Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magoo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Fogger V 4.1 - pierwsza realna konkurencja dla Kayfuna?

- NIC Z TYCH RZECZY! Przynajmniej nie bez własnych modyfikacji.

Poniższy post to trochę taki dziennik mojej przygody dotyczącej tego parownika. To dlatego poszczególne wpisy mogą być skrajnie różne od euforii po całkowitą depresję :)

Początki:
Nie mogłem sobie odmówić zakupu tego parownika - cena bardzo przystępna bo raptem 89 zł. Ja swój zakupiłem w e-dymie, na opakowaniu widnieje napis "Fogger 4.0" produkcji Yi Loong (Chińczyk)

Z wyglądu wg mnie znacznie ładniejszy od Kayfuna (czy tam innego ruska), szklana bańka to zupełnie inna jakość niż plastikowe tuby choć wiadomo jakie się z tym wiąże ryzyko. Jeśli chodzi o spasowanie gwintów i ogólnie wykończenie to muszę powiedzieć że byłem nieco rozczarowany. Niby wszystko jest dobrze i trochę się tu czepiam ale to jednak nie ta jakość co np Magoo. Gwinty chodzą trochę ciężko, poszczególne elementy blokują się - ciężko je od siebie odkręcić (to zapewne wina także temperatury i samego liquidu). Regulacja powietrza nie jest może tak bajeczna jak w Nautilus Aspire - ale jest i da się z niej korzystać - choć ja i tak zwykle palę na pełnym otwarciu. Oprócz tego warto wspomnieć o małych luzach ustnika (są one bardzo małe i zupełnie w niczym to nie przeszkadza, może tylko trochę irytować). Pojemność tego atomizera to wg różnych źródeł 5-6 ml (przy okazji wezmę strzykawkę i sprawdzę to zaktualizuję info).

Parownik mam od około tygodnia. Wiem - to nie jest dostateczny czas by wyrobić sobie o danym parowniku opinię - niemniej jestem teraz jak to się mówi "na gorąco" z tematem robienia do tego grzałek więc napiszę to wszystko co mi chodzi po głowie. Obecnie jestem po około 8 takich próbach. 

Po pierwsze, nie jest to parownik tak banalnie prosty i wdzięczny jak Kayfun. Jest to konstrukcja dość kapryśna. Kayfuna można złożyć w dosłownie kilka minut - nie uwzględniając przygotowania grzałki, przekładka waty z napełnieniem to maks 5 min roboty i rezultat za każdym razem jest niemal identyczny. Są oczywiście drobne różnice, bo raz waty damy mniej raz więcej i gdzieś na koniec jest to odczuwalne - łatwiej/trudniej się zaciąga i smak jest nieco gorszy/lepszy to jednak różnice te są dość przewidywalne i nie mają aż tak dużego wpływu na końcowy wynik. Innymi słowy rezultat zawsze jest przynajmniej "dobry" i da się "palić" i fajnie - za to kocham ten parownik.

Podobnie jak w Kayfunie najważniejszą kwestią tutaj jest odpowiednio przygotowana grzałka (w tym przypadku zbudowana z dwóch grzałek połączonych równolegle. Raz starannie przygotowane posłużą nam całe miesiące dlatego warto się do tego przyłożyć i nie robić tego w pół do drugiej w nocy :) albo po całym dniu pracy...

Do konstrukcji grzałek (testy) używałem różnych drutów. Wg mnie optimum to druty grubsze Kanthal 0,25 do 0,3 z tej prostej przyczyny, że są one bardzo sztywne, nie deformują się, nie przepalają oraz łatwiej przekładać przez nie watę (od dawna nie bawię się w sznurki). Wadą oczywiście jest większa ilość zwojów - czyli sam rozmiar grzałki (w stosunku do cieńszych drutów) a co za tym idzie znacznie większa bezwładność grzałki. Oznacza to że trzeba dłużej zaczekać żeby rozgrzać grzałkę (zwłaszcza przy pierwszym zaciągnięciu), grzałka dłużej stygnie więc nawet jak już nie podajemy napięcia to nadal trochę "pracuje". Są to jednak wady do zaakceptowania, zwłaszcza że dzięki temu nie musimy przy wymianie waty (lub ewentualnych poprawkach) bawić się w nawijanie grzałek od nowa co w tym przypadku (dual coil) jest dość uciążliwe. Nie dość że musimy zrobić dwie grzałki, to jeszcze mają one wspólne mocowanie co skutkuje przesunięciami na grzałkach podczas procesu dokręcania śrubek. Ciężko jest samemu zapanować nad prawidłową pozycją obu grzałek i jednocześnie dokręcać śruby ale daje się to zrobić.

Dobrym patentem na robienie grzałek do tego parownika jest metoda polegająca na przykręceniu drutu do jednego mocowania, wetknięcia pręta (wiertła?) o średnicy około 2-2,2 mm (ja używałem do tego celu śrubokrętu zegarmistrzowskiego) w otwór powietrzny - tj. pionowo - a następnie nakręcanie drutu na ten pręt ale obracając parownik (z przykręconą baterią jest łatwiej) a nie kręcąc samym drutem. Różnica jest taka że nie dochodzi do skręcania drutu wokół własnej osi a co za tym idzie tak nawinięta grzałka praktycznie nie sprężynuje. Po nawinięciu 9-12 zwojów (trzeba je liczyć żeby wiedzieć ile potem zwojów będzie miała druga grzałka) ale nie obcinając jeszcze drutu, przykręcamy go do drugiego mocowania. W tym momencie wyciągamy nasz pręt/drut/śrubokręt i sprawdzamy jaki przy tylu zwojach wyszedł nam opór (jeśli nie wyciągniemy prętu opór będzie zerowy bo sam pręt doskonale przewodzi). Ponieważ mój mod Innokin SVD nie pracuje z grzałkami poniżej 0,8 oma pojedyńcza grzałka musiała być minimalnie 1,7 oma. Wynika to ze wzoru na oporność grzałek pracujących w układzie równoległym. Oporność całkowita R = R1*R2/ (R1+R2) gdzie R1 to opór grzałki nr 1 a R2 to opór grzałki nr 2. Przy 9 zwojach drutu Kanthal 0,3 wyszła mi oporność 1,8 oma (dla pojedynczej grzałki). Wiedziałem już więc że te 9 zwojów wystarczy ale gdyby oporność wyszła zbyt niska np 1,5 oma to odkręcił bym z drugiego mocowania drut i po prostu dokręcił jeszcze jeden zwój. Następnie w drugi otwór powietrzny przekładamy nasz pręt i nawijamy dokładnie taką samą ilość zwojów jak dla pierwszej grzałki. Pozostało nam dokręcić przewód do pierwszego mocowania oraz przekręcić grzałki do pozycji poziomej. 
Kolejny krok to przewinięcie grzałki watą. Tu jest chyba najwięcej problemów bo jeśli zrobimy to źle mamy albo wycieki przez otwory powietrzne albo zbyt płaski smak lub co gorsza palenie na wpół sucho czyli tzw. "bobra".

Jeśli chodzi o watę - obecnie robię to dokładnie tak samo jak pokazano na tym filmie (od 28 minuty) choć oczywiście próbowałem także innych sposobów.



Od siebie dodaję tylko jedną małą modyfikację - mianowicie, pomiędzy grzałki oraz na druty między grzałkami a mocowaniami daję niewielką ilość waty. Wg mnie dzięki temu żadna część druta nie nagrzewa się "na sucho" (dym nie drapie tak w gardło! i nie ma efektu duszenia) i poprawia się nieco (tzn. zmniejsza) przepływ powietrza a co za tym idzie smak jest bardziej intensywny. Są też osoby które kładą wąskie wałki waty na same grzałki wzdłuż, tak by ich końce łączyły się z watą normalnie wychodzącą z grzałki - ponoć to dodatkowo "zmiękcza" i schładza dym - osobiście jeszcze nie próbowałem bo nie czułem takiej potrzeby.

Finalnie grzałka wyszła mi 0,9 oma i palę to na 12-15W (15 to maks mojego sprzętu dlatego zależało mi na stosunkowo niskiej oporności by było czym regulować)

Co mogę powiedzieć o samym paleniu. Jest zdecydowanie inaczej niż na Kayfunie, tutaj przynajmniej przy obecnych ogromnych otworach powietrznych i otwartej na full regulacji powietrza trzeba się zaciągać "do płuc" - inaczej nie wytwarza się dostateczny cug powietrza by całość "zagrała" na grzałce jak trzeba dając dobrą - gęstą i smaczną chmurkę i jednocześnie wytwarzając podciśnienie nasączające odpowiednio watę. Ciągnąc bezpośrednio do płuc cug jest już dobry - to się daje wyczuć choć bardzo ciężko to opisać.
Ten rodzaj palenia jest zupełnie inny niż tradycyjny czyli sytuacja w której zaciągamy się do ust a następnie dopiero do płuc. Kombinując z średnicą otworu powietrznego daje się w dużej mierze ograniczyć ten ciąg ale nadal jest nieco inaczej/gorzej niż w obecnie najlepszym na rynku (wg mnie) Kayfunie. Dzieje się tak chyba dlatego że usta muszą wyssać powietrze z parownika przez dwie grzałki jednocześnie, przez znacznie większą ilość waty i drutów a to stanowi już jakieś wyzwanie - niemniej smak jest wówczas baaaaaardzo ale to bardzo intensywny, znacznie bardziej intensywny niż w poprzednio wspomnianym Kajtku mimo że optycznie dymu jest trochę jakby mniej. Dla mnie jest to całkiem dziwne i nowe doznanie.

Na forach czytałem że ludzie kombinują z wkładaniem w otwory powietrzne wewnątrz podstawy metalowe (dokładniej mosiężne) rurki które zmniejszają średnicę z 2,5 na 1,6 mm i jednocześnie podnoszą te otwory wyżej. Wydaje mi się że jest to bardzo dobry pomysł, dzięki czemu strumień wsysanego powietrza będzie bardziej skupiony i przez to silniejszy punktowo na grzałkę podobnie jak to jest zorganizowane w Kayfunie. Rureczki już zamówiłem, czekam teraz na dostawę i będę się dalej bawił.

Podsumowując: Parownik zdecydowanie trudniejszy od Kayfuna ale do opanowania przy odrobinie chęci i czasu. Daje znacznie bardziej intensywny smak kiedy już go okiełznamy i absolutnie nie dusi, nie drapie/parzy (pierwsze próby także moje kończyły się własnie w ten sposób). Za tę kwotę godny polecenia każdemu bardziej zaawansowanemu użytkownikowi. Na obecną chwilę palę go naprzemiennie z Kajtkiem i nie potrafię się zdecydować co bardziej mi odpowiada (no może trochę bardziej Kayfun jednak ale to może być wynik kilkumiesięcznego przyzwyczajenia) a to już wielki sukces tego parownika (!) - zważywszy na to że mój obecny setup nie jest jeszcze pewnie idealny oraz na ilość różnych parowników które przewinęły mi się przez ręce - dotąd Kayfun był bezkonkurencyjny.

[edit 1 dzień później i jakieś dwa tankowania]
Jeszcze nie doatrały do mnie rurki do modyfikacji otworów powietrznych ale już teraz mogę stwierdzić że surowa i świeża grzałka "dotarła się" - zebrał się na niej mały "nagar" dzięki czemu dym stał się delikatniejszy i jednocześnie można było podnieść napięcie do 12,5-13 W. Przy połowicznie przymkniętych otworach powietrznych trzeba się nadal dość mocno zaciągać - metodą raczej do płuc ale ... ilość dymu i jego jakość sprawiają że do Kayfuna wracam teraz tylko na kilka tzw. "buchów" bo po nich mam nie odparte uczucie że czegoś mi jednak brakuje, tej intensywności, tego smaku (!) sama ilość dymu jest teraz bardzo zbliżona - chyba nawet większa od Kayfuna (nie umiem tego obiektywnie porównać przez zupełnie inny rodzaj zaciągania) ale to na prawdę w moim odczuciu nie jest już teraz nawet istotne. Generalnie po prostu wolę na dzień dzisiejszy palić na Foggerze i jeśli ta tendencja się utrzyma to Kayfun za kilka dni opuści mój podręczny bagaż i zamieszka na stałe w szufladzie, bo nie widzę sensu noszenia go przy sobie skoro Fogger jest niezawodny - tzn. nie ma żadncyh wycieków, pali jednostajnie bez żadnych cyrków. Jest świetnie :) Wygląda więc na to że tak jak Kayfun wyparł Magoo, tak Fogger wyprze Kayfuna - zobaczymy :)

[edit 8 dni później i jakieś 5 kolejnych wersji setupu]
Poprzedni edit to była jednak chwilowa euforia. Prysła niemal tak samo szybko jak przyszła... Szkoda.
Rurki dotarły, zamontowałem, żadnej wyraźnej różnicy nie odczułem. Szybko je więc wyjąłem bo tylko świstało (między rurkami a otworem w capie jest jednak zawsze jakiś maleńki luz i tamtędy powietrze sobie hulało).
Zauważyłem natomiast dwie rzeczy. Po pierwsze im grzałka wyżej w stosunku do otworu tym gorzej. Po prostu powietrze rozkłada się jakoś inaczej wewnątrz tej komory z grzałkami i jest dupa a nie palenie. Grzałki muszą być nisko! To niestety generuje problem - ciężko jest ułożyć tak grzałki - zwłaszcza ich podłączenie do pinów plus/minus i zmniejsza się ilość waty w grzałce/do podstawy.
Druga sprawa to same dość długie w porównaniu do Kayufna "wąsy" przyłączeniowe. To chbya największa bolączka tego parownika. Jest ich w sumie 4 bo po dwa na każdą grzałkę. Każdy ma kilka mm długośći więc razem robi się z tego kawał drutu. Jeśli zostawi się je nie osłonięte watą to dają bardzo paskudny smak, wg mnie jest to już "futrzak" lub "bóbr" - jak kto woli. Czasem jest to mniej odczuwalne, czasem bardziej ale jednak zawsze jest i założę się że nie jest to także zdrowe. Tak więc, oprócz waty normalnie do grzałki i do kanałów trzeba wg mnie ładować watę także pomiędzy grzałki - na tyle dużo by żaden drut doprowadzający prąd do skręconych zwojów nie był na wierzchu. To też nie jest wcale łatwe zadanie - nadmiar waty wydatnie zmniejsza przepływ powietrza przez cały układ. Durna dłubanina, mokre łapy, stracony czas. Nie daj boże przyjdzie do głowy jakaś modyfikacja i całość trzeba robić od nowa... no dramat.
Nawet jeśli dobrze wszystko oblepimy watą i uzyskamy dobry (satysfakcjonujący) efekt to wata między grzałkami bardzo szybko robi się "brudna" - no zanieczyszczona, bardzo szybko zaczyna się psuć smak. Wg mnie dzieje się tak dlatego że duża część tak przez nas pożądanego gotowego "dmyku" zamiast trafić do płuc trafia właśnie na tę watę, która robi chcąc nie chcąc za filtr, jednocześnie ograniczając dopływ powietrza do grzałki co wyraźnie negatywnie wpływa na jej skuteczność. Innymi słowy bez waty w środku pomiędzy grzałkami cała konstrukcja dymi dużo lepiej ale co z tego skoro nie da się tego palić?

Zastanawiałem się jak to jest że jest w necie jednak tyle osób które wolą ten parownik od Kajtka? Wg mnie by parownik ten miał szanse działać prawidłwo potrzebne jest zupełnie inne mocowanie. Dlaczego nie zrobili tak jak w Kayfunie x 2? Szukałem więc w necie w różnych zakamarkach i natknąłem się przypadkiem na taki oto wynalazek :



no i tutaj mocowanie jest jak potrzeba - widać od razu że nie będzie problemu z drutami zasilającymi a otowory powietrzne wypadną centralnie pod grzałką bez żadnego cudaczenia. Genialne w swojej prostocie wydawać by się mogło :) Ciekawe tylko czy taki "mały" bo raptem podwójny kanał dla płynu wystarczy?

W każdym razie, na dziś jestem bardzo zniechęcony do Foggera i nikomu go nie polecam, mam poczucie że i tak dostał już zbyt wiele szans ciągle mnie rozczarowując.


[edit - dzień później]
trafiłem na fajny tekst opisujacy typowe dla mnie problemy z tym atomizerem oraz pomysł jak temu zaradzić - czyli jak skrócić piny zasilania. Chyba spróbuję - co mam do stracenia?
art. tutaj, swobodnie można przwinąć tekst do obrazków:

http://www.fasttech.com/forums/1670700/t/1266538/review-3-parts-the-fogger-v4-fogging-like-a-fogger

[edit - kolejny dzień]
Jak pisałem powyżej tak też zrobiłem. Wychodząc z założenia że winą za ogólnie zły smak/jakość dymu ponoszą zbyt długie "wąsy" grzałki postanowiłem zmienić nieco wewnętrzną konstrukcję. Pin plusowy (ten krótszy) ucięty został brzeszczotem do metalu - poszło o dziwo dość łatwo i bez żadnych komplikacji. Po ucięciu bez trudu wkręciła się w niego śrubka mocująca drut. Drugi pin - ten dłuższy - nie miał już tyle szczęścia. Po ucięciu okazało się że śrubka "nie chwyta". Nieco go zgniotłem kombinerkami starając się ponownie srubką wyrzeźbić gwint wewnętrzny ale niestety operacja ta się nie powiodła. Pin w ogóle zaczął latać i szbyko okazało się że jest w pełni wykręcalny. Po wykręceniu go bez problemu znalazłem 3 inne srubki które pasowały gwintem (gdyby ktoś się zastanawiał były to śruby z dysku hdd, jakieś od laptopa i inne z tego typu urządzeń które szlajały się w mojej kuwecie z śrubkami). Gwint musi być dość standardowy, podobnie jak i sama średnica otworu. Problemem okazała się natomiast główka śrubki bo niemal wszystkie były zbyt duże by po wkręceniu w podstawkę nie stykały się z biegunem dodatnim. Ostatecznie jedna z śrubek jest niemal na styk - gołym okiem wygląda to tak jakby jednak się stykała. Na szybko przykręciłem luzem kawałek drutu i jasne było że zwracia jednak nie ma. Miałem nawet delikatnie przyszlifować tę głowkę ale koniec końcow po prostu zostawiłem to jak jest wkręcając srube bezpośrednio do samego dołu podstawki. Dzięki temu 2 z 4 doprowadzeń mogłem położyć zupełnie na podstawce - podnosząc je dopiero przy samej grzałce. Tak samo robiło się w przypadku parowników typu mesh - więc bardziej zaawansowani użytkownicy zapewne domyślą się na czym polegała koncepcja.

i tak w oryginale wygląda to tak:

a tak wygląda po modyfikacji:



Na powyższych fotach widać grzałki o średnicy około 2,2 (śrubokręt zegarmistrzowski) -10 zwojów Kanthal D 0,3 oporność w granicy 1 oma. Drut bardzo sztywny, mało plastyczny przez co ciężko go układać. Jest to chyba jednak nieco zbyt duża średnica bo grzałkę ciężko ułożyć tak by nie stykała z pinem plusowym lub obudową komory no ale w zamian do środka wchodzi pokaźna ilość waty. Następnym razem na pewno zrobię je na średnicy 2,0 mm.
A jak się pali? Noo jest na prawde dobrze, duużo dużo lepiej niż było. Tym razem nie upychłem już dodatkowej waty w środek, pomiędzy grzałki. Zobaczymy...

[Edit kolejny dzień]
Zmieniłem grzałkę na mniejszą. Tym razem drut 0,25 również 10 zwojów na grzałkę oporność wyszła 1,2 oma - drut znacznie bardziej miękki, grzałka wyszła nieco mniejsza i węższa, lepiej pasuje nad otwór powietrzny, łatwiej mieści się w kubek, szybciej się rozgrzewa i stygnie. Pale na tym setupie, napięcie małe, zaczynam od 7,5W zobaczymy co będzie dalej. Mam wrażenie że delikatnie jeszcze "bobrzy" ale może to zbyt świeża grzałka - liczę na to że po kilku godzinach nagar na grzałkach pozwoli podnieść także moc i poprawi ogólną jakość chmurki.

[Edit - 4 dni później]
Nic już nie grzebałem przy grzałkach. Zmieniłem natomiast kilkukrotnie watę raz dając jej mniej raz więcej. Obecnie dałem jej bardzo mało i dość luźno. Przy zakręconych prawie całkowicie otworach powietrznych (tak 70-75% mniej w stosunku do pełnej dziury) okropne świstanie podczas zaciągania praktycznie ustało a opór zaciąganego powietrza stał się zbliżony do Kayfuna. Moc obecnie 9,5W wydaje się w sam raz (grzałka wynikowo jest 1,2 oma). Dymek jest słodki i nie drapie choć mogłoby go być więcej. Próby powrotu na Kayfuna kończą się od kilku dni porażką - po prostu przy tym samym płynie którego używam o mocy 12 mg/ml kayfunem nie idzie się napalić, smak i kop jest odczuwalnie mniejszy. Innymi słowy na dziś wole tego zmodyfikowanego Foggera, mimo upierdliwości jakie są z nim związane. Ciągle myślę o zakupie nowego parownika tj. Big Buddah tyle że jest to bardzo szeroki parownik do którego nie mam zasilania :)

[Edit kolejny dzień]
Nie pisałem o tym wcześniej - temat odpowietrzenia. W tym parowniku z uwagi na ilość i wielkość tych kanałów którymi wpływa płyn na watę żeby uniknąć wycieków najlepiej jest watkę włożyć minimalnie - dosłownie odrobinkę rzędu około 1 mm w kanały - nie więcej bo może blokować dopływ płynu. (trzeba także pamiętać o tym by wata w grzałce nie była zbita i by nie była zbyt ciasno). W Kayfunie nigdy tak nie robię, tam po prostu kładę watę na płasko pod kątem 90 stopni i praktycznie nigdy nie mam żadnych wycieków. Tutaj w Foggerze jest o dziwo inaczej i przy tak ułożonej jak w Kayfunie wacie wyciek jest prawie zawsze. Zauważyłem jednak że tak skonstruowany "setup" wymaga odpowietrzenia. Nie wystarczy po prostu zalać i cieszyć się chmurką. Odkryłem to w sumie przypadkiem, testując palenie przy mocno zamkniętych otworach powietrznych a jednocześnie dość mocno ciągnąc powietrze przez ustnik. W pewnym momencie coś się wydarzyło - ciężko to bardzo opisać - spadł przepływ powietrza a pojawiła się słodycz i intensywność - coś "zaskoczyło". Od tej chwili bąbelki zaczeły ładnie wypływać z dolnych otworów niemal po każdym zaciągnięciu. Jestem prawie pewny że oprócz tego że uleciało powietrze nastąpiło coś w rodzaju wyrównania ciśnień. Wydaje mi się że teraz płyn sam pcha się na grzałkę w chwili gdy zostaje z niej odparowany - takie auto uzupełnienie. Obecnie ciągle palę tylko i wyłacznie na Foggerze. Smak i jego intensywność - już się do niego przyzwyczaiłem do tego stopnia, że gdy przesiadam się na Kayfuna zaczynam się zastanawiać co jest nie tak! Przwinąłem nawet nową grzałkę i nabiłem nową watą i poszedłem na długi spacer w miasto i ... wtedy uświadomiłem sobie po prostu że teraz na Kayfunie już nic nie będzie takie jak przed Foggerem. Dym z jednej grzałki nie da takiego efektu jaki potrafią dać dwie dobrze wentylowane grzałki - ot cała filozofia. Apetyt rośnie w miarę jedzenia a człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do lepszego :D
Mój zmodyfikowany Fogger "daje rade" choć muszę przyznać że nie lubię się w nim grzebać. Nadal sądzę że Big Buddah pobije go na głowę i to nie tylko prostotą obsługi i pojemnością. Jeśli więc masz Kayfuna i chcesz/rozważasz zakup Foggera - odradzam, lepiej chwilę poczekać i kupić Buddę.

[Edit kilka dni później]
Jestem zmęczony i znudzony. Rożnego rodzaju problemy techniczne i nie kończące się eksperymenty  z tym parownikiem, sposób w jaki podgrzewa chmurkę (co by nie robić nie jest on tak subtelna, tak delikatna), sposób w jaki trzeba się zaciągać (siła wkładana w to zaciąganie żeby wytworzyć podciśnienie oraz sposób - tj. bardziej bezpośrednio do płuc) - to wszystko sprawia że zatęskniłem po kilku dniach do prostoty życia  e-palacza jakie wiodłem z Kayfunem. Od dwóch dni na powrót palę znowu tylko na nim. W Foggerze używałem płynów o mocy 12 mg, w Kayfunie jest to już 18 mg by "kop" był podobny. Dzięki temu jednym i drugim bez problemu mogę się "napalić" i mimo że chmurka z Kayfuna nie jest tak smaczna/intensywna i że trochę mi tu czegoś brakuje to jest jakby większa (w każdym razie duża) bez jakiegoś specjalnego wysiłku. Fogger póki co leci do szuflady ale nie wykluczam że jeszcze do niego wrócę.

[Edit 11.2014]
Widziałem że na jednym z forów ktoś się wypowiedział, że spieprzyłem setup zbyt wąskim drutem. Cytując całe zdanie: "Przeczytałem link podesłany przez kolegę - IMO - gość spitolił foggera i to konkretnie. Wcale nie trzeba nic modyfikować, pali dużo lepiej od kayfuna - tyle że drut 0,35 lub 0,4 lub 0,5 i jest gitarka - ja sprzedaje głównie dlatego że jednak smakiem nic nie przebije dobrego gienka na meshu"

- Dzięki za uwagę. Może komuś się przyda. Szkoda że kolega nie napisał do mnie wcześniej - chętnie bym sobie to sprawdził, podyskutował... - wtedy.

Nadal nie bardzo widzę ukręcanie do tego dwóch grzałek na drucie 0,35 lub tym bardziej 0,4 a następnie zawijanie ich na tych maleńkich śrubkach bo drut będzie uciekał przy dokręcaniu. Pomijam też kwestie oporności powstałego w ten sposób setupu... 2x6 zwojów drutu 0,35 na 2 mm średnicy (żeby się zmieściło w tej małej komorze) to mi wychodzi że opór finalny wyjdzie około 0,4 oma. Na moim SVD które to wówczas posiadałem nie miało to szans wystartować, teraz gdy posiadam Nemesisa (dla tych co nie wiedzą - mod mechaniczny) zapewne by to ruszyło i kto wie - może nawet dobrze by się paliło?

Teraz... mam Big Drippera (klon) w którym jest znacznie więcej miejsca na grzałki i watę i nie ma takich problemów technicznych z jakimi walczyłem z Foggerem. Ok może to ja jestem ułomny i po prostu mam do niego dwie lewe ręce? W każdym razie ten spieprzony Fogger v4 nie bardzo mnie już interesuje. Ten konkretnie parownik nie budzi dziś we mnie żadnych pozytywnych uczuć i nadal nie zamierzam go nikomu polecać. Jak już ma być coś w tym stylu to może jednak parownik ORCHID V4 - tam drut można grubszy bez większego problemu dokręcić, komora jest ciut większa więc grzałki powinny się łatwiej miescić a i waty więcej wejdzie no i co bardzo przydatne mamy aż cztery piny do montażu grzałek - w Fogerze tylko dwa piny to jakaś pomyłka (teraz dopiero to rozumiem) bo przy dokręcaniu zawsze któraś grzałka ucieka na boki.

Czekam na Wasze pomysły i setupy, może macie jakiś inny "złoty środek" ?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Kayfun lite EHPRO (klon)

Nabyłem już jakiś czas temu ale z braku czasu za pisanie biorę się dopiero teraz.

Długo zwlekałem z tym zakupem z kilku powodów. 
Po pierwsze - z finansowych - byłem zadowolonym użytkownikiem Magoo na którego poszło sporo pieniędzy więc wydatek na kolejny (jednak nie taki wcale znowu drogi) atomizer wydawał mi się trochę zbędny. Za każdym razem jak pojawia się jakaś nowinka w pierwszym odruchu od razu bym ją kupił tylko po to by sprawdzić i mieć swój pogląd na ten konkretny model (coś na zasadzie - a nuż bedzie to mój ulubiony?) ale z drugiej strony zaraz włącza mi się czerwona lampka (coś w stylu "aha, nowy gadzet zrobili bo chcą naciągnąć rzeszę ludzi żeby wydali nieco grosza - nie daj się).

Drugą istotną przyczyną która zniechęcała mnie do zakupu były zdjęcia rozbebeszonych co do elementu atomizerów tego typu (Russian, Kyfun, Taifun itd). Na fotkach można zobaczyć wiele uszczelek, śrubek, poszczególne części składowe, ba nawet śrubokręt dołączany często w komplecie. Wygląda to z pozoru dość skomplikowanie i dla mnie odrzucająco bo przecież Magoo składa się w rękach (no może z wyjątkiem użycia nożyczek do przycięcia sznurka na odpowiednią długość). Długo trwałem w przekonaniu "to nie dla mnie - nie chce mi się".

Ostatecznie zdecydowałem się jednak na zakup jednej z tańszych wersji, raz z ciekawości - która wygrała ze zdrowym rozsądkiem a dwa że miałem chwile zwątpienia jeśli chodzi o Magoo (zmęczyłem się testowaniem różnych setup'ów) - bo co bym nie robił zawsze było mi mało. Mało dymu, mało smaku - nie wiem może to działa na zasadzie "apetyt rośnie w miarę jedzenia"? Może po prostu zawsze bedzie mi mało dokąd chmura nie zacznie przypominać kominu w parowozie? :P

Poniżej zdjęcia ze strony www.e-dym.pl zakupionego przeze mnie parownika Kayfun Lite EPHERO (klon):


Warto wspomnieć że konstrukcja przychodzi praktycznie złożona - nie tak jak an powyższym zdjęciu. Nie ma problemu żeby to wszystko skręcić i zalać, wcześniej trzeba jednak oczywiście przygotować grzałkę co jest jednak na prawdę bardzo proste!

To jak robię do tego atomizera grzałki to kolejny "temat rzeka" - postaram się o tym napisać w kolejnym poście.

Ok. Czas na małe podsumowanie plusów i minusów tego parownika.

Plusy jakie widzę:
- duża smaczna chmura
- duży zbiornik na płyn, nawet jak się pali bardzo dużo, spokojnie wystarcza na cały dzień
- prosta, szczelna, modułowa konstrukcja 
- bardzo skuteczny system podawania płynu pod grzałkę (kolejny długi temat)
- wymienne dripy
- bardzo prosta i skuteczna konstrukcja umożliwiająca montowanie własnych grzałek. To na prawdę jest ogromna zaleta atomizerów tego typu w ogóle. Jeśli używa się waty zamiast sznurka to bez problemu po kilku dniach można starą watę wymienić na nową bez potrzeby dotykania się do zwojów grzałki (jedynie przepalenie). W żadnym innym znanym mi parowniku nie da się tak szybko i łatwo zreanimować zespołu grzewczego.
- nigdy nie odnotowałem wycieków na pin plusowy (jeden wyciek przez otwór powietrzny jak sądzę z winy nadmiaru waty w komorze grzałki)
- na rynku jest też cała gama dodatkowego asortymentu tj. wymienne uszczelki, zbiorniki, poszczególne elementy z przeźroczystego tworzywa a także różne modyfikacje pozwalające skrócić wysokość samego atomizera albo elementy pozwalające skrócić zestaw w niektórych modach i to wszystko można kupić u nas, nie na jakiś zachodnich stronach.

Kayfun spare tank
zdjęcia pochodzą ze strony www.e-dym.pl


Minusy:
- zbyt duży otwór powietrzny - subiektywne odczucie, zbyt duży przeciąg przekłada się na krótkie zaciągnięcie (szybko kończy się oddech) i w konsekwencji jest intensywna (gęsta/biała) chmura i bardziej płaski smak. Póki co radzę sobie z tym w ten sposób że połowę otworu zaklejam taśmą przeźroczystą - mało elegancko ale skutecznie. Chętnie posłucham jak inni radzą sobie z tym problemem jeśli w ogóle go mają.
- drip - to wg mnie najgorszy element tego konkretnie atomizera. Teoretycznie jest wymienny (510?) ale to nie do końca prawda, bo żaden z moich dripów typu 510 nie pasował - ten jest nieco węższy. Fabryczny drip ma także zdecydowanie zbyt duże luzy i wg mnie zbyt mały otwór w górnej części przez co szybko zbierają się w nim skropliny i kilka razy dziennie zdarzało mi się ich napić. Problem skroplin całkowicie zniknął gdy użyłem innego ustnika o stosunkowo dużym otworze. Ustnik dobierałem na miejscu w sklepie bo kupując w necie nie ma żadnej pewności że będzie pasował a nie chciałem się bawić w ręczne dostosowywanie jego średnicy do otworu.

ustnik "kolorowy" z e-dym.pl (kilkanaście zł)

- w mojej opinii konieczność tankowania przez dolny otwór który zamykany jest śrubką. Część osób twierdzi że z powodzeniem można go tankować odkręcając górny cap - nie mam zdania na ten temat jeszcze ale jakoś sobie tego nie wyobrażam bo odkręcając górny cap odkręca mi się także komin komory grzałki. W każdym razie, jest to trochę uciążliwe, trzeba też zawsze mieć ze sobą jakiś (choćby ten malutki z zestawu) śrubokręt.
- mało atrakcyjny wygląd (opinia znowu subiektywna, moim zdaniem Magoo jest o niebo ładniejszy - bardziej "elegancki")

Na koniec chciałem dodać, że na obecną chwilę używam już tylko Kayfuna i nie sądzę bym wrócił jeszcze do któregoś z poprzednich posiadanych przeze mnie parowników, nawet do Magoo którego jeszcze nie tak dawno tak zachwalałem.

Poniżej kilka moich fotek.





wyraźnie większy niż w oryginalnym ustniku otwór
a tak wygląda ustnik po skróceniu (ucięty po zdjęciu "koralików"):

- a jak robić do niego grzałki - opisałem w kolejnym poście - zapraszam.




niedziela, 9 lutego 2014

Innokin SVD body + Magoo

Miałem ostanio problemy ze swoim evic'iem (zaliczył kilka upadków), kolejne klejenia i lutowania nie przynosiły już zadawalających rezultatów nadszedł więc czas na nowy zakup.

Początkowo miałem po prostu kupić nową głowicę bo przecież kubek baterii i sama bateria jest sprawna a sam evic jako taki zacnym modem jest i w zasadzie nie mam do niego żadnych pretensji - oprócz może tego właśnie że jest miejscami plastikowy a przez to dość jednak delikatny.

Swojego evica kupiłem rok temu - właściwie to zakupiliśmy z kumplami trzy sztuki w tym samym czasie i okazuje się że po roku każdy jest w opłakanym stanie, po kilku klejeniach i lutowaniach, każdy ma pękniętą osłonę wyświetlacza (ale oprócz tego sama elektronika w pełni sprawna).

Postanowiłem więc dać szansę innemu modzikowi - szukałem czegoś co ma jak evic ładowanie z body. Nie miałem ładowarki i nie chce mi się co wieczór wyciągać baterii tylko po to by ją naładować i rano składać do kupy w całość. Ku mojemu rozczarowaniu okazało się jednak że takich modów po prostu nie ma. Tutaj evic okazuje się bezkonkurencyjny (ja przynajmniej nic takiego nie znalazłem, jeśli wiesz o istnieniu takiego moda, proszę zostaw komentarz).

Ostatecznie zdecydowałem się więc na body Innokin SVD - z kilku powodów. Po pierwsze, konstrukcja zwyczajnie mi się podobała optycznie (troche taki stempunkowy design), stalowe body jest dość ciężkie, eleganckie i pewnie leży w dłoni. Elementy są bardzo dobrze spasowane, nie ma luzów, nic nie klekocze a samo urządzenie po prostu aż miło potrzymać w dłoni. Wraz z parownikiem Magoo (który jak pisałem w poprzednich postach jest obecnie jedynym parownikiem którego używam) prezentuje się wg mnie doskonale.

Zestawu używam już około miesiąca czasu. To co mogę o nim powiedzieć w skrócie w porównaniu do evica:

+ za wygląd
+ za wykonanie i spasowanie, mam nadzieję że także trwałość
+ za materiał z którego jest zrobiony 

- za przycisk który nie działa precyzyjnie, często nie kontaktuje (tego problemu nie znałem w evicu)
- za konieczność stosowania zewnętrznej ładowarki
- za długość (zestaw jest znacznie dłuższy niż evic+magoo) przez co mniej poręczny
- za dość prymitywny wyświetlacz (znowu w porównaniu do evica)
- za duży skok regulacji w trypie watów (skok 0,5 W)

powyższe "minusy" to jednak "pierdoły" które nie mają większego znaczenia podczas codziennego użytkowania. Mimo że evic jest mniejszy, i potrafi więcej to i tak z tych dwóch modów jednak wolę SVD.

Poniżej nieco fotek.













czwartek, 31 października 2013

Magoo

To mój ostatni nabytek jeśli chodzi o atomizery.





Magoo na Evicu

Obecnie gdy piszę ten tekst używam grzałki (pojedynczej) zrobionej z  4,5 cm drutu o średnicy 0,20 mm na skręconym na krzyż sznurku fabrycznym 2,5 mm. 

W necie w sumie nie brakuje opisów tego atomizera więc ja nie będę się tu rozpisywał z ilu to części się składa, jakie ma średnice i długości itp techniczne detale. Skupie się raczej na własnych odczuciach z użytkowania tego kolosa.

No własnie, to co można o nim powiedzieć w pierwszej kolejności to to że jest ogromny, odpowiednio też waży :D Z początku to może wydać się wadą ale ja bardzo szybko do tego przywykłem i teraz po jakiś trzech tygodniach użytkowania (a może to już miesiąc? -  nie chce mi się szukać paragonu) każdy inny atomizer nawet moja dotąd ukochana Vivi Nova wydaje się zwyczajnie tandetny, taki "obrzydliwie plastikowy" i lekki. W takim komplecie środek wagi faktycznie wypada w połowie długości (mniej więcej) dzięki czemu nie mam już wrażenia uciekania z ręki baterii. 

Niektórzy twierdzą że napisy na tym parowniku są tandetne i obciachowe, moim zdaniem nie są nachalne i nie szpecą. W ogóle jeśli chodzi o wygląd, jakość wykonania i spasowania elementów to jest to konstrukcja na bardzo wysokim poziomie. Znacie to uczucie kiedy zwyczajnie przyjemnie jest obcować z jakimś przedmiotem? Ja analogicznie czuję się gdy mam w dłoni któryś ze swoich zegarków - też są duże, ciężkie, na swój sposób eleganckie i co ważne niezawodne.

Niezawodny jest też Magoo. Nie cieknie - na sznurku 2,5 mm (fabrycznie dołączonym) i nawet w 80% odkręconym kominie atomizer nie przepuszcza dosłownie nic. Nigdy nie zdarzyło mi się poczuć choćby małej kropli liquidu w ustach i to jest wielki sukces tej konstrukcji bo czy Vivi czy iClear30 czy jakikolwiek inny dolnogrzałkowiec (na mam na myśli Kanger Pro Tank) - każdy z nich potrafi jednak "poczęstować" kroplą od czasu do czasu w najmniej spodziewanym momencie :P
(edit: Magoo potrafi ciec jeśli grzałka zbudowana jest ze sznurka 2 mm - nie polecam)

Regulacja ilości podawania płynu na grzałkę - można powiedzieć że jest podwójna. Do jednej dostęp jest tylko podczas składania urządzenia. Tę regulację zawsze ustawiam na maksymalny przepływ (bez blokowania). Regulacja zewnętrzna, dostępna dla użytkownika w każdej chwili odbywa się za pomocą "komina" albo jak kto woli ustnika. Kręcąc nim powiększamy lub pomniejszamy szczelinę jaką liguid dostaje się na sznurki. Zakres jest bardzo duży - tzn że daje się to zmieniać w małych krokach i rzeczywiście dopasować do gęstości płynu, mocy, czy aktualnych preferencji smakowo-mocowych. Co to znaczy? - np chcę więcej "kopa" - odkręcam mocniej komin, podbijam napięcie, a jeśli jest zbyt "ostro" a smak gdzieś w tym wszystkim ginie wykonuję odwrotną operację. Ten mechanizm regulacji jest tak doskonały, że nie wyobrażam sobie by za chwilę większość parowników nie miała rozwiązana tego podobnie :) - zobaczymy.

Regulacja powietrza - ja nie używam. Mam to zawsze otwarte na maks, bo nie smakuje mi taki zdławiony dymek - jest jakiś inny. Oprócz tego wydaje mi się że nawet przy całkowicie otwartym dolocie powietrza i tak opór jest w sam raz a dla wielu pewnie będzie nadal zbyt duży. W sumie, nic nie stoi na przeszkodzie by w podstawie dowiercić sobie jeszcze jedną czy dwie dziurki, jak będzie zbyt duży przeciąg to wtedy faktycznie można sobie przecież pierścieniem skręcić. Pierścień od regulacji powietrza chodzi jednak zbyt luźno, bardzo łatwo jest go przestawić gdy nie jest zaklinowany w pozycji całkowitego otwarcia. Sądzę że ten problem można łatwo rozwiązać dokładając czegoś na gwint pomiędzy pierścieniem a podstawą atomizera, ale jak mówiłem, ja tego w ogóle nie używam, więc też nie kombinowałem bo i po co.

Pojemność tego czegoś wynosi 3,5 ml (sprawdzone strzykawką), co mi wystarcza na 24 godziny. Dziwne, bo przy Vivi schodziło w takim czasie około 4-5 ml płynu choć tam pomiar był bardziej na podstawie ubytku płynu z butelki na przestrzeni czasu (dni) no i Vivi musiałem jednak tankować dwa razy dziennie minimum. W Vivi grzałkę przepalałem i myłem co 3-4 dni bo po takim czasie zaczynały mi dokuczać obce posmaki. Tutaj grzałka wytrzymuje znacznie dłużej, Pale już prawie dwa tygodnie jedną grzałkę i nie mam z nią żadnego problemu.

Zastanawia mnie też jak to się dzieje że grzałka nie brudzi płynu w clearku. Przy Vivi po 2-3 dniach kolor płynu robił się wyraźnie ciemniejszy niezależnie od tego co paliłem, tutaj tego nie obserwuję (jak dotąd). W jakiś sposób konstrukcja zapobiega swobodnemu przepływowi płynu z grzałki do otoczenia (?) tak jakby ruch płynu odbywał się wyłącznie w jednym kierunku - być może to kwestia podciśnienia wewnętrznego i długich koryt dla sznurków? - Nie wiem, w każdym razie jest lepiej niż w konkurencyjnych konstrukcjach.

Co bym ewentualnie poprawił w tym urządzeniu? 
Brakuje mi trochę możliwości zmiany ustnika - ten tutaj jest dość gruby i ja musiałem się do niego przyzwyczaić co zajęło mi jakieś trzy dni bo jednak byłem bardzo przywiązany do tego który wybrałem sobie do Vivi  a który to był w kształcie wazy i miał mniejszą średnicę otworu - to też wpływa nieco na smak)
Co jeszcze? - Nie wiem chyba nie wiele. Pewnie że wolałbym żeby to był górnogrzałkowiec - może powstanie coś do tego atomizera podobnego to nabędę. 
Drażni mnie też trochę zabawa z drutami srebrnymi (Edit: od chwili pojawienia się gotowych grzałek nichrome ten problem już nie istnieje) ale cóż, taka cena za własną grzałkę, Magoo czy inny problem ten sam.

[EDIT 2014-04-03] Jest coś fajniejszego :) Zapraszam do czytania postu.

moja pierwsza podwójna grzałka

Zanim przeczytasz tego posta miej świadomość, 

Zrobiłem swoją pierwszą w życiu podwójną grzałkę. Zastosowałem drut Nikrothal80 o średnicy 0,16 mm bo taki akurat posiadałem z wyjątkiem dużo grubszych drutów. Nie znam dokładnie specyfikacji tego drutu ale jego oporność zapewne wynosi coś około 50 om/m (znam oporność nieco grubszego i nieco cieńszego drutu). Z tym założeniem wyliczyłem sobie, że potrzebuję 2 grzałek zrobionych z drutu o długości około 8 cm i takie też odciąłem kawałki. 

Z tej długości trochę straciłem na połączeniach z drutem srebrnym, zakładam że maksymalnie po 0,5 cm z każdej strony. Tu muszę przyznać że posiadany przeze mnie drut srebrny 0,3 mm (zakupiony na allegro) bardzo ciężko się łączy z drutem grzewczym a moje doświadczenie w tym temacie jest bardzo małe jeszcze więc... wyszło jak wyszło ale najważniejsze jest to że połączenie było trwałe.

Grzałki nakręciłem na kluczu ampulowym - 1,5 mm. Próbowałem z wykałaczką a także z gwoździami. Niestety te dostępne w Castoramie na wagę mają wymiar 2,2 mm lub 2 mm i oba są zbyt luźne do sznurka który posiadam. Co do sznurka....niby "2 mm" ale realnie to jest to chyba jakieś 1,8 mm.




Złożyłem grzałkę w kubku od atomizera Magoo, po drobnych poprawkach na baterii Evic zniknął komunikat o zwarciu grzałki. 

Wyszła mi oporność 2,4 om więc dokładnie tak jak chciałem ! Trochę mnie to zdziwiło bo spodziewałem się błędu w granicach 0,5-0,7 om. Testy pracy grzałki na sucho pokazały że obie grzałki pracują choć jedna z nich rozgrzewa się szybciej i mocniej od drugiej. - No ok, jak na pierwszą grzałkę, nie jest źle.

Nie wnikając w te różnice postanowiłem zalać grzałkę i zobaczyć jaki będzie efekt.

Niestety.... efekt był mizerny, mimo znacznego przekręcenia napięcia grzałka nie produkowała nawet średnich ilości dymu. Okazało się że gdy sznurki są mokre drut nie jest w stanie rozgrzać się dostatecznie szybko i mocno. Coś tam skwierczy, coś tam leci ale gołym okiem widać że to nie to...

Trochę tego nie rozumiem bo skoro opór całkowity tej konstrukcji wynosi około 2,5 om a moc na baterii ustawiona jest na maks czyli 10W to mimo wszystko spodziewałbym się jednak raczej dobrego rezultatu.

Dlaczego tak się stało? Czyżby drutu było zbyt dużo? Może zwoje były zbyt luźno względem siebie co dodatkowo wydłużało czas nagrzewania? Może sznurek był zbyt mokry? 

Patrząc jak pracuje ta grzałka miałem wrażenie że każda z nich jest przynajmniej o połowę zbyt duża ale przecież nie mogę przy tym drucie zmniejszyć ich długości o połowę bo oporność wynikowa dla dwóch grzałek z długości 4 cm będzie bardzo niska, w granicach 1 om a to oznacza szybsze zużycie prądu w baterii, ograniczoną regulację napięciem.

No nic, wychodzi na to że mam dwie opcje. Albo drut o mniejszej średnicy albo krótszy wymiar grzałki.

EDIT: zapraszam do czytania postu "moja druga podwójna grzałka" gdzie dokładniej opisałem swoje drugie podejście do tego tematu.

EDIT 10.2014.
Od czasu pisania tego postu minęło wiele czasu. Obecnie nie robię już grzałek żadnych w sposób prezentowany powyżej. Robię tylko tzw. microcoils a zamiast sznurka używam tylko waty. Więcej jak robić grzałki tego typu znajdziesz tutaj.

środa, 30 października 2013

moja druga podwójna grzałka

Pierwsza nie udana próba trochę ostudziła mój zapał do robienia samodzielnie podwójnych grzałek, bo przecież za 8 zł można kupić zupełnie przyzwoitą grzałkę do Vivi i cieszyć się prostym wapowaniem. Mimo to jest we mnie coś przez co znajomi twierdzą że jestem czubkiem, jakiś taki zapał do grzebania w tym temacie choć ja sam uważam siebie za zupełnie przeciętnie zakręconego w tym temacie. Ostatecznie na forach roi się od ludzi którzy np sami robią zgrzewarki do drutu oporowego albo próbują samodzielnie wytoczyć swoje wersje parowników :D

W każdym razie, zacząłem od analizy drutów oporowych dostępnych w moim ulubionym sklepie. Jako cel obrałem oporność około 2 om.

W tym celu utworzyłem sobie arkusz kalkulacyjny który po wpisaniu w żółtym polu zadanej długości drutu wylicza przybliżoną oporność dla normalnej (pojedynczej) grzałki oraz dla zespołu grzewczego zbudowanego z dwóch połączonych równolegle grzałek.

Oporność pojedynczej grzałki to po prostu iloczyn oporności jednego cm drutu, przez zadaną długość.

Oporność grzałki podwójnej liczy się ze wzoru:

wzór na wyliczenie oporności


Sam arkusz wygląda to mniej więcej tak:

arkusz oporności drutów - dla grzałek pojedynczych i podwójnych 

Pamiętając poprzednie doświadczenia ze zbyt dużą jak mi się wydawało ilością zwojów na sznurku przy drucie 8 cm postanowiłem zmniejszyć ich ilość czyli potrzebowałem krótszych odcinków drutu. Z doświadczeń poprzednich wiedziałem że 2,5 cm to około 3 zwojów na sznurku 2mm, czyli jeśli chodzi o ilość zwojów może być mało ale dodatkowo był problem z dobraniem drutu o tak dużej rezystancji. 

Z arkusza wyszło mi że 4 cm odcinek w przypadku drutu Kanthal D o średnicy 0,12 na podwójnej grzałce da orientacyjnie 2 omy. Wyciąłem więc druty o długości 4,5 cm, bo te pół cm zarezerwowałem sobie na łączenie z drutem srebrnym (to daje 2,5 mm na każdy koniec drutu). 

Łączenie drutu srebrnego z oporowym to temat rzeka i nadaje się na kilka innyc postów. Ja robie to po swojemu, opis znajdziecie w tym poście.

Drut zawinąłem na kluczu ampulowym (najmniejszym jaki miałem, to jest 1,5 mm), który wygrzebałem ze skrzynki narzędziowej. W ten sposób powstała drobna sprężynka, przez którą po zsunięciu z klucza należało przewlec sznurek, podobnie jak nitkę przez oczko igły. Wbrew pozorom, nie jest to wcale takie trudne. Taka metoda tworzenia grzałki pozwala stworzyć bardzo ładną grzałkę o regularnym równym uzwojeniu. Drut nie jest więc ani zbyt daleko sznurka (to wysokie ryzyko bobrzenia) ani też nie ściska go (utrudniony przepływ liquidu, złe nawilżenie grzałki). Sam sznurek wchodzi w tę "sprężynę" z oporem, więc wkładając go trzeba nim obracać w kierunku który zapobiega rozwarstwieniu sznurka.

drut nawinięty na kluczu ampulowym

Ok, złożyłem to wszystko do kupy. Z początku bateria pokazała 3,3 om, ale po ponownym zakręceniu parownika opór wyszedł dokładnie 2,1 om, czyli bardzo blisko założonej wartości, w zasadzie fabryczne grzałki też często wykrywają się z rozbieżnością o 0,1 om w stosunku do deklarowanej :)

kubek atomizera Magoo, po złożeniu

próba na sucho
Próba palenia na sucho wyszła imponująco. Po chwili rozgrzania pojawiał się nawet ogień, podobnie jak zapłon w zapalniczce żarowej :D

No dobra, po złożeniu do kupy, zalałem, odczekałem 3 min i przystąpiłem do testu.

I co? - I jest zdecydowanie lepiej niż za pierwszym razem, ale dalej to nie jest to. No nic, sprawdzę, może grzałka potrzebuje trochę czasu? 
- Nie bardzo, po 3 godzinach nie jest lepiej... Powiem więcej, na sznurku 2 mm złapałem w moim Magoo wyciek na pin plusowy baterii, siorbanie przy zaciąganiu, czuć przy zaciągnięciu że gdzieś bokiem świszcze powietrze. Prawdę mówiąc już wcześniej na tym sznurku miałem wycieki ale tylko i wyłącznie podczas napełniania parownika, kiedy górny kap jest odkręcony. Tłumaczyłem sobie to brakiem podciśnienia wewnątrz konstrukcji które to podciśnienie zapewnia szczelność układu (z tego co wiem wszystkie dolnogrzałkowce tak własnie działają).

- Wnioski? - muszę zaopatrzyć się w inny sznurek (albo dokładać coś cienkiego do posiadanych). Ten z zestawu był wyraźnie grubszy, nie wiem - to chyba musi być 2,5 mm - w palcach czuć że to inna średnica jest ale na aż 3 mm to nie wygląda...

sznurek od Magoo (z lewej), sznurek 2mm e-dym (z prawej)

EDIT 10.2014.
Od czasu pisania tego postu minęło wiele czasu. Obecnie nie robię już grzałek żadnych w sposób prezentowany powyżej. Robię tylko tzw. microcoils a zamiast sznurka używam tylko waty. Więcej jak robić grzałki tego typu znajdziesz tutaj.