2. Przy 9 zwojach drutu Kanthal 0,3 wyszła mi oporność 1,8 oma (dla pojedynczej grzałki). Wiedziałem już więc że te 9 zwojów wystarczy ale gdyby oporność wyszła zbyt niska np 1,5 oma to odkręcił bym z drugiego mocowania drut i po prostu dokręcił jeszcze jeden zwój. Następnie w drugi otwór powietrzny przekładamy nasz pręt i nawijamy dokładnie taką samą ilość zwojów jak dla pierwszej grzałki. Pozostało nam dokręcić przewód do pierwszego mocowania oraz przekręcić grzałki do pozycji poziomej. 
Kolejny krok to przewinięcie grzałki watą. Tu jest chyba najwięcej problemów bo jeśli zrobimy to źle mamy albo wycieki przez otwory powietrzne albo zbyt płaski smak lub co gorsza palenie na wpół sucho czyli tzw. "bobra".

Jeśli chodzi o watę - obecnie robię to dokładnie tak samo jak pokazano na tym filmie (od 28 minuty) choć oczywiście próbowałem także innych sposobów.



Od siebie dodaję tylko jedną małą modyfikację - mianowicie, pomiędzy grzałki oraz na druty między grzałkami a mocowaniami daję niewielką ilość waty. Wg mnie dzięki temu żadna część druta nie nagrzewa się "na sucho" (dym nie drapie tak w gardło! i nie ma efektu duszenia) i poprawia się nieco (tzn. zmniejsza) przepływ powietrza a co za tym idzie smak jest bardziej intensywny. Są też osoby które kładą wąskie wałki waty na same grzałki wzdłuż, tak by ich końce łączyły się z watą normalnie wychodzącą z grzałki - ponoć to dodatkowo "zmiękcza" i schładza dym - osobiście jeszcze nie próbowałem bo nie czułem takiej potrzeby.

Finalnie grzałka wyszła mi 0,9 oma i palę to na 12-15W (15 to maks mojego sprzętu dlatego zależało mi na stosunkowo niskiej oporności by było czym regulować)

Co mogę powiedzieć o samym paleniu. Jest zdecydowanie inaczej niż na Kayfunie, tutaj przynajmniej przy obecnych ogromnych otworach powietrznych i otwartej na full regulacji powietrza trzeba się zaciągać "do płuc" - inaczej nie wytwarza się dostateczny cug powietrza by całość "zagrała" na grzałce jak trzeba dając dobrą - gęstą i smaczną chmurkę i jednocześnie wytwarzając podciśnienie nasączające odpowiednio watę. Ciągnąc bezpośrednio do płuc cug jest już dobry - to się daje wyczuć choć bardzo ciężko to opisać.
Ten rodzaj palenia jest zupełnie inny niż tradycyjny czyli sytuacja w której zaciągamy się do ust a następnie dopiero do płuc. Kombinując z średnicą otworu powietrznego daje się w dużej mierze ograniczyć ten ciąg ale nadal jest nieco inaczej/gorzej niż w obecnie najlepszym na rynku (wg mnie) Kayfunie. Dzieje się tak chyba dlatego że usta muszą wyssać powietrze z parownika przez dwie grzałki jednocześnie, przez znacznie większą ilość waty i drutów a to stanowi już jakieś wyzwanie - niemniej smak jest wówczas baaaaaardzo ale to bardzo intensywny, znacznie bardziej intensywny niż w poprzednio wspomnianym Kajtku mimo że optycznie dymu jest trochę jakby mniej. Dla mnie jest to całkiem dziwne i nowe doznanie.

Na forach czytałem że ludzie kombinują z wkładaniem w otwory powietrzne wewnątrz podstawy metalowe (dokładniej mosiężne) rurki które zmniejszają średnicę z 2,5 na 1,6 mm i jednocześnie podnoszą te otwory wyżej. Wydaje mi się że jest to bardzo dobry pomysł, dzięki czemu strumień wsysanego powietrza będzie bardziej skupiony i przez to silniejszy punktowo na grzałkę podobnie jak to jest zorganizowane w Kayfunie. Rureczki już zamówiłem, czekam teraz na dostawę i będę się dalej bawił.

Podsumowując: Parownik zdecydowanie trudniejszy od Kayfuna ale do opanowania przy odrobinie chęci i czasu. Daje znacznie bardziej intensywny smak kiedy już go okiełznamy i absolutnie nie dusi, nie drapie/parzy (pierwsze próby także moje kończyły się własnie w ten sposób). Za tę kwotę godny polecenia każdemu bardziej zaawansowanemu użytkownikowi. Na obecną chwilę palę go naprzemiennie z Kajtkiem i nie potrafię się zdecydować co bardziej mi odpowiada (no może trochę bardziej Kayfun jednak ale to może być wynik kilkumiesięcznego przyzwyczajenia) a to już wielki sukces tego parownika (!) - zważywszy na to że mój obecny setup nie jest jeszcze pewnie idealny oraz na ilość różnych parowników które przewinęły mi się przez ręce - dotąd Kayfun był bezkonkurencyjny.

[edit 1 dzień później i jakieś dwa tankowania]
Jeszcze nie doatrały do mnie rurki do modyfikacji otworów powietrznych ale już teraz mogę stwierdzić że surowa i świeża grzałka "dotarła się" - zebrał się na niej mały "nagar" dzięki czemu dym stał się delikatniejszy i jednocześnie można było podnieść napięcie do 12,5-13 W. Przy połowicznie przymkniętych otworach powietrznych trzeba się nadal dość mocno zaciągać - metodą raczej do płuc ale ... ilość dymu i jego jakość sprawiają że do Kayfuna wracam teraz tylko na kilka tzw. "buchów" bo po nich mam nie odparte uczucie że czegoś mi jednak brakuje, tej intensywności, tego smaku (!) sama ilość dymu jest teraz bardzo zbliżona - chyba nawet większa od Kayfuna (nie umiem tego obiektywnie porównać przez zupełnie inny rodzaj zaciągania) ale to na prawdę w moim odczuciu nie jest już teraz nawet istotne. Generalnie po prostu wolę na dzień dzisiejszy palić na Foggerze i jeśli ta tendencja się utrzyma to Kayfun za kilka dni opuści mój podręczny bagaż i zamieszka na stałe w szufladzie, bo nie widzę sensu noszenia go przy sobie skoro Fogger jest niezawodny - tzn. nie ma żadncyh wycieków, pali jednostajnie bez żadnych cyrków. Jest świetnie :) Wygląda więc na to że tak jak Kayfun wyparł Magoo, tak Fogger wyprze Kayfuna - zobaczymy :)

[edit 8 dni później i jakieś 5 kolejnych wersji setupu]
Poprzedni edit to była jednak chwilowa euforia. Prysła niemal tak samo szybko jak przyszła... Szkoda.
Rurki dotarły, zamontowałem, żadnej wyraźnej różnicy nie odczułem. Szybko je więc wyjąłem bo tylko świstało (między rurkami a otworem w capie jest jednak zawsze jakiś maleńki luz i tamtędy powietrze sobie hulało).
Zauważyłem natomiast dwie rzeczy. Po pierwsze im grzałka wyżej w stosunku do otworu tym gorzej. Po prostu powietrze rozkłada się jakoś inaczej wewnątrz tej komory z grzałkami i jest dupa a nie palenie. Grzałki muszą być nisko! To niestety generuje problem - ciężko jest ułożyć tak grzałki - zwłaszcza ich podłączenie do pinów plus/minus i zmniejsza się ilość waty w grzałce/do podstawy.
Druga sprawa to same dość długie w porównaniu do Kayufna "wąsy" przyłączeniowe. To chbya największa bolączka tego parownika. Jest ich w sumie 4 bo po dwa na każdą grzałkę. Każdy ma kilka mm długośći więc razem robi się z tego kawał drutu. Jeśli zostawi się je nie osłonięte watą to dają bardzo paskudny smak, wg mnie jest to już "futrzak" lub "bóbr" - jak kto woli. Czasem jest to mniej odczuwalne, czasem bardziej ale jednak zawsze jest i założę się że nie jest to także zdrowe. Tak więc, oprócz waty normalnie do grzałki i do kanałów trzeba wg mnie ładować watę także pomiędzy grzałki - na tyle dużo by żaden drut doprowadzający prąd do skręconych zwojów nie był na wierzchu. To też nie jest wcale łatwe zadanie - nadmiar waty wydatnie zmniejsza przepływ powietrza przez cały układ. Durna dłubanina, mokre łapy, stracony czas. Nie daj boże przyjdzie do głowy jakaś modyfikacja i całość trzeba robić od nowa... no dramat.
Nawet jeśli dobrze wszystko oblepimy watą i uzyskamy dobry (satysfakcjonujący) efekt to wata między grzałkami bardzo szybko robi się "brudna" - no zanieczyszczona, bardzo szybko zaczyna się psuć smak. Wg mnie dzieje się tak dlatego że duża część tak przez nas pożądanego gotowego "dmyku" zamiast trafić do płuc trafia właśnie na tę watę, która robi chcąc nie chcąc za filtr, jednocześnie ograniczając dopływ powietrza do grzałki co wyraźnie negatywnie wpływa na jej skuteczność. Innymi słowy bez waty w środku pomiędzy grzałkami cała konstrukcja dymi dużo lepiej ale co z tego skoro nie da się tego palić?

Zastanawiałem się jak to jest że jest w necie jednak tyle osób które wolą ten parownik od Kajtka? Wg mnie by parownik ten miał szanse działać prawidłwo potrzebne jest zupełnie inne mocowanie. Dlaczego nie zrobili tak jak w Kayfunie x 2? Szukałem więc w necie w różnych zakamarkach i natknąłem się przypadkiem na taki oto wynalazek :



no i tutaj mocowanie jest jak potrzeba - widać od razu że nie będzie problemu z drutami zasilającymi a otowory powietrzne wypadną centralnie pod grzałką bez żadnego cudaczenia. Genialne w swojej prostocie wydawać by się mogło :) Ciekawe tylko czy taki "mały" bo raptem podwójny kanał dla płynu wystarczy?

W każdym razie, na dziś jestem bardzo zniechęcony do Foggera i nikomu go nie polecam, mam poczucie że i tak dostał już zbyt wiele szans ciągle mnie rozczarowując.


[edit - dzień później]
trafiłem na fajny tekst opisujacy typowe dla mnie problemy z tym atomizerem oraz pomysł jak temu zaradzić - czyli jak skrócić piny zasilania. Chyba spróbuję - co mam do stracenia?
art. tutaj, swobodnie można przwinąć tekst do obrazków:

http://www.fasttech.com/forums/1670700/t/1266538/review-3-parts-the-fogger-v4-fogging-like-a-fogger

[edit - kolejny dzień]
Jak pisałem powyżej tak też zrobiłem. Wychodząc z założenia że winą za ogólnie zły smak/jakość dymu ponoszą zbyt długie "wąsy" grzałki postanowiłem zmienić nieco wewnętrzną konstrukcję. Pin plusowy (ten krótszy) ucięty został brzeszczotem do metalu - poszło o dziwo dość łatwo i bez żadnych komplikacji. Po ucięciu bez trudu wkręciła się w niego śrubka mocująca drut. Drugi pin - ten dłuższy - nie miał już tyle szczęścia. Po ucięciu okazało się że śrubka "nie chwyta". Nieco go zgniotłem kombinerkami starając się ponownie srubką wyrzeźbić gwint wewnętrzny ale niestety operacja ta się nie powiodła. Pin w ogóle zaczął latać i szbyko okazało się że jest w pełni wykręcalny. Po wykręceniu go bez problemu znalazłem 3 inne srubki które pasowały gwintem (gdyby ktoś się zastanawiał były to śruby z dysku hdd, jakieś od laptopa i inne z tego typu urządzeń które szlajały się w mojej kuwecie z śrubkami). Gwint musi być dość standardowy, podobnie jak i sama średnica otworu. Problemem okazała się natomiast główka śrubki bo niemal wszystkie były zbyt duże by po wkręceniu w podstawkę nie stykały się z biegunem dodatnim. Ostatecznie jedna z śrubek jest niemal na styk - gołym okiem wygląda to tak jakby jednak się stykała. Na szybko przykręciłem luzem kawałek drutu i jasne było że zwracia jednak nie ma. Miałem nawet delikatnie przyszlifować tę głowkę ale koniec końcow po prostu zostawiłem to jak jest wkręcając srube bezpośrednio do samego dołu podstawki. Dzięki temu 2 z 4 doprowadzeń mogłem położyć zupełnie na podstawce - podnosząc je dopiero przy samej grzałce. Tak samo robiło się w przypadku parowników typu mesh - więc bardziej zaawansowani użytkownicy zapewne domyślą się na czym polegała koncepcja.

i tak w oryginale wygląda to tak:

a tak wygląda po modyfikacji:



Na powyższych fotach widać grzałki o średnicy około 2,2 (śrubokręt zegarmistrzowski) -10 zwojów Kanthal D 0,3 oporność w granicy 1 oma. Drut bardzo sztywny, mało plastyczny przez co ciężko go układać. Jest to chyba jednak nieco zbyt duża średnica bo grzałkę ciężko ułożyć tak by nie stykała z pinem plusowym lub obudową komory no ale w zamian do środka wchodzi pokaźna ilość waty. Następnym razem na pewno zrobię je na średnicy 2,0 mm.
A jak się pali? Noo jest na prawde dobrze, duużo dużo lepiej niż było. Tym razem nie upychłem już dodatkowej waty w środek, pomiędzy grzałki. Zobaczymy...

[Edit kolejny dzień]
Zmieniłem grzałkę na mniejszą. Tym razem drut 0,25 również 10 zwojów na grzałkę oporność wyszła 1,2 oma - drut znacznie bardziej miękki, grzałka wyszła nieco mniejsza i węższa, lepiej pasuje nad otwór powietrzny, łatwiej mieści się w kubek, szybciej się rozgrzewa i stygnie. Pale na tym setupie, napięcie małe, zaczynam od 7,5W zobaczymy co będzie dalej. Mam wrażenie że delikatnie jeszcze "bobrzy" ale może to zbyt świeża grzałka - liczę na to że po kilku godzinach nagar na grzałkach pozwoli podnieść także moc i poprawi ogólną jakość chmurki.

[Edit - 4 dni później]
Nic już nie grzebałem przy grzałkach. Zmieniłem natomiast kilkukrotnie watę raz dając jej mniej raz więcej. Obecnie dałem jej bardzo mało i dość luźno. Przy zakręconych prawie całkowicie otworach powietrznych (tak 70-75% mniej w stosunku do pełnej dziury) okropne świstanie podczas zaciągania praktycznie ustało a opór zaciąganego powietrza stał się zbliżony do Kayfuna. Moc obecnie 9,5W wydaje się w sam raz (grzałka wynikowo jest 1,2 oma). Dymek jest słodki i nie drapie choć mogłoby go być więcej. Próby powrotu na Kayfuna kończą się od kilku dni porażką - po prostu przy tym samym płynie którego używam o mocy 12 mg/ml kayfunem nie idzie się napalić, smak i kop jest odczuwalnie mniejszy. Innymi słowy na dziś wole tego zmodyfikowanego Foggera, mimo upierdliwości jakie są z nim związane. Ciągle myślę o zakupie nowego parownika tj. Big Buddah tyle że jest to bardzo szeroki parownik do którego nie mam zasilania :)

[Edit kolejny dzień]
Nie pisałem o tym wcześniej - temat odpowietrzenia. W tym parowniku z uwagi na ilość i wielkość tych kanałów którymi wpływa płyn na watę żeby uniknąć wycieków najlepiej jest watkę włożyć minimalnie - dosłownie odrobinkę rzędu około 1 mm w kanały - nie więcej bo może blokować dopływ płynu. (trzeba także pamiętać o tym by wata w grzałce nie była zbita i by nie była zbyt ciasno). W Kayfunie nigdy tak nie robię, tam po prostu kładę watę na płasko pod kątem 90 stopni i praktycznie nigdy nie mam żadnych wycieków. Tutaj w Foggerze jest o dziwo inaczej i przy tak ułożonej jak w Kayfunie wacie wyciek jest prawie zawsze. Zauważyłem jednak że tak skonstruowany "setup" wymaga odpowietrzenia. Nie wystarczy po prostu zalać i cieszyć się chmurką. Odkryłem to w sumie przypadkiem, testując palenie przy mocno zamkniętych otworach powietrznych a jednocześnie dość mocno ciągnąc powietrze przez ustnik. W pewnym momencie coś się wydarzyło - ciężko to bardzo opisać - spadł przepływ powietrza a pojawiła się słodycz i intensywność - coś "zaskoczyło". Od tej chwili bąbelki zaczeły ładnie wypływać z dolnych otworów niemal po każdym zaciągnięciu. Jestem prawie pewny że oprócz tego że uleciało powietrze nastąpiło coś w rodzaju wyrównania ciśnień. Wydaje mi się że teraz płyn sam pcha się na grzałkę w chwili gdy zostaje z niej odparowany - takie auto uzupełnienie. Obecnie ciągle palę tylko i wyłacznie na Foggerze. Smak i jego intensywność - już się do niego przyzwyczaiłem do tego stopnia, że gdy przesiadam się na Kayfuna zaczynam się zastanawiać co jest nie tak! Przwinąłem nawet nową grzałkę i nabiłem nową watą i poszedłem na długi spacer w miasto i ... wtedy uświadomiłem sobie po prostu że teraz na Kayfunie już nic nie będzie takie jak przed Foggerem. Dym z jednej grzałki nie da takiego efektu jaki potrafią dać dwie dobrze wentylowane grzałki - ot cała filozofia. Apetyt rośnie w miarę jedzenia a człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do lepszego :D
Mój zmodyfikowany Fogger "daje rade" choć muszę przyznać że nie lubię się w nim grzebać. Nadal sądzę że Big Buddah pobije go na głowę i to nie tylko prostotą obsługi i pojemnością. Jeśli więc masz Kayfuna i chcesz/rozważasz zakup Foggera - odradzam, lepiej chwilę poczekać i kupić Buddę.

[Edit kilka dni później]
Jestem zmęczony i znudzony. Rożnego rodzaju problemy techniczne i nie kończące się eksperymenty  z tym parownikiem, sposób w jaki podgrzewa chmurkę (co by nie robić nie jest on tak subtelna, tak delikatna), sposób w jaki trzeba się zaciągać (siła wkładana w to zaciąganie żeby wytworzyć podciśnienie oraz sposób - tj. bardziej bezpośrednio do płuc) - to wszystko sprawia że zatęskniłem po kilku dniach do prostoty życia  e-palacza jakie wiodłem z Kayfunem. Od dwóch dni na powrót palę znowu tylko na nim. W Foggerze używałem płynów o mocy 12 mg, w Kayfunie jest to już 18 mg by "kop" był podobny. Dzięki temu jednym i drugim bez problemu mogę się "napalić" i mimo że chmurka z Kayfuna nie jest tak smaczna/intensywna i że trochę mi tu czegoś brakuje to jest jakby większa (w każdym razie duża) bez jakiegoś specjalnego wysiłku. Fogger póki co leci do szuflady ale nie wykluczam że jeszcze do niego wrócę.

[Edit 11.2014]
Widziałem że na jednym z forów ktoś się wypowiedział, że spieprzyłem setup zbyt wąskim drutem. Cytując całe zdanie: "Przeczytałem link podesłany przez kolegę - IMO - gość spitolił foggera i to konkretnie. Wcale nie trzeba nic modyfikować, pali dużo lepiej od kayfuna - tyle że drut 0,35 lub 0,4 lub 0,5 i jest gitarka - ja sprzedaje głównie dlatego że jednak smakiem nic nie przebije dobrego gienka na meshu"

- Dzięki za uwagę. Może komuś się przyda. Szkoda że kolega nie napisał do mnie wcześniej - chętnie bym sobie to sprawdził, podyskutował... - wtedy.

Nadal nie bardzo widzę ukręcanie do tego dwóch grzałek na drucie 0,35 lub tym bardziej 0,4 a następnie zawijanie ich na tych maleńkich śrubkach bo drut będzie uciekał przy dokręcaniu. Pomijam też kwestie oporności powstałego w ten sposób setupu... 2x6 zwojów drutu 0,35 na 2 mm średnicy (żeby się zmieściło w tej małej komorze) to mi wychodzi że opór finalny wyjdzie około 0,4 oma. Na moim SVD które to wówczas posiadałem nie miało to szans wystartować, teraz gdy posiadam Nemesisa (dla tych co nie wiedzą - mod mechaniczny) zapewne by to ruszyło i kto wie - może nawet dobrze by się paliło?

Teraz... mam Big Drippera (klon) w którym jest znacznie więcej miejsca na grzałki i watę i nie ma takich problemów technicznych z jakimi walczyłem z Foggerem. Ok może to ja jestem ułomny i po prostu mam do niego dwie lewe ręce? W każdym razie ten spieprzony Fogger v4 nie bardzo mnie już interesuje. Ten konkretnie parownik nie budzi dziś we mnie żadnych pozytywnych uczuć i nadal nie zamierzam go nikomu polecać. Jak już ma być coś w tym stylu to może jednak parownik ORCHID V4 - tam drut można grubszy bez większego problemu dokręcić, komora jest ciut większa więc grzałki powinny się łatwiej miescić a i waty więcej wejdzie no i co bardzo przydatne mamy aż cztery piny do montażu grzałek - w Fogerze tylko dwa piny to jakaś pomyłka (teraz dopiero to rozumiem) bo przy dokręcaniu zawsze któraś grzałka ucieka na boki.

Czekam na Wasze pomysły i setupy, może macie jakiś inny "złoty środek" ?

czwartek, 8 maja 2014

Kayfun - jak robić grzałki?

Na dzień dzisiejszy gdy piszę ten post, próbowałem kilku różnych setupów. Większość z nich zbudowana była w oparciu o tzw mikrocoils. Dla tych którzy nie znają tematu gorąco polecam ten wątek microcoils na "zielonym forum" - kopalnia wiedzy :) 

Sprawdzony wielokrotnie opisywany setup z pojedynczą grzałką to drut 0,25 - 0,3 mm Kanthal, nawijany 8-10 x (zwojów) na pręcie o średnicy 2-2,2 mm. Mnie wyszło oczekiwane 1,7 om oporności. Zamiast sznurka stosuję obecnie tylko i wyłącznie watę ale jak słusznie na jakimś forum ktoś napisał - w zasadzie im jest jej mniej tym lepiej! Wata absolutnie nie może być mocno zrolowana, ugnieciona i powinna być puszysta, tak jak widać to np na tym zdjęciu :
(zdjęcie z forum użytkownika pol )

Zrobiłem także bez żadnych problemów bardzo ładną i sprawną grzałkę typu dual (dual microcoil) tak jak zaprezentowane to zostało w tym filmie:


Badałem - właściwie ciągle to robię -  różne druty/ilości zwojów w układzie grzałek podwójnych lub pojedynczych (nie bawiłem się jeszcze w quady). 

Obecnie stoję na stanowisku że średnica grzałki wcale nie musi być bardzo niska typu 1-1,2 mm. Nie zauważyłem by w jakiś pozytywny sposób wpływało to na "chmurzenie". Domyślam się że chodzi o to że wynikowo mniejsze średnice dają mniejsze grzałki, szybciej nagrzewające się i stygnące (zwyczajnie mniej żelastwa) czyli ogólnie o mniejszej bezwładności.

Przez takie małe średnice jest jednak bardzo trudno potem przełożyć watę (bez wcześniejszego zrolowania tej waty w cienki knot) a sama ilość "knota" nie jest wg mnie wystarczająca. Wata "w grzałce" (ta wewnątrz zwojów) jest bezpośrednim magazynem z którego druty "piją" liquid w trakcie pracy grzałki. Według mnie przy dłuższych zaciągnięciach płyn nie nadąża z przesiąkaniem z bocznych obszarów knota i podstawy bezpośrednio pod gorący drut .Może nie daje to jeszcze "bobra" ale wydatnie zmniejsza ilość dymu i smak, po prostu po 2-3 sekundach grzałka nie jest już mokra a jedynie "wilgotna". Po kilku zaciągnięciach zwyczajnie daje się odczuć że w komorze grzałki jest zbyt sucho.

Obecnie robię więc grzałki tylko na średnicy około 2 mm z drutu Kanthal 0.30 lub 0,25 bo łatwiej go modelować i można zrobić większą liczbę zwojów. Grzałka taka lepiej znosi także przepalania i nie deformuje się (np podczas wymiany waty). Gdy chcę taką grzałkę wymienić po prostu wykręcam śruby i zakładam inną. Wyeksploatowane grzałki przepalam palnikiem, myje i suszę - bardzo rzadko zdejmuje je do tego celu z atomizera.


Polecam lekturę mikrocoils na forum

[EDIT 10.2014] - zapraszam na lekture postu w którym opisałem nieco bardziej skomplikowane grzałki jakie można zamontowac w tym parowniku - Grzałka typu Claption Coil, Twisted Coil - dla Kayfuna

[EDIT 11.2014] - polecam wszystkim próby na grubszych drutach, 0,35 0,38 a nawet 0,4. Liczbą zwojów dopasujecie sobie oporność tak by wasz mod - elektroniczny to udźwignął (no chyba że macie już mechanika, wtedy ten problem Was nie dotyczy). Ja na obecną chwilę przestałem robić grzałki z drutu poniżej średnicy 0,35. Co dla mnie dość dziwne - nie widzę żadnych wad w stosunku do mniejszych średnic drutów a wręcz odwrotnie, jakoś lepiej mi to wszystko smakuje a i sama grzałka trudna jest potem do uszkodzenia. Polecam sprawdzić sobie setup 8-9 zwojów na średnicy 2,5 mm z drutu 0,35. Dla mnie osobiście - bardzo fajna konstrukcja. Chętnie natomiast poczytam jakie są Wasze ulubione "setupy"!

[EDIT 03.2016] - setupy grzałek dość szybko się dezaktualizują. Dzieje się tak bo coraz to nowsze parowniki mają coraz większe otwory powietrzne co przekłada się na prędkość i ilość zaciąganego do płuc powietrza. Oczywiście to sprawdza się tylko w metodzie palenia bezpośrednio do płuc. Chodzi o to że przy dużym przeciągu, można nawet ogromną grzałkę rozgrzewać do bardzo wysokiej temperatury w bardzo krótkim czasie a i tak nie dojdzie do jej (oraz liquidu) przegrzania, bo własnie to powietrze owiewa nam tę grzałkę skutecznie ją chłodząc. Obecnie robię już tylko na drucie 0,5 SS316L który świetnie nadaje się do obsługi trybu Temp we współczesnych modach.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Kayfun lite EHPRO (klon)

Nabyłem już jakiś czas temu ale z braku czasu za pisanie biorę się dopiero teraz.

Długo zwlekałem z tym zakupem z kilku powodów. 
Po pierwsze - z finansowych - byłem zadowolonym użytkownikiem Magoo na którego poszło sporo pieniędzy więc wydatek na kolejny (jednak nie taki wcale znowu drogi) atomizer wydawał mi się trochę zbędny. Za każdym razem jak pojawia się jakaś nowinka w pierwszym odruchu od razu bym ją kupił tylko po to by sprawdzić i mieć swój pogląd na ten konkretny model (coś na zasadzie - a nuż bedzie to mój ulubiony?) ale z drugiej strony zaraz włącza mi się czerwona lampka (coś w stylu "aha, nowy gadzet zrobili bo chcą naciągnąć rzeszę ludzi żeby wydali nieco grosza - nie daj się).

Drugą istotną przyczyną która zniechęcała mnie do zakupu były zdjęcia rozbebeszonych co do elementu atomizerów tego typu (Russian, Kyfun, Taifun itd). Na fotkach można zobaczyć wiele uszczelek, śrubek, poszczególne części składowe, ba nawet śrubokręt dołączany często w komplecie. Wygląda to z pozoru dość skomplikowanie i dla mnie odrzucająco bo przecież Magoo składa się w rękach (no może z wyjątkiem użycia nożyczek do przycięcia sznurka na odpowiednią długość). Długo trwałem w przekonaniu "to nie dla mnie - nie chce mi się".

Ostatecznie zdecydowałem się jednak na zakup jednej z tańszych wersji, raz z ciekawości - która wygrała ze zdrowym rozsądkiem a dwa że miałem chwile zwątpienia jeśli chodzi o Magoo (zmęczyłem się testowaniem różnych setup'ów) - bo co bym nie robił zawsze było mi mało. Mało dymu, mało smaku - nie wiem może to działa na zasadzie "apetyt rośnie w miarę jedzenia"? Może po prostu zawsze bedzie mi mało dokąd chmura nie zacznie przypominać kominu w parowozie? :P

Poniżej zdjęcia ze strony www.e-dym.pl zakupionego przeze mnie parownika Kayfun Lite EPHERO (klon):


Warto wspomnieć że konstrukcja przychodzi praktycznie złożona - nie tak jak an powyższym zdjęciu. Nie ma problemu żeby to wszystko skręcić i zalać, wcześniej trzeba jednak oczywiście przygotować grzałkę co jest jednak na prawdę bardzo proste!

To jak robię do tego atomizera grzałki to kolejny "temat rzeka" - postaram się o tym napisać w kolejnym poście.

Ok. Czas na małe podsumowanie plusów i minusów tego parownika.

Plusy jakie widzę:
- duża smaczna chmura
- duży zbiornik na płyn, nawet jak się pali bardzo dużo, spokojnie wystarcza na cały dzień
- prosta, szczelna, modułowa konstrukcja 
- bardzo skuteczny system podawania płynu pod grzałkę (kolejny długi temat)
- wymienne dripy
- bardzo prosta i skuteczna konstrukcja umożliwiająca montowanie własnych grzałek. To na prawdę jest ogromna zaleta atomizerów tego typu w ogóle. Jeśli używa się waty zamiast sznurka to bez problemu po kilku dniach można starą watę wymienić na nową bez potrzeby dotykania się do zwojów grzałki (jedynie przepalenie). W żadnym innym znanym mi parowniku nie da się tak szybko i łatwo zreanimować zespołu grzewczego.
- nigdy nie odnotowałem wycieków na pin plusowy (jeden wyciek przez otwór powietrzny jak sądzę z winy nadmiaru waty w komorze grzałki)
- na rynku jest też cała gama dodatkowego asortymentu tj. wymienne uszczelki, zbiorniki, poszczególne elementy z przeźroczystego tworzywa a także różne modyfikacje pozwalające skrócić wysokość samego atomizera albo elementy pozwalające skrócić zestaw w niektórych modach i to wszystko można kupić u nas, nie na jakiś zachodnich stronach.

Kayfun spare tank
zdjęcia pochodzą ze strony www.e-dym.pl


Minusy:
- zbyt duży otwór powietrzny - subiektywne odczucie, zbyt duży przeciąg przekłada się na krótkie zaciągnięcie (szybko kończy się oddech) i w konsekwencji jest intensywna (gęsta/biała) chmura i bardziej płaski smak. Póki co radzę sobie z tym w ten sposób że połowę otworu zaklejam taśmą przeźroczystą - mało elegancko ale skutecznie. Chętnie posłucham jak inni radzą sobie z tym problemem jeśli w ogóle go mają.
- drip - to wg mnie najgorszy element tego konkretnie atomizera. Teoretycznie jest wymienny (510?) ale to nie do końca prawda, bo żaden z moich dripów typu 510 nie pasował - ten jest nieco węższy. Fabryczny drip ma także zdecydowanie zbyt duże luzy i wg mnie zbyt mały otwór w górnej części przez co szybko zbierają się w nim skropliny i kilka razy dziennie zdarzało mi się ich napić. Problem skroplin całkowicie zniknął gdy użyłem innego ustnika o stosunkowo dużym otworze. Ustnik dobierałem na miejscu w sklepie bo kupując w necie nie ma żadnej pewności że będzie pasował a nie chciałem się bawić w ręczne dostosowywanie jego średnicy do otworu.

ustnik "kolorowy" z e-dym.pl (kilkanaście zł)

- w mojej opinii konieczność tankowania przez dolny otwór który zamykany jest śrubką. Część osób twierdzi że z powodzeniem można go tankować odkręcając górny cap - nie mam zdania na ten temat jeszcze ale jakoś sobie tego nie wyobrażam bo odkręcając górny cap odkręca mi się także komin komory grzałki. W każdym razie, jest to trochę uciążliwe, trzeba też zawsze mieć ze sobą jakiś (choćby ten malutki z zestawu) śrubokręt.
- mało atrakcyjny wygląd (opinia znowu subiektywna, moim zdaniem Magoo jest o niebo ładniejszy - bardziej "elegancki")

Na koniec chciałem dodać, że na obecną chwilę używam już tylko Kayfuna i nie sądzę bym wrócił jeszcze do któregoś z poprzednich posiadanych przeze mnie parowników, nawet do Magoo którego jeszcze nie tak dawno tak zachwalałem.

Poniżej kilka moich fotek.





wyraźnie większy niż w oryginalnym ustniku otwór
a tak wygląda ustnik po skróceniu (ucięty po zdjęciu "koralików"):

- a jak robić do niego grzałki - opisałem w kolejnym poście - zapraszam.