czwartek, 26 marca 2015

Kayfun/Orchid bell cap

Od dawna nosiłem się z zamiarem zakupu "Kayfun bell cap kit"a jako gadzetu do kolekcji - nie ukrywam, że bardzo mi się ten zbiornik podoba :)

Zakupu dokonałem na FT za jakieś mniej niż 5 dolarów (ale są one tez do kupienia w kraju za około 15 zł).

fot. Fasttech - SKU 2033401

W komplecie jest ciekawy ustnik oraz komin do Kayfuna (nie pasuje do Orchida). O samym zestawie nie "bell cap" nie będę się rozpisywał bo i nie bardzo jest nawet o czym. Jak wygląda każdy widzi, ma wyraźnie mniejszą pojemność co jest oczywiście dla mnie wadą.

Jednocześnie z powyższym tankiem zakupiłem sugerowany gdzieś na FT przez kogoś z użytkowników bell capa zestaw ustników. Ustników o tyle fajnych że bardzo szerokich a jednocześnie "niskich". Każdy jest w innym kolorze (z innego materiału) ale wszystkie jednakowe jeśli chodzi o formę.

fot. Fasttech - SKU 2120902

Ustniki pasują idealnie, można sobie dobrać kolor w zależności od koloru moda albo co kto tam lubi.

W każdym razie, ja nie dysponuję krótkim kominem do Orchida a jednocześnie nie bardzo chciałem sam skracać posiadany komin z wersji pełnowymiarowej. Dzięki zastosowaniu powyższego ustnika, komin mimo że dłuższy niż potrzeba wchodzi sobie po prostu w ustnik do wysokości mniej więcej górnej uszczelki tego ustnika. Ani tego komina nie widać ani w niczym to nie przeszkadza tak więc spokojnie mogę to rozwiązanie polecić. Jedyną wadą tego rozwiązania jest fakt, że skropliny z ustnika nie mogą spłynąć do komory grzałek ale mnie osobiście w niczym to nie przeszkadza.

Poniżej nieco zdjęć w porównaniu do Orchida "pełnowymiarowego" z bezbarwnym tankiem.






Kayfun/Orchid bell cap + wspomniane wyżej ustniki

Duży otwór ustnika w który mieści się wystający ponad zbiornik standardowy komin od Orchida






SMPL Mod - klon

Mechaniczny mod SMPL (klon) z mosiądzu bo ten kolor najbardziej lubię - zakupiony również na FT za jakieś 15,5 dolara (nieco ponad 50 zł).

zdjęcie Fasttech - SKU 1927601

Nie byłem pewny którego moda z FT wybrać, jest ich bardzo wiele. Różnią się nie tylko materiałem (stal, mosiądz, miedz) ale także wykończeniem (matowe, na wysoki połysk z lakierem bezbarwnym) ale także np wysokością i konstrukcją przycisku (różne wersje, z i bez magnesów).

Skupiłem się więc na tym co mi się podobało optycznie - miał być mosiężny - a potem zdecydowała wysokość moda - wybrałem ten nieco niższy (różnica o 0,5 cm). Ten tu ma wysokość 78 mm.

Tym razem na paczkę czekałem bardzo długo, bo aż miesiąc (najkrócej dostawa zajęła im 12 dni) no ale cóż - warto było czekać!

Moda tego można opisać w jednym zdaniu - "jest cudowny" z jednym drobnym ale o którym nieco niżej.

Dla tych którzy nie wiedzą, bo zakładam że nie każdy czytający to jest tego świadomy, SMPL mod w przeciwieństwie do większości innych dostępnych na rynku modów mechanicznych nie posiada demontowanego górnego pierścienia/kapa wraz z regulowanym pinem plus. Tutaj pin plusowy parownika styka się bezpośrednio z "główką" baterii. Jest to bardzo dobre rozwiązanie które zmniejsza spadki napięć (odchodzi zbędny element), eliminuje wszelkiego rodzaju braki styków w tym miejscu (konieczność regulacji śrubą pin plus) a także skraca ogólną wysokość zestawu ale ... jednocześnie sprawia, że nie każdy parownik nadaje się do tego moda o czym więcej napisze jeszcze pod koniec.

Pasują do niego tylko i wyłącznie baterie typu 18650 z płaskim pinem ale dla mnie to nie problem bo i tak tylko takie ogniwa posiadam.

Wykonanie jak na klona - perfekcyjne. Zupełnie nie ma się tu do czego doczepić. Przycisk pracuje doskonale (nie ma sprężyny, są magnesy). Skok przycisku to około 1 mm czyli bardzo mało ale w zupełności wystarcza bo przycisk pracuje bardzo elegancko i pewnie - nigdy nie załącza przypadkowo.

Przycisk w całości chowa się w obudowie więc moda można postawić pionowo na stole. Często ludzie na internetach piszą że krawędź przycisku delikatnie wystaje poza obudowę przez co owszem da się moda postawić na stole, ale nie stoi on wówczas stabilnie tylko się chybocze - tutaj ten problem nie występuje - być może jest to kwestia minimalnie dłuższych lub krótszych baterii.

Również nacięcie w przycisku w które wkłada się np monetę żeby ten przycisk dokręcać/wykręcać nie sprawia żadnych problemów. Ponoć różne wersje mają to nacięcie wykonane lepiej lub gorzej, niektórzy skarżą się że jest zbyt płytkie, że jego krawędzie są zbyt gładkie przez co moneta się "omyka" a nacięcie nie spełnia swojej roli. W przypadku powyższego moda problem ten nie występuje.

SMPL mod (clon) + Orchid V4 z bezbarwnym tankiem

Ostatnia kwestia jeśli chodzi o jakość wykonania to spasowanie górnego capa z tuleją baterii. Różne wersje mają to spasowanie wykonane lepiej lub gorzej. Często w klonach jest ono widoczne (co technicznie w niczym nie przeszkadza), ale nie w tym przypadku. Połączenie tych dwóch elementów jest absolutnie niezauważalne, tak jakby to było wykonane z jednego kawałka metalu.

Jednym słowem, cud, miód i orzeszki :)

UWAGA: Mod SMPL ma jednak swój dość indywidualny sposób działania który w pewnych okolicznościach może powodować wielki problem o którym każdy powinien wiedzieć.

Brak pierścienia górnego z pinem do regulacji pomiędzy baterią a parownikiem to wg. mnie największa zaleta tego moda jednak ma to też swoje złe strony. Jeśli do moda przypniemy parownik który posiada swój pin plus na sprężynie to dokręcając przycisk w body (czsem nawet po prostu wciskając przycisk) bardzo łatwo możemy doprowadzić do sytuacji że główka baterii napierając na ten pin spowoduje jego całkowite schowanie w gwincie parownika co jest BARDZO niebezpieczne, bo dochodzi wówczas do zwarcia!

Sam przekonałem się o tym na własnej skórze i było to bardzo nie przyjemne doświadczenie którego nikomu nie życzę. Do moda przypiąłem parownik Nautilus. Ponownie do zwarcia w tym modzie doprowadziłem zapinając do niego parownik Ego-One. Zdecydowanie więc odradzam używanie tego moda ze wszystkimi parowniki które mają pin plus na sprężynie.

W sekundę dosłownie body robi się gorące zwłaszcza w dolnej części. Całe szczęście że poniekąd spodziewałem się  podobnego problemu więc bardzo szybko byłem w stanie rozkręcić poszczególne elementy. Naszczacie nic wielkiego oprócz tego chwilowego przegrzania się nie wydarzyło. Nie wiem natomiast jaki będzie wpływ tego wydarzenia na samą baterię, póki co nie zauważyłem by pracowała gorzej lub krócej, ale prawdopodobnie skróciłem jej znacznie czas życia.

SMPL mod (klon) + ball cap (więcej o bell cap tutaj)
SMPL mod (klon) + Orchid V4


SMPL mod (klon) vs Vapros Nunchaku

SMPL mod (klon) + Ego-One (zły pomysł) w zestawieniu do baterii 18650



W każdym bądź razie, jest to mój ulubiony i jedyny mod mechaniczny którego teraz używam. Zdecydowanie polecam go każdemu.


środa, 18 marca 2015

Vapros Nunchaku + V-Spot lub Ego-One - jako alternatywa dla moda

Po niezbyt udanej próbie uruchomienia Protanka mini na baterii Volish Long zapadła ostatecznie decyzja że moja Pani musi dostać nowego e-papierosa (bardziej ja tak uznałem niż ona faktycznie potrzebowała ale mniejsza o większość). 

Swoją uwagę skupiłem na małych boxach jak iStick 20W, Clopour mini 30W (uwaga te podobno dość często się palą/topią!), zestawie Vapros i paru innych powszechnie znanych parownikach typu Nautilus Mini, Kangertech eMow itp. 

Ponieważ moja Pani nie bardzo potrzebuje dużej i gorącej chmurki - ostatecznie więc zdecydował wygląd. Wybrała Vaprosa Nunchaku w kolorze żółtym.

Co mogę powiedzieć o tym zestawie?

- Regulacja pierścieniem w podstawie baterii nastawia waty (W) a nie jak większość tego typu baterii wolty (V). Oznacza to tyle, że bateria posiada jakąś swoją elektronikę z pomocą której mierzy opór grzałki a następnie wylicza sobie jakie ma podać napięcie na tę grzałkę żeby użytkownik otrzymał to co nastawił - z zakresu 6-18 W.

W teorii brzmi to bardzo fajnie, w praktyce jednak na fabrycznym zestawie działa to bardzo dziwnie, żeby nie powiedzieć, że bardzo źle.

Teoretycznie nastawione 6W (czyli minimum) do fabrycznej grzałki z kompletu o oporności 1,8 oma (do nabycia również grzałki o oporze 1,5 oma) powinno w teorii dać około 3,3 V. W praktyce jednak  podawane jest znacznie wyższe napięcie - nie wiem dokładnie jakie, bo tego nie mierzyłem, ale musi być ono wyższe niż 4,2 bo Vapros na 6W pali mocniej niż mechanik (SMPL) z w pełni naładowaną baterią (4,2 V 35A). Skutek tego jest taki, że już po 2 - 3 zaciągnięciach czuje się bardzo wyraźnie smak palonej waty.
 O k r o p i e ń s t w o. 

Pomyślałem że winna jest grzałka i założyłem drugą z kompletu (też 1,8 oma), tym razem parownik po zalaniu zostawiłem na całą noc. Parownik został zalany płynem z e-dymu Cuban Cigar - to jest 50/50 pg/vg czyli ani jakiś gęsty ani jakiś lejący ot taki standardowy wg mnie. Niestety na tej grzałce objawy były takie same. 

Po całym dniu zabawy urządzeniem, nie tylko przeze mnie ale też przez znajomych, po wymianie płynu na jakiś inny Liqueena (akurat taki stał pod ręką u kolegi) objawy jakby minęły. Dało się palić na 6-7 W, bo przy 10 W mimo rozładowanej do połowy już baterii dalej bobrzyło po drugim czy trzecim zaciągnięciu. 

Poszukiwania pomocy w necie nie przyniosły jednoznacznych wyników. Część osób twierdzi że bateria jest ok (tylko jest taka super hiper, że tak dużo prądu daje i trzeba się "przyzwyczaić"), inni twierdzą że bateria źle wykrywa oporność grzałki i mylnie podaje zbyt duże napięcie (też się ku temu skłaniam). 

Bardzo polecam np lekturę na stronie xavienne.eu gdzie człowiek opisuje ten sam problem.

Trochę się nosiłem z decyzją co zrobić dalej - testować baterię (jak i czym), składać reklamację czy szukać innego parownika?

Koniec końców, pod namową dobrych ludzi z grupy e-papierosy na FB ostatecznie zdecydowałem się na zakup EGO-ONE jako parownika zamiast V-Spota i była to bardzo dobra decyzja. Parownik kosztował z wysyłką 68 zł.

Uważam że jest to bardzo dobra cena w zamian za to co otrzymujemy. Atomizer ten jest doskonale wykonany, ma bajecznie działającą regulację powietrza (chodzi dość ciężko i samo nic się nie przestawia) i co najważniejsze parownik działa idealnie tak na 6W jak i na 10W i dalej w gorę (oczywiście wraz ze wzrostem mocy trzeba powiększać otwór powietrzny bo robi się zbyt gorąco choć to pewnie znowu subiektywne odczucie). Dymi bardzo dobrze, smak oddaje rewelacyjnie. Jeśli chodzi o smak to nie wiem czy nie jest to najlepszy parownik z jakim przyszło mi się mierzyć, jeśli zaś chodzi o ilość chmurki to wolę jednak swój ulubiony setup na Orchidzie ale na prawdę jest nieźle, wg mnie dużo fajniejszy parownik niż jakiś Nautilus czy Atlantis. Ego-One podobał mi się do tego stopnia że chyba skuszę się na zakup jego większego brata - tzn. parownika o nazwie Delta II (niestety ten nie jest już tak tani, ale w zamian oferuje oprócz ciekawych grzałek fabrycznych także bazę do robienia własnych grzałek - co jest w ostatnich czasach dość popularnym rozwiązaniem).

Zarówno V-Spot jak i Ego-One zalewa się dokładnie tak samo, od dołu (co nie stanowi najmniejszego problemu) i to jest bardzo fajne rozwiązanie, nie trzeba mieć przy sobie żadnych narzędzi żeby je napełnić.

To co mnie osobiście bardzo się w V-Spocie nie podobało to szklany ustnik. Jak widać na zdjęciach bardzo szybko pokrywa się on skroplinami liquidu. Skropliny te nie same sobie nie odparowywują - nawet po całej nocy a wygląda to wg mnie bardzo kiepsko. Sam ustnik ma dobrze wyczuwalne luzy ale to nie jest coś co bardzo mi przeszkadzało - do tego się już przyzwyczaiłem bo problem ten dotyczy wielu różnych parowników ale skoro już o tym mowa to nie dotyczy on np Ego-One.

V-Spot poszedł więc do szuflady z której już się nie wygrzebał. Na codzień zestaw pracuje w przedziale nastaw  8-10W - ale jak mówiłem wyżej, nie wierzę że jest to 8-10W co mam nadzieję uda mi się potwierdzić w jakimś skończonym czasie bo w planach mam zakup jakiegoś 50W elektronika na dwie baterie 18650.

Zestaw posiadam jakieś trzy tygodnie. W tym czasie zaliczył jeden poważny upadek. Ego-One wyszedł z niego o dziwo bez szwanku (w środku jest szklany zbiornik) natomiast bateria Vapros w górnej części "rozlazła" się co często się zdarza w bateriach typu Ego ale bez problemów udało się to doprowadzić do stanu sprzed upadku.

Na koniec chciałem się tylko podzielić pewną refleksją. Bateria ta do tanich nie należy (około 130 zł). Owszem jest lekka i nie jest bardzo gruba ale jednak jest to w sumie bardzo duży zestaw. Jeśli to ja miałbym używać tego parownika (Ego-One lub czegoś równie małego) i wychodzić z nim na miasto, zapewne nabyłbym do niego iStick 20W a nie Vaprosa - jest on poręczniejszy i ma lepszą regulacje a z tego co wiem bez problemu można w nim także wymienić ogniwo (kwestia przelutowania dwóch kabli do standardowego ogniwa 18650) więc urządzenie nie trafi do kosza za rok czy dwa gdy akumulator wewnętrzny straci sprawność.

Poniżej nieco zdjęć omawianego sprzętu. Dla porównania wymiarów na zdjęciach widać też SMPL z parownikiem Orchid V4 (mój obecnie ulubiony zestaw do chmurzenia).



Ego-One z wkręconym czarnym pierścieniem od Vaprosa (konwersja gwintów)


SMPL+Orchid vs Vapros+V-Spot






czwartek, 19 lutego 2015

Kangertech Mini Protank 3

Kilka dni temu zakupiłem dla swojej lubej kolejny parownik - Mini Protank 3.

Parownik kosztował poniżej 20 zł (e-dym), ma szklany zbiornik i prezentuje się bardzo ładnie. Dodatkową zachętą dla mnie do zakupu był fakt że w komplecie była już jedna 1,5 ohm'owa grzałka "nowego typu". Mowa tutaj o grzałce "upgraded dual coil" (zdaje się już 4 wersja). Od poprzednich wersji już na pierwszy rzut oka różni się tym, że nie widać żadnych sznurków. We wnętrzu zastosowano watę która prowadzi liquid na sznurek ceramiczny. Konstrukcyjnie wygląda to bardzo podobnie jak np grzałki do Aspire Nautilus.

grzałka "Kangertech dual coil w ofercie sklepu Peleon 


Pomyślałem sobie, że fabryczna podwójna grzałka w najnowszej technologii musi sprawować się lepiej niż przestarzała już konstrukcja grzałki Volimizera V2.

Podłączyłem więc zestaw do baterii Volish Long 1100 mAh (3,6V) bo taka jest używana obecnie z Volimizerem V2 i ...
- I dupa. Ilość chmury i smak - bardzo źle. Dopiero gdy mocno się grzałkę rozgrzało zaczęła jako tako pracować ale nadal zdecydowanie poniżej oczekiwań i nadal gorzej niż Volish'owa wyeksploatowana już grzałka - no dramat. 

Kangertech Protank Mini 3 vs Volish Volimizer V2



bateria Volish Long + Kangertech Protank Mini 3
Założyłem, że problem leżał w baterii bo przecież te same grzałki montowane są obecnie do bardzo chwalonych parowników takich jak Aerotank, GeniTank czy Mow.

Zakręciłem wiec parownik na baterii Aspire CF VV 1600 mAh. Różnica była znaczna oczywiście na korzyść baterii Aspire. 

Następnie nakręciłem parownik na baterię Vapros Nunchaku 2000 mAh.
Różnica była jeszcze większa (na korzyść baterii Vapros) - tzn. dało się wyraźnie odczuć która bateria jest mocniejsza a która jest słabsza. Bez problemów dało się palić już od nastawienia 8W.

Wnioski:

  1. Bateria Volish która wg danych producenta daje 3,6 V (w pełni naładowana) przy grzałce o tej oporności powinna dać moc = 8,6 W - tak w teorii. W praktyce jednak te 8 z hakiem watów z Volishowej baterii nijak się ma do 8W z baterii Nunchaku - pytanie brzmi dlaczego?
  2. Co by na tych bateriach nie było napisane - ja już teraz wiem że Vapros Nunchaku pracuje skuteczniej niż Aspire CF oczywiście porównując te same nastawienia. W Nunchaku ustawienie 8W powinno odpowiadać nastawieniu 4V na Aspire - no tak czy nie? Znowu jest to dla mnie dziwne, bo przecież nie powinno być tutaj żadnych odczuwalnych różnic a jednak są one bardzo wyraźne.
  3. Protank Mini 3 pasuje wyłącznie do baterii typu EGO (no może jeszcze do mini boxów typu iStick 20W) z uwagi na swoją średnicę. Oczywiście że można go nakręcić do każdej innej baterii tylko wówczas parownik nie będzie się licował z baterią i będzie to wyglądało raczej głupio. Od biedy można go nakręcić do Spinnera II lub Aspire - ale mnie osobiście to nie urządza, do tych baterii lepiej nadają się inne parowniki choćby Aerotank Mow - atomizer na te same grzałki który ma jednak większą pojemność, regulacje przepływu powietrza, idealne licowanie i... 3 krotnie większą cenę :) Wychodzi mi więc na to że parownik ten z różnych względów nie bardzo nadaje się do żadnej z wyżej wymienionych baterii - dla kogo więc został stworzony? - Może dlatego właśnie jego cena jest tak atrakcyjna?
  4. Rozwiązaniem problemu mogła by być pojedyncza grzałka. Niestety tu też jest problem bo okazuje się że nie ma do tego parownika kompatybilnych grzałek typu "single" a szkoda (info od sprzedawców w E-dymie, jeszcze nie zweryfikowane na 100%) .
  5. Jeśli więc chcemy używać tego parownika z baterią typu EGO to niestety nie pozostaje nic innego jak tylko ukręcić grzałkę samodzielnie. Wbrew pozorom nie jest to wcale takie trudne - dla mnie o wiele łatwiejsze niż w przypadku grzałek Aspire Nautilusa. 


Swoją grzałkę zrobiłem z gotowego drutu/grzałki - tzw grzałki Nichrome (kupione dawno temu w e-dymie, na potrzeby kręcenia grzałek do Magoo).

W każdym razie trzeba skorzystać z dość cienkiego drutu 0,12-0,16 (po to by masa grzałki była wynikowo jak najmniejsza i by drut szybko się rozgrzewał także przy niskich napięciach) i nawinąć odpowiednią ilość zwojów na igle tak by osiągnąć oporność około 1,5-1,8 oma - w zależności od tego jaką minimalną oporność "udźwignie" nasza bateria. Potem trzeba to wszystko opatulić watą i złożyć do kupy w kubku po oryginalnej grzałce robiąć typową bardzo teraz popularną grzałkę pionową - tzw. "Vertical coil"

Jak to zrobić pokazuje ten film użytkownika "Bill Bottoms" - polecam :)



Jedna rzecz jeszcze nie daje mi spokoju. Dlaczego tutaj, sprzedają ten parownik z grzałkami starego typu jeśli są nie kompatybilne? Czyżby w sklepie e-dym nie wiedzieli o czym mówią?

Muszę to jeszcze sprawdzić :)

[EDIT 2015-03-04]
Sprawdziłem. Grzałki typu single nie pasują. Między grzałką a kominem robi się przerwa około 2-3 mm. Zapewne można tu wsadzić jakąś dodatkową uszczelkę i bedzie działać ale nie chciało mi się kombinować.
U mnie parownik ten zamieszkał na stałe szufladzie ;P


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Orchid (klon)

Parownik/atomizer Orchid - w świecie roślin orchidea jest jedną z najwdzięczniejszych - posiada przepiękne kwiaty, ma bardzo skromne wymagania - znajduje na całym świecie wielu entuzjastów (heh sam jestem jednym z nich i mam ich w domu całe parapety).

Czy tak samo jest w przypadku tego parownika? - Wg mnie i muszę to stwierdzić z całą stanowczością - tak!

Orchid z Fasttech


Orchid w linii prostej wywodzi się z Kayfuna. Można by rzec że jest to taki Kayfun w którym powiększono kilka rzeczy głównie po to by można było zamontować dwie grzałki. Od strony technicznej jest to w zasadzie to samo - ale na tym podobieństwa się kończą bo "pali" się to jednak zupełnie inaczej a porównanie to wypada zdecydowanie na korzyść Orchida.

W porównaniu do "Kajtka" ma on dwa otwory powietrzne - po jednym dla każdej z grzałek - które są znacznie poszerzone - czy dostatecznie to sprawa jak zwykle dyskusyjna - mnie osobiście ich rozmiar wystarczy i absolutnie nie brakuje mi tutaj braku regulacji przepływu.

Podobnie jest z kanałami którymi płynie płyn na grzałki - jest ich dwa razy więcej czyli cztery i są one znacznie szersze.

Także dek na którym montujemy grzałki jest trochę szerszy. Twórcy parownika musieli go nieco powiększyć - tak by swobodnie zmieściły się tam dwie dość duże grzałki. Sam zbiornik jest dokładnie takich samych wymiarów - szeroki na 23 mm - standard. Nie sprawdzałem tego ale jestem prawie pewny że jest to dokładnie ten sam komplet trzech pierścieni co w Kayfunie - oczywiście dek i górny cap są już nieco inne.

Szerszy dek montażowy oznacza także szerszy komin który zakrywa grzałki i oddziela je od płynu. Szczelina pomiędzy tym kominem a wewnętrzną ścianą zbiornika jest przez to bardzo mała - na tyle mała że płyn 50/50 GP/VG z pewnym oporem przemieszcza się w zbiorniku - jest to szczególnie zauważalne podczas napełniania - problem zgłaszany przez wiele osób. Zjawisko potęguje chybiona wg mnie konstrukcja komina. Nie wiedzieć czemu - może chcieli być oryginalni a może chcieli odzyskać ciut miejsca na liquid - projektanci parownika postanowili że komin będzie po pierwsze jednoczęściowy (a nie jak w Kayfunie dwuczęściowy - rozkręcany) a po drugie z kątem prostym w miejscu łączenia elementów o różnej średnicy. Przy napełnianiu - gdy parownik jest do góry nogami, w tym miejscu zbiera się powietrze, tworząc duży bąbel - taką poduszkę powietrza na której zatrzymuje się cały lany z góry płyn. Oczywiście problem jest tym większy im gęstszy jest płyn ale czy to jest rzeczywiście jakiś problem? - Wg mnie nie, wystarczy przechylić parownik podczas napełniania - albo używać butelek z igłą, żeby dostarczać płyn możliwie nisko i tyle. Bardziej irytuje mnie brak możliwości rozkręcenia tego komina - w celach diagnostycznych albo żeby coś delikatnie poprawić - no trudno - może któraś kolejna wersja to zmieni albo pewnie na rynku pojawią się zamienniki kominów.

To o czym trzeba wspomnieć a co ma ogromne znaczenie jest ilość pinów montażowych. Chodzi o to że dla każdej "nóżki" grzałki przewidziano jej własne miejsce montażowe i śrubę. To olbrzymie ułatwienie bo w wielu parownikach dwu grzałkowych tych pinów jest zaledwie dwa lub trzy a to oznacza że przy dokręcaniu śruby trzeba pilnować więcej niż jednej grzałki na raz. Pamiętam jaką upierdliwością było kręcenie grzałek na Foggerze v4 (po fotach w necie widzę że dopiero w wersji 6 Fogger doczekał się rozwiązania bliźniaczo podobnego jak w Orchidzie).

Orchid - jak robić grzałki?

Jeśli chodzi o kręcenie grzałek to wydaje mi się że są dwie podstawowe metody.

Pierwsza to klasyczna, czyli tak samo jak robiło się to w Kayfunie - typowy microcoil/macrocoil tyle że zamiast jednej grzałki robimy dwie. Watę stosunkowo lekko zbitą przewijam przez grzałki i tyle. Z uwagi na bardzo duże kanały dla płynu ja osobiście zawsze wpuszczam w nie odrobinę waty (dosłownie około 1 mm w głąb - luźno watki daję) - zaznaczam, że nigdy nie robiłem tego w Kayfunie - tam wata była na płasko na kanał, ale tutaj bez tego zabiegu często mam wycieki z otworów powietrznych.  Dzięki temu jest też znacznie mniejsza szansa na to, że podczas nakręcania komina wata się przemieści. Jak wspomniałem wyżej - komina nie da się rozkręcić więc nie można sprawdzić czy przy zakręcaniu wata się nie poruszyła i nie odsłoniła całkowicie któregoś z kanałów - a w takiej sytuacji wyciek jest bardzo prawdopodobny.

W internecie często można spotkać osoby które skarżą się że Orchid cieknie. Nie wiem - może jeśli używa się płynu bardzo lejącego np w proporcji PG/VG 20/80 takie rzeczy mogą się dziać - ale wydaje mi się że jest to tylko i wyłącznie wina złego "setupu" - no chyba że ktoś ma uszkodzone uszczelki i zbiornik nie trzyma ciśnienia.

W Kayfunie moją preferowaną średnicą grzałek było 2,2-2,5 mm. Tutaj zdecydowanie wolę średnicę 3 mm. Wg mnie taka konstrukcja nie ma żadnych wad, ma natomiast kilka zalet:

  • Po pierwsze, grzałka jest węższa - otwór powietrzny pokrywa ją w 80% - innymi słowy, bardzo mały odcinek grzałki nie jest w bezpośrednim strumieniu powietrza lecącego z otworów, większa ilość waty pozostaje poza grzałką i nie jest przez nią "duszona"
  • Po drugie, grzałka ma bardzo duży bufor liquidu między drutami (także obok), dzięki czemu znacznie trudniej jest doprowadzić ją do wysuszenia w porównaniu do średnicy typu 2 mm. Oczywiście większa średnica grzałki oznacza dla mnie zawsze mniejszą liczbę zwojów - tak by finalnie opór i ilość drutu do rozgrzania była porównywalna.
  • Po trzecie wreszcie, dzięki tak dużej szerokości znacznie łatwiej jest przez grzałkę przewlec watę a po bokach grzałki zostaje jej bardzo dużo dzięki czemu grzałka z watą wypełnia nam idealnie praktycznie cały dek.

Odnośnie waty skoro już o tym zacząłem...
Ostatnio używam tylko bawełny japońskiej "MUJI" - nie dlatego ze jest jakaś o wiele lepsza od zwykłej waty tylko dlatego że znacznie łatwiej się ją obrabia, łatwiej o powtarzalność. Wycinam na oko pasek o szerokości 3 mm, potem stosuję sztuczkę podpatrzoną u kogoś na Youtube (chętnie bym go tu oficjalnie wspomniał ale nie pamiętam już kto to był, obiecuję ze jak go znowu trafię to zamieszczę tu link). Sztuczka polega na tym by złapać za oba końce tego odciętego odcinka a następnie skręcać delikatnie w palcach w przeciwnych kierunkach. Gdy to robimy, wata skręca się i rozkręca, końcówki się ugniatają (to one będą wkładane w "oczko" grzałki) a wata pomiędzy - na całej długości - robi się bardzo puszysta. Wystarczy przeciąć potem na pół i przewinąć grzałki a następnie obciąć nadmiar waty. Ja staram się obcinać dokładnie do szerokości deku montażowego. Bezpośrednio po obcięciu zawsze mam wrażenie że "tym razem przesadziłem" - tak mało jej tam zostaje ale nigdy nie jest źle. Wiem że część osób obcina na szerokość całego zbiornika ale wg mnie nadmiar waty wewnątrz komina robi więcej złego niż dobrego a poza tym potem jest jakaś mordęga żeby to złożyć do kupy. W ogóle z moich doświadczeń z Orchidem (i nie tylko) wynika że za płaski smak prawie zawsze odpowiada zły transport liquidu na druty - czyli albo zbyt dużo waty wewnątrz pomiędzy zwojami, albo wokół niej, albo zbyt zapchane kanały. Gdy waty jest zbyt dużo zamiast transportować płyn zwyczajnie go blokuje. To nie jest tak, że trzeba zrobić 20 grzałek zanim się uda. Jeśli nie przesadzi się z ilością waty - tak by po przewinięciu dawała się ona z lekkim oporem przesuwać między zwojami, nie zbije waty z boków i wpuści jej nieco w kanały to praktycznie nie ma takiej możliwości żeby było źle. Może być tylko dobrze lub lepiej. Swojego Orchida używam od około miesiąca. Wycieki (zresztą drobne - początkowo myślałem  że to może skropliny z ustnika wracają do otworów powietrznych) tylko wtedy gdy w ogóle nie wkładałem waty w kanały.

Orchid - wstępnie złożone grzałki po przewinięciu watą - drut Kanthal 0,4 @ 3mm x 6 zwojów (edit -lepiej zrobić 5 zwojów)
w taki sposób obcinam watę by pozbyć się jej nadmiaru
Do produkcji mojej ulubionej obecnie grzałki (no tutaj grzałek) używam tylko drutu Kanthal 0,4 (w ogóle od jakiegoś czasu nie bawię się już w żadne nawet testy na mniejszych średnicach, wręcz odwrotnie, ciekawi mnie jak by było z drutem 0,5). Niby lepszy jest Kanthal w wersji "A" niż "D" (bo wytrzymuje wyższe temperatury) ale czy są to różnice w jakiś sposób odczuwalne dla e-palacza? - Nie potrafię tego stwierdzić ale chyba nie.

Grzałki nawijam bezpośrednio na parowniku. Biorę długi kawałek drutu (czasem całą rolkę) i zaczynam od przykręcenia pierwszego końca do pina plusowego (w dolny otwór środkowego pina), tak by nie trzeba było potem obcinać nadmiaru drutu w tym miejscu. Następnie przykładam specjalnie do tego celu zakupiony gwoźdź (średnica 3 mm) i nawijam 5-6 zwojów. Staram się by zwoje były możliwie blisko siebie, nieco je poprawiam już na tym etapie. Naciągnięty drut - czyli górną końcówkę grzałki zakręcam na śrubie (pod jej "główką"). Trzymając jednocześnie gwoźdź (żeby grzałka nie tańczyła przy skręcaniu), dokręcam wszystko dość mocno. Trzeba uważać by nie przesadzić z przykręcaniem drutów które idą do dziur, bo śruby dokręcające potrafią te druty obcinać i wbrew pozorom wcale nie jest trudno do tego doprowadzić. To między innymi dlatego drugą "nóżkę" grzałki montuję pod główką śruby a nie w otwór pinu, choć tam jest mi także po prostu wygodniej. Następnie wyciągam gwóźdź i zanim jeszcze obetnę nadmiar drutu rozgrzewam grzałkę do czerwoności by z pomocą szczypczyków zbliżyć do siebie zwoje. Po tym jak zwoje są już dość blisko, ponownie wkładam gwoźdź między zwoje, poprawiam je i ostatecznie centruję grzałkę nad otworem powietrznym. Jeśli grzałka jest skręcona zbyt mocno i nie da się jej odpowiednio ustawić - np oddalić od pinów to wówczas luzuję nieco tę drugą śrubę przy której nadal mam nie obcięty drut i ponownie "naciągam" grzałkę na właściwe miejsce pchając za gwoźdź. Gdy grzałka wyląduje tam gdzie chce ponownie dokręcam, a potem obcinam nadmiar drutu. Następnie w ten sam sposób robię kolejną grzałkę.

Jeśli wszystko poszło dobrze, to powinny wyjść dwie niemal identyczne grzałki.
Grzałki po podaniu napięcia powinny się rozgrzewać równomiernie i od środka. Jeśli któraś z nich rozgrzewa się szybciej, albo świeci intensywniej należy się nad tymi grzałkami raz jeszcze pochylić. One muszą pracować możliwie jednakowo!

Co robić gdy jedna z nich nie "świeci" tak dobrze jak druga? Przyczyn może być kilka. Najczęstsze to:
  • grzałka bardziej ściśnięta rozgrzewa się szybciej - po rozgrzaniu trzeba więc ściskać ponownie gorszą grzałkę,
  • grzałką która lepiej przewodzi prąd rozgrzewa się szybciej - sprawdzić czy gorsza grzałka jest dobrze dokręcona do pinów - delikatnie dokręcić gorszą grzałkę,
  • jedna z grzałek ma więcej zwojów niż druga albo ma dłuższe "nóżki". Jest to sytuacja niedopuszczalna bo taka grzałka zawsze będzie rozgrzewać się wolniej z uwagi na większy opór. Policzyć zwoje w gotowej grzałce micro/macrocoil jest bardzo trudno gołym okiem. Ja gdy mam jakieś wątpliwości po prostu robię zdjęcie telefonem a następnie powiększam fotkę, bo lupą nie dysponuję :)

Przy wygrzewaniu grzałek na parowniku trzeba mieć na uwadze izolator pina plusowego. Dwie rozgrzane do czerwoności grzałki bardzo szybko rozgrzewają też korpus parownika a izolator jest z jakiegoś plastiku który dość szybko się od tej temperatury topi, trzeba więc to wszystko robić z głową. Większość osób nawet nie zauważa momentu kiedy doszło do nadtopienia tego elementu.

Gdy grzałki są gotowe, trzeba je przewijam je watą (o czym pisałem powyżej) a następnie obficie je nasączam - tj. jeszcze zanim założę komin. Sprawdzam też czy grzałki pracują zgodnie z oczekiwaniem i dopiero wtedy zakręcam komin. Gdy komin jest na miejscu zaciągam się raz lub dwa razy bezpośrednio z komina - to taki przedsmak który mówi mi o tym co dana grzałka potrafi gdy jest prawidłowo nawilżona. Pozostało już tylko założyć zbiornik i zalać go. Przy zalewaniu - zawsze należy zostawić trochę pustego zbiornika. Ja zwykle napełniam go do górnej krawędzi przeźroczystego pierścienia - czyli tak długo jak długo widzę płyn który wlewam. Jeśli naleje się płynu "pod korek" to w zbiorniku nie będzie miejsca na wytworzenie się podciśnienia i nadmiar tego płynu opuści nasz atomizer gdy tylko postawimy go do pionu - ucieknie pewnie około 0,5 ml płynu i sytuacja się ustabilizuje.

Po zalaniu dobrze jest też zrobić kilka głębszych zaciągnięć bez podawania prądu na grzałki i w zasadzie można już palić choć ja zwykle daje parownikowi jeszcze kilka minut ekstra w spokoju po to by płyn nasączył watę we wszelkich zakamarkach.

Druga popularna metoda robienia tu grzałek polega na zrobieniu ich w układzie pionowym.
Z angielskiego"vertical coils" - pod tym hasłem znajdziecie w sieci więcej. Robi się to tak, że w otwory powietrzne wkłada się pręty i to na nich nawija się grzałki. Grzałki nawija się w ten sposób bardzo łatwo, szybko i wychodzą one bardzo równe. Z tym nie ma żadnego problemu. Trochę gorzej jest z układaniem w okół tych grzałek waty. Trzeba ją owinąć wokół tak by wszystkie druty były tą watą "opatulone".

Orchid - nawijanie grzałki pionowej

Orchid - rozgrzewanie gotowych grzałek



Orchid - gotowa grzałka w układzie pionowym (Vertical Coils)

Jak to wygląda możecie także zobaczyć sobie np tu (to nie są moje fotki): http://imgur.com/a/pp2RZ/

Prawdę mówiąc mam małą wprawę w tego typu konstrukcjach. Moje dotychczasowe próby zakończyły się umiarkowanym sukcesem. Miałem problemy z watą która gdy puchła zapychała wlot lub wylot grzałki co prowadziło wcześniej czy później do wycieków. Miałem tez pewne problemy z dostatecznie dobrym transportem co skutkowało oczywiście płaskim smakiem i wyraźnie gorszą "chmurką" po którymś z kolei zaciągnięciu. Jeśli mam być szczery, to jestem tak bardzo zadowolony z obecnie działających w moim Orchidzie grzałek klasycznych, że trochę odechciało mi się sprawdzać jak może działać "idealny" komplet grzałek pionowych. W każdym razie, nawet pomijając te różne trudności nie zauważyłem by paliło się to jakoś lepiej więc albo ja jeszcze nie umiem tego zrobić jak należy albo jest to po prostu kolejne zawracanie głowy - przerost formy nad treść.

Ok ale jak to się pali na tym Orchidzie?
- Wg mnie SUPER! Dobry setup odwdzięcza się wspaniałą chmurą która jest ciężka, mięsista, ciepła (ale nie jest zbyt gorąca) i słodka. Chmury te powstają w relatywnie krótkim czasie, tj 2-3 sekundy (duży stosunkowo szybki i mocny wdech). Ilość dymu jest tak duża że gdy prowadzę auto muszę dmuchać na boki, bo powstałe kłęby zasłaniają mi kompletnie pole widzenia. Ja nie notuję w tym parowniku żadnych wycieków, żadnych przypaleń itp. Parownik ten jest o wiele jest mniej wymagający niż np Big Dripper którego wcześniej używałem a oferuje na prawdę bardzo przyzwoity poziom palenia na zwykłym mechanicznym modzie. Domyślam się że gdyby podać mu więcej mocy mogło by być tylko jeszcze lepiej :)

Jeśli wcześniej paliło się tylko powszechnie dostępne w sklepach e-papierosy, ewentualnie Kayfuna to chmura z dwugrzałkowca o dużym przeciągu może przytłoczyć. Tzw "kop" i wielkość chmury jest nieporównywalna. Pamiętać jednak należy że parowniki z dużymi otworami powietrznymi żeby pokazały co potrafią należy palić inaczej, tzn zaciągać się głęboko, zdecydowanie i bezpośrednio do płuc - zatem inaczej niż wspomniane wcześniej parowniki z małym przepływem powietrza. Tam zaciągamy się raczej najpierw do ust a dopiero potem do płuc. To jest coś do czego się trzeba przyzwyczaić, trzeba się z tym oswoić. Zwykle potrzeba na to mniej niż jednego dnia, ale pierwsze wrażenia mogą być bardzo negatywne. Kiedy prezentowałem Orchida swoim znajomym mimo że każdy z nich pali "jakieś" powszechnie dostępne e-papierosy każdy z nich po zaciągnięciu zachowywał się tak jakby pierwszy raz w życiu zaciągnął się dymem z papierosa. Kasłali, dusiło ich, patrzyli na mnie z niedowierzaniem i pytali - "jak ty to możesz palić", "o matko jakie to mocne", "zabierz to" itp - a ja nie bardzo rozumiałem jak oni nie mogą. Jeśli obawiasz się że taki dual coil może być dla Ciebie zbyt mocny, zawsze możesz nawinąć 1-2 zwoje więcej (czyli 7-8), zwiększając w ten sposób oporność grzałki i jej bezwładność termiczną ograniczysz także jej moc ale wg mnie  kluczem tutaj i tak pozostanie "siła strumienia" przepływającego przez grzałki powietrza, bo to ono chłodzi ten układ.

Jeden z kolegów nabył swój własny egzemplarz, złożyliśmy go do kupy. Mimo tych pierwszych negatywnych wrażeń - kiedy już prawie chciał mi go oddać - bo przecież "to nie dla niego" przekonałem go by jednak zabrał go ze sobą do domu, sprawdził sobie na spokojnie. Następnego dnia był już odmienionym człowiekiem :) - "Już nie jest tak ostro", "już nie drapie", "jest bardzo fajnie".
Nie jestem do końca pewny, czy to kwestia tego jak się zaciągamy, kwestia "ułożenia się grzałki" czy jeszcze czegoś innego ale w moim przypadku było bardzo podobnie. Jako palacz "analogów" nigdy nie zaciągałem się bezpośrednio do płuc, nie mogłem zrozumieć jak w ogóle w ten sposób można było palić a teraz palenie techniką "usta - płuca" po prostu mnie już nie satysfakcjonuje - choć jak się nie da inaczej - bo w ręku tylko jakiś Volimizer - to trudno - można i tak.

Jeśli chodzi o płyn którym lubię zalewać swoje parowniki to w zasadzie nie ma tu żadnej zmainy. Nadal moim ulubionym jest Cuban Cigar (e-Dym) o mocy 18 mg. Oprócz dobrego smaku (subiektywne raczej odczucie) bardzo powoli zanieczyszcza grzałki dzięki czemu nie trzeba ich tak szybko przewijać. Polecam :)

Aha, pamiętać należy o tym że grzałki jak te opisywane powyżej mają bardzo mały opor tj. < 0,5 oma. Do takich grzałek trzeba mieć odpowiednią baterię. Ja używam Akumulatora EFEST IMR 18650 2500mAh LiMN flat top 35A (do nabycia w wielu sklepach za około 35 zł) i nigdy nie zauważyłem by się ona grzała więc dla mnie jest OK choć wielu e-palaczy woli np Sony VTC-4.

Pamiętajcie też że e-palenie nie koniecznie jest zdrowe i bezpieczne, że wszystko co robicie, robicie tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność.

No to chyba z grubsza tyle. Wyszło trochę długo... przepraszam. Może komuś się to do czegoś przyda :)

PS: Jak zwykle bardzo mile widziane komentarze w których piszecie jak Wy robicie swoje "setupy", piszcie proszę również jakie płyny uważacie za najciekawsze.

[EDIT] Chciałem tylko napisać, że obecnie moim ulubionym setupem do Orchida jest zwykły
dual coil na średnicy 3 mm, 5 zwojów z drutu 0,4 Kanthal (a więc o jeden zwój na grzałkę mniej niż na powyższych fotach).

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Caravela Mod (klon) + Orchid

Moda tego nabyłem w grudniu zeszłego roku wraz z parownikiem Orchid V4 za nie całe 20$ czyl poniżej 70 zł (kurs od tamtego czasu poszedł sporo w górę)


Pod powyższym adersem możecie także zobaczyć więcej zdjęć producenta.

Caravela Mod (klon) + Orchid V4

Jeśli chodzi o moda to nie jest to żadna nowość i pewnie wielu którzy dobrze się w temacie orientują nie będzie mogło zrozumieć dlaczego nie wybrałem czegoś bardziej ostatnio popularnego np SMPL czy 4Nine.

Powyższe mody oczywiście są bardzo ciekawe i zapewne w najbliższym czasie zdecyduję się również na zakup któregoś z nich, bo niestety - jestem chyba chory psychicznie i po prostu lubię posiadać tych rzeczy dużo, sprawdzać nowe rozwiązania a i zapas na czarną godzinę zawsze się przyda :)

W każdym razie - Caravela mod to mod który na rynku jest od bardzo dawna i od zawsze urzekał mnie swoim wyglądem. Połączenie dwóch kolorów metali tj stali i mosiądzu, charakterystyczna grawerka - dla mnie jeśli chodzi o wygląd jest to jedna z najciekawszych pozycji. Po prostu piękny :D

Wybrałem wersję mosiężną ze wstawkami stalowymi a nie odwrotnie - stalową ze wstawkami mosiężnymi z dwóch powodów. Po pierwsze, bardziej mi się podobała bo stalowych modów miałem już kilka i mi się opatrzyły a po drugie przynajmniej w teorii mosiądz lepiej przewodzi prąd a różnice te wbrew pozorom mogą mieć znaczenie. 

W porównaniu do osławionego "staruszka" Nemesisa jest to dla mnie konstrukcja lepsza pod każdym względem a za najważniejszą zaletę w porównaniu do Nemesisa uważam brak modułowej konstrukcji - obok wspomnianych wcześniej cech wyglądu (bo te są sprawą indywidualną). Nic mi się już nie rozkręca, body lepiej przewodzi prąd i lepiej to też wygląda. Również przycisk działa tu znacznie lepiej (choć to może być wina/zasługa lepszego/gorszego klona).

Caravela vs Nemesis

Mod przyszedł z trzema różnymi tulejami (bo taką wersję kupiłem) tak by można go było skręcić w zależności od tego jaką baterię chcemy używać ale ja i tak używam tylko najdłuższej tulejki pod baterie 18650 - te o największej pojemności. W ten sposób jedna bateria wystarcza mi na cały dzień.

W modzie który otrzymałem pin plusowy był zbyt długi. Po skręceniu z parownikiem przycisk nie wkręcał się całkowicie. 



Musiałem więc skrócić istniejący lub zdobyć nowy, nieco krótszy. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, tak by nie niszczyć "oryginalnego" rozwiązania.


oryginalny pin plusowy - stalowy
W tym celu zakupiłem w Castoramie śruby M4x50 (mosiężne) i po obcięciu kombinerkami i delikatnym szlifie pilnikiem nowy pin był gotowy. Cała zabawa zabrała może 15 min a materiał kosztował ze 4 czy 5 zł.


nowy pin plusowy, przed obróbką pilnikiem
Z tym pinem używam tego moda do dziś a moda jako takiego bardzo sobie chwalę, choć jeśli miałbym komuś polecać jakiś zakup, czegoś nowego - to raczej byłby to wspomniany na początku SMPL, 4Nine albo któryś King.


Co się tyczy parownika - po około miesiącu użytkowania mogę z całą stanowczością stwierdzić iż jest on cudowny (!) a więcej o nim napisze w kolejnym poście :)